SUKCES

A photo by Volkan Olmez. unsplash.com/photos/wESKMSgZJDo

„Nieodporna na sytuacje stresowe” naskrobała niedbałym ruchem chuda Pani psycholog o wyrazie twarzy, który zdecydowanie nie podobał się Karolinie.

„Phi”- prychnęła pacjentka, zerkając ukradkiem na notatki, stanowiące próbę analizy jej osoby. A kto dziś jest odporny?- myślała. Sytuacje stresowe krążą wokół nas, wiszą w powietrzu, w każdej jego cząsteczce. Obecnie „doła” łatwiej złapać niż wirusa grypy. Tak, bo my dzisiaj wszyscy łapiemy „doła”. Nie depresję, o nie. Doła. Ewentualnie spadek nastroju, gorszy dzień, tydzień, rok, jesienną chandrę i tak dalej. Nie nerwicę, tylko focha lub histerię. Na depresję czy inne choroby nie ma miejsca w naszym życiu. Trzeba wziąć głęboki oddech i wziąć się w garść, zebrać w kupę, poukładać życie, zrobić porządki… Takie głupoty są dla tych, którzy mają czas- myślała. Ja zdecydowanie tego czasu nie mam.

Jednak Karolina miała depresję, chociaż jeszcze o tym nie wiedziała. Dowiedzieć się miała trzy tygodnie później, a przyjąć do wiadomości rok po otrzymaniu tej diagnozy.

Jednak teraz wierciła się niespokojnie w fotelu pani psycholog, śrubując ją wzrokiem, jakby to lekarka była jej pacjentką.

– Dobrze, proszę się zastanowić i powiedzieć, jakie sytuacje wywołują w pani wewnętrzny niepokój.

– No nie wiem, może nie jakiś wielki niepokój, ale stresują mnie takie zwykłe sprawy, jak każdego. Kłótnia z mężem czy kłopoty w pracy.

„Rozmowa z matką” – kołatało się jej po głowie. „Wewnętrzny niepokój wywołuje we mnie rozmowa z matką” myślała, przeciągając w myślach każdą sylabę. Nie powiedziała jednak tego na głos. Kto to widział, żeby czterdziestolatka bała się rozmowy z uroczą staruszką, która ją urodziła i wychowała? Nie. Czterdziestolatki nie boją się swoich mam. Boją się wysokich rachunków, tego, że ich córka wpadnie w złe towarzystwo, boją się myśli, że zmarnowały życie z nieodpowiednim mężczyzną, w nieodpowiedniej pracy i tego, że w ogóle nie tak to miało być… Ale na pewno nie boją się własnych matek. Serce nie zaczyna im szybciej bić, gdy na ekranie telefonu pojawia się napis „Mamusia”, nie plącze im się język, gdy się tłumaczą, czemu nie odebrały ostatnich pięciu połączeń i do cholery nie umierają ze strachu, że kiedyś nie zdążą odebrać pieprzonego telefonu, kiedy matka naprawdę będzie potrzebować pomocy.

***

Ze spotkania z psychologiem wróciła jeszcze bardziej rozbita. Żałowała, że w ogóle tam poszła. Nie mogła sobie wybaczyć tej chwili słabości, kiedy wypiła o lampkę wina za dużo (nie oszukujmy się, to było więcej niż jedna lampka; dwie? trzy? butelka? kto by tam liczył) i wpisała w Google : nienawidzę swojego życia. Banał, czyż nie? Oczekiwała bardziej jakiegoś forum, gdzie podstarzałe kobiety wyrzygują publicznie swoje żale. Myślała, że napisze, co jest nie tak, a banda zidiociałych, żałosnych bab, napisze jej, że jest silna, że zawsze była taka silna, o tak, jaka była silna, tylko nikt jej nie doceniał, o nie, że teraz też sobie poradzi, jak zwykle sobie poradzi, ze wszystkim poradzi… Zamiast tego znalazła stek bzdur typu: Przeczytaj poniższe pytania, jeśli odpowiesz twierdząco przynajmniej na połowę z nich, udaj się do specjalisty – normalnie jak psychotest w gazecie dla nastolatek. Odpowiedziała twierdząco na wszystkie. Okrągłe 100 %. Cóż, zawsze była prymuską. Brawo. Zaliczyłaś celująco test na wariatkę. Życzymy dalszych sukcesów.