KAWA 2

cr

Widziałam dziś na ulicy wariata. Prawdziwego psychola! Szedł, wymachiwał rękoma i krzyczał. Wykrzykiwał w tym swoim szaleńczym bełkocie, w tym znanym jedynie sobie języku, całą złość swojego istnienia. Sylaby rozczarowania, samogłoski niesprawiedliwości, spółgłoski rozpaczy.

Uzewnętrzniał w ten sposób wszystkie tłamszone i kłębiące się emocje, które każdy z nas dusi w sobie, żeby… No właśnie, żeby nie zwariować. Wszystkie „ będzie dobrze”, „będzie lepiej”, „byle przetrwać”, byle do jutra, było do piątku, byle do końca miesiąca, roku, życia… Byle jak.

Zobaczyłam wariata. Przechodząc, spojrzał mi prosto w oczy. Zobaczyłam dziś wariata. Wariata, którzy żyje we mnie. Tylko póki co nie wypuszczam go jeszcze na ulice.