NAJWIERNIEJSZY PRZYJACIEL

przyj

Przyszedł do niej niezapowiedziany. Nie czuła jego obecności już jakiś czas. I dobrze jej było z tą samotnością. Kiedy wrócił, nie miała żalu o to, że ją opuścił. Przywitała go jak starego przyjaciela. Przecież towarzyszył jej przez całe życie. Nie opuszczał jej na krok. Był przy niej w szkole, kiedy próbowała zebrać myśli i przypomnieć sobie informacje przyswajane cały poprzedni dzień. Towarzyszył jej na studiach. Był z nią podczas każdej sesji. Siedział obok na każdym egzaminie. Kiedy wreszcie znalazła pracę, prawdziwą, poważną pracę, ich relacje zacieśniły się jeszcze bardziej. Wstawał z nią każdego ranka i patrzył w oczy podczas porannej kawy. Kładł się z nią spać, otulając sobą jej ciało. Bisko. Za blisko. Za ciasno. Przyspieszał bicie serca. Stuk. Stuk, puk. Stuk puk stuk puk stuk puk. Powodował drżenie rąk. Drżenie nóg. Dreszcze na całym ciele. Zimno. Za gorąco. Spocone dłonie. Lęk. Strach.

Strach był jej najwierniejszym towarzyszem. Wierniejszym niż ojciec, którego nie znała. Wierniejszym niż pierwsza, druga, trzecia miłość. Z pewnością wierniejszy niż wszyscy przelotni kochankowie, którzy pojawiali się, gdy przestała już wierzyć w miłość. Zapraszała ich do swojego łóżka, licząc, że wygrają rywalizację o pierwszeństwo z jej własnym lękiem. Seks pozwalał jej uwolnić się od tego uczucia przynajmniej na kilka chwil. Pozwalał zaczerpnąć powietrza pełną piersią, nie przytłoczoną jeszcze przez tego „jedynego”.

Ostatnio jednak lęk opuścił ją na dłużej. Wyjechała na wakacje i widocznie on postanowił również od niej odpocząć. Wyjechała z Mężczyzną, który przez jakiś czas był kimś więcej niż tylko przelotnym kochankiem. Na dłuższy czas zagościł w jej łóżku, w którym nagle stało się za ciasno dla „starego przyjaciela”. Jednak wystarczyło niewiele, by przysiadł cichutko w rogu łóżka. Przywołało go krzywe spojrzenie szefa. Trudny projekt w pracy. I już rozprostował ostrożnie jedną nóżkę. Potem fałszywie miłe koleżanki, czekające na nieodpowiedni ruch. I nieco swobodniej położył drugą nogę, patrząc wyzywająco w oczy. Potem było już z górki. Pierwsza kłótnia z Mężczyzną, druga kłótnia, milczenie, nieporozumienia, trzecia kłótnia, wzajemne wyrzuty, bolesne słowa, czwarta kłótnia. Strach rozpostarł się wygodnie ze zwycięskim uśmiechem.

Mężczyzna po pewnym czasie okazał się kolejnym przelotnym kochankiem. Z tą tylko różnicą, że przeleciał ją może więcej razy niż inni. Więcej. Intensywniej. Jednak tak jak pozostali potrafił świetnie znikać z jej życia. Na szczęście nie była sama. Nigdy nie była sama. Został jej on. Ten jedyny. Najwierniejszy przyjaciel.