Szczęście w pigułce

A photo by freestocks.org. unsplash.com/photos/nss2eRzQwgw

Kojarzycie to uczucie, kiedy po długim i męczącym bólu przychodzi ukojenie, bo tabletka wreszcie zaczyna działać? Jak siedzicie bądź leżycie w zasadzie bez ruchu, bo boicie się, że każdy niewłaściwy gest może przywrócić dopiero co minione uczucie? Z nią było podobnie.

Kiedy tylko jakimś cudem udawało jej się odzyskać równowagę psychiczną, z całych sił starała się utrzymać ten stan. Czuła się jakby nie miała skóry, tylko cienką błonkę, przez którą tak łatwo można dostać się do środka. Starała się więc otulać kolejnymi warstwami zabezpieczającymi. Szukała kolejnych sposobów, by uciec przed tym stanem.

Czasem była jak dziecko wierzące w magiczne działanie barwnego kamyczka służącego za talizman. Przywiązywała się do branych lekarstw, uważając te kolorowe pastylki za swoich maleńkich przyjaciół pomagających jej z życiem. Czasami wystarczyło, że miała je pod ręką. Wiedziała, że w każdej chwili pomogą jej odgonić złe myśli. Czuła się bezpieczniej.

Wymyślała swoje rytuały, które pomagały jej odnaleźć spokój. Na przykład wieczorne picie herbaty. Lubiła, kiedy gorący płyn rozlewał się po jej spiętym w każdym calu organizmie. Lubiła też przed snem zerkać w okno i liczyć światełka w blokach naprzeciwko. Czasami przypominały jej choinkowe lampki. Miasto ozdobione łańcuszkiem światełek. Myślała o ludziach, którzy tak jak ona jeszcze nie śpią. Wyobrażała sobie ich w mieszkaniach, zastanawiała się, co oznaczają te punkty święcące późną nocą (nigdy nie kładła się wcześnie spać). Czy podobnie do niej wiedzą, że czeka ich ciężki sen i jak  najdłużej chcą wymykać się z jego objęć? A może leżą w objęciach ukochanej osoby i chcą przedłużyć chwile miłosnej jawy, zanim zakończy ją sen? Może gdzieś tam płyną dźwięki wesołych rozmów napędzanych alkoholem? Może ktoś ciężko pracuje i sprzedaje swój sen, by spełnić swoje sny o materialnych uciechach? Może gdzieś tam jest matka czuwająca przy łóżku dziecka i odpędzająca od niego złe sny? Może jestem tam ja? Może jesteś i ty?

Takie myśli pomagały jej odnaleźć swój własny sen. Kładła się do łóżka, zwijała się w kłębek niczym małe kociątko i znajdywała w swojej głowie bezpieczny kąt, odległy od niebezpiecznych zakamarków jej umysłu. Starała się myśleć o śnie jak o ucieczce. Te kilka godzin wyłączenia z życia przynosiło jej nadzieję.

Ranki były najgorsze. Myśli, które czasem udało jej się odpędzić wieczorem, natarczywie powracały. Często miała ich za wiele. Uwierały ją. Nie mieściły się. Były ciężkie i obrzmiałe. Najpierw osiadały w głowie, a kiedy tam brakowało miejsca, zaczynały uciskać klatkę piersiową. Zawsze jednak przy łóżku miała pudełeczka swoich kolorowych przyjaciół, którzy choć odrobinę przywracali barwy w jej życiu.

Chorowała na samotność, choć długo nie znała diagnozy. Ta sprytna choroba ukrywa się bowiem pod wieloma nazwami. Wiele dolegliwości psychicznych czy uzależnień jest tak naprawdę powikłaniami związanymi z tym przykrym stanem.

Na szczęście wtedy pojawił się On. Otulił jej cienką skórę swoim ciałem. Zaparzał herbatę przed snem i sprawiał, że po jej organizmie rozlewało się kojące ciepło, zaczynające od lewej strony klatki piersiowej. Czuwał przy niej, póki nie usnęła i gasił światełko w oknie, kiedy jej oddech stawał się stabilny. Zamieszkał nawet w najmroczniejszych zakątkach jej głowy i rozjaśnił jej myśli. Kolorowe pastylki schował do szuflady. Nawet tego nie zauważyła. Rankiem zawsze bowiem to Jego miała pod ręką. Ramię w ramię, wspólnymi siłami, zrobili porządek w jej głowie, a dawny ciężar uleciał, jakby był piórkiem na wietrze.

Jeszcze tylko czasem bała się poruszyć, wykonać niewłaściwy ruch. Bała się, że On zniknie, a powróci dawny ból. Na szczęście On bez niej nie miał zamiaru nigdzie się ruszać.