Dlaczego nie mam duszy podróżnika

DSCN0225

Pewnie każdy zastanawiał się nad tym, co by zrobił, gdyby 6 szczęśliwych liczb sprawiłoby, że na jego koncie pojawiłaby się sumka z tylomaż zerami. Ostatnio u mnie w pracy wywiązała się na ten temat dyskusja. Snuliśmy plany i puściliśmy wodze wyobraźni, które poprowadziły nas bardzo daleko… I to dosłownie. Okazało się, że każdy z nas inaczej wykorzystałby te pieniądze, ale wspólnym elementem naszych finansowych fantazji były podróże. Dlaczego?

Jest pewnie kilka rozsądnych powodów. Po pierwsze wyjazdy, szczególnie te dalekie, są zawsze czymś fascynującym. Nie ma chyba lepszego sposobu na wyrwanie się z codzienności (jakkolwiek banalnie to brzmi) niż pokonanie tych setek kilometrów. Moja pierwsza daleka wycieczka odbyła się dosyć niedawno i najpiękniejszym wspomnieniem jest dla mnie chwila, kiedy wysiadłam z samolotu. I wcale nie dlatego, że jakoś tak pewniej czuję się jednak na stałym lądzie. Powód był inny. Kiedy postawiłam pierwszy krok na tej obcej dla mnie ziemi, miałam wrażenie, jakby ktoś dosłownie wyciął mnie z polskiego krajobrazu i wkleił w miejscu, gdzie wszystko wyglądało inaczej. I to właśnie ta inność zaparła mi dech i choć nie mogłam przez pewien czas wydusić z siebie ani słowa poza głębokimi westchnieniami, to całą sobą krzyczałam – Chwilo trwaj, jesteś piękna!

Na szczęście chwila ta trwała przez cały tydzień...
Na szczęście chwila ta trwała przez cały tydzień…

Nie dziwi mnie wobec tego ta zbieżność odpowiedzi naszej biurowej ekipy. Kiedy jednak koleżanka powiedziała, że ona najchętniej zupełnie poświęciłaby się podróżom, kilka osób stwierdziło, że słowo „poświęcenie” niekoniecznie tu pasuje, że jest to, można nawet rzec, oksymoron. Niekoniecznie się z tym zgodzę.

Dla mnie w podróżach chodzi o to, żeby wracać. I nawet jeśli, widząc oczyma wyobraźni pokaźną sumę na swoim koncie, mam ochotę pakować walizki, pędzić na lotnisko i kupić bilet do „jak najdalej stąd”, nawet jeśli śledząc blogi podróżnicze wzdycham nad wypijaną w pośpiechu kawą, mrucząc „ona/on to ma życie”, to gdzieś tam w głębi wiem, że nie mam duszy podróżnika.

Dla mnie wszelkie wycieczki są cudowne, póki mogę wrócić ciasnego, wynajmowanego mieszkanka, położyć się do łóżka, które lekko zapada się w miejscu, gdzie najczęściej siedzimy i wypić kawę w ulubionym kubku. A rano przejrzeć zdjęcia i uśmiechnąć się do wspomnień z cichą obietnicą, że trzeba to powtórzyć jak najprędzej. No może niekoniecznie aż tak szybko.

Ostatnie kilka weekendów spędziłam właśnie na podróżowaniu, chociaż nie wiem, czy jest to odpowiednie słowo. Nie były to bowiem wielkie wojaże. Raczej niedalekie wyjazdy w myśl zasady „cudze chwalicie, swego nie znacie”. I było mi to bardzo potrzebne. I cudownie odetchnęłam. I naprawdę wróciłam pozytywnie naładowana z nowymi chęciami do życia.

DSCN0415

Jednak dziś z przyjemnością przywitałam sobotę w swoim łóżku, za oknem zamiast górskich szczytów, widząc szczyty wieżowców i słuchając śpiewu ptaków zagłuszanego przez silniki samochodów i jadące w oddali pociągi. Z błogością oddałam się rytmowi wolnego weekendu w moim mieście. Poranny posiłek przy wtórze telewizji śniadaniowej, kawa przy jednoczesnym scrollowaniu facebooka i książka przy spokojnych dźwiękach radiowej muzyki. Wieczorem zaś zmienię wygodny dres na coś bardziej wyjściowego  i pójdę do jednego z moich ulubionych pubów umiejscowionych pod torami, gdzie zawsze unosi się zapach wydychanego przez gości alkoholu, a muzykę przerywa co jakiś czas stukot pociągów…

 

Jednak za jakiś czas pewnie znów to poczuję. Dni znów będą wydawać się takie same, mimo usilnych starań burzenia codziennej monotonii. Widoki znane i oswojone zaczną mnie męczyć jak nudna powtórka kiepskiego serialu. A w głowie znów zastuka myśl, by się wyrwać i będzie nachalnie mnie nachodzić, póki nie otworzę drzwi. Zrobię to, trochę przewietrzę umysł i duszę, a potem zamknę, bo jednak nie lubię zbyt długich przeciągów.

 

A jak to jest z Wami? Lubicie podróże na tyle, by poświęcić się im w zupełności?