KAWA 1

kal

Dzień jak co dzień. Mój chłopak… W zasadzie nie wiem, czy to dobre określenie.  „Nie jesteś za stara, żeby mieć chłopaka?” – spytano mnie podczas ostatnich świąt. Ale ogólnie ten mój chłopak jest całkiem spoko, więc nie rzucę go tylko z tego powodu, że rzekomo z niego wyrosłam. Wracając do tematu, mój chłopak ma przerwę w pracy, więc przerwę robię też ja. Gaworzymy sobie miło na fejsie, kolejna kawa sprawia, że moje powieki stają się lżejsze (szkoda, że nie działa tak na inne części mojego ciała) i komentujemy zdjęcie licealnego chuderlaczka, którego nikt już teraz nie odważy się nazwać chuderlakiem, bo sądząc po obwodzie ręki, jego odpowiedź mogłaby być dosłownie miażdżąca. Jest stosunkowo miło (na tyle na ile może być na przerwie, bądź co bądź w pracy). I nagle dopada mnie TO uczucie.

Znacie to dokuczliwe wrażenie, że się o czymś zapomniało? Tylko oczywiście nie wiadomo, o czym. Czy zamknęłam drzwi? Nigdy nie pamiętam, czy to zrobiłam, ale tym razem jakoś czuję, że to nie to. Może nie wyłączyłam światła? Ech… Podejrzewam, że dokładnie to samo czuła matka Kevina, lecąc na świąteczny urlop.

I nagłe ŁUUUUUUUUUUUUP!!! Już wiem. Tak, teraz to widzę, bardzo dokładnie. Jest wieczór. Układam się wygodnie do spania. I przed zaśnięciem, niczym Arya Stark recytująca swoją sławną listę, solennie obiecuję sobie nie odzywać się do mojego chłopaka. Nie pytajcie, czemu, najważniejsze, że zasłużył. I jak tu wyjść z takiej sytuacji? „Wybacz, ale przypomniałam sobie, że jestem na ciebie obrażona. Uznajmy, że ta rozmowa nie miała miejsca”. Słaby pomysł. Może udawać, że tak miało być? „Nie chciałam poruszać tego tematu przez fb, ale chyba wiesz, że POROZMAWIAMY W DOMU”. Każdy, kto choć raz usłyszał od rodziców lub partnerki czy partnera, że porozmawiają w domu, wie, jaki ładunek emocjonalny niosą w sobie te słowa. To jest jak wyrok tylko odroczony, więc jeszcze gorszy.

Jednak tym razem postawiłam na trzecią opcję i postanowiłam odpuścić. Nie ma sensu psuć atmosfery, liczy się miłość i wzajemne zrozumienie, a takie fochy i sprzeczki tylko zepsują nam nastrój. I komu to jest potrzebne? Oczywiście nikomu.

Przecież i tak wszyscy wiemy, że wypomnę mu to przy kolejnej kłótni. Po co się rozdrabniać?