Abdykacja królowej

Nie mogła zrozumieć, dlaczego jednego dnia była królową życia, by następnego ranka wszystko poza krawędzią łóżka wydawało się królestwem odległym i ciężkim do zdobycia.

A wczoraj ćwierkały uśmiechy…

A za oknem kwitły sukcesy o zielonych i śmiesznie wijących się łodyżkach.

A pod biurkiem leżał zwinięty w puchatą kulkę- strach.

Kiedy spał, wyglądał jak jej ukochany pies z dzieciństwa. Jedząc śniadanie z trudem powstrzymywała się, by nie podrzucać mu apetycznych resztek. „Nie karm strachu” – powtarzała sobie. Wczoraj było gwarno. Było głośno.

A ten gwar był muzyką…

A to ona nadawała jej rytm.

Była w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie, z odpowiednimi osobami. Spojrzenia, spojrzenia, wiele spojrzeń, uśmiechów wesołych, przyjaznych, uśmiechów skierowanych do niej. To ona była królową tego balu. Oko w oko, ramię w ramię, dłonią w dłoń. Od słowa do słowa kroczyła pewnie.

A słowa płynęły…

A ona wyznaczała im nurt.

Dziś słowa ugrzęźnięte w gardle, gdzieś w połowie drogi. Nie potrafiła dojść po nitce do kłębka splątanych myśli. A pod łóżkiem leżał strach i jeżył włos. Nie spał i miał wielkie oczy. Wiedziała, że dziś zaśnie z włączonym światłem. Zaklęcia z dzieciństwa straciły moc. Zajączek z klapniętymi uszkami i różowym noskiem, ulubiony pluszak z dzieciństwa, leży w głębokim kartonie w piwnicy rodzinnego domu. Zajączek z klapniętymi uszkami i różowym noskiem nie obroni jej dziś.

A dziś kraczą złowieszcze przepowiednie…

A za oknem kwitną paranoje.

Królowa życia zrzuciła koronę. Abdykacja odbyła się w ciszy. Bez świadków. Korona leży na nocnym stoliku, obok budzika. Kiedy w poniedziałek rano zadzwoni życie, przełączy na drzemkę. Potem włoży koronę, ubierze uśmiech i otuli się szczęściem z fałszywego futra. Wsunie nogi w nieprzeciekające, nieociekające smutkiem pantofelki. „Pantofelki dla każdej księżniczki, bo przecież zasługujesz na to, co najlepsze”- mówiła reklama. Jak była mała, chciała mieć „stukające buciki”. Jak była mała, chciała ratować świat. Jak była mała, chciała księcia, który uratuje ją przed złem. Jak była duża chciała księcia, który uratuje ją przed światem.

Wyszła z domu fałszywa królowa.

A wokół niej gęstniał tłum.

A wokół niej wyrastały królestwa.

A wokół niej kroczyły królowe.

A wśród nich zmierzali królowie.

Te prawdziwe i ci prawdziwi zmieszali się z tymi, którzy jak ona fałszywe pokonywali dziś kroki. Być może jutro role się odwrócą. Być może jedni ustąpią miejsca drugim. Cóż, królowanie nie jest zajęciem pełnoetatowym. Ale kto się odważy przyznać do tego, że dziś jest panem królestwa, które zasypał piach?