Czy dogadałabym się ze sobą sprzed lat?

czy

Przyznam Wam się, że od jakiegoś czasu prześladuje mnie obraz siebie samej sprzed lat. Widzę siebie idącą stałą trasą do szkoły. Stąpam po betonowej drodze, po prawej stronie kościół, po lewej plac zabaw. Torba uwiera mnie w ramię. Oddycham pełną piersią. I wierzę. W siebie wierzę. W swoje możliwości wierzę. I w przyszłość wierzę. A potem nagle bum! Jestem tutaj dalej o te kilka lat, niczym wyrwana z codziennej trasy. Czuję się, jakby ktoś przekręcił korbkę jak w starych automatach do gry w pubach. Wprawił w ruch trzy bębny. Jednak zamiast symboli przesuwają się moje wspomnienia, szybko, bardzo szybko, jak gdyby ktoś właśnie wtłoczył mi je do głowy. No bo przecież jeszcze niedawno szłam tamtą drogą. Bo przecież wciąż jestem tą samą dziewczyną. Czy jednak na pewno?

Ostatnio na kilka dni wpadłam do rodzinnego domu i dokopałam się do swojej skrytki z pamiętnikami i liścikami ze szkolnej ławki. Jestem dawnej sobie ogromnie wdzięczna za magazynowanie tego typu pamiątek. I za prowadzenie pamiętnika od 9. urodzin (z różnymi przerwami oczywiście) zaczynając. Jednak przeglądanie tych starannie zapisywanych zeszytów skłoniło mnie do pewnych przemyśleń. Okazało się, że chyba jednak nie do końca siebie znam. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie nastoletnią Asię. Gorzej? Lepiej? Chyba nie. Po prostu inaczej. Pamiętałam na przykład, że byłam kochliwa, ale nie że aż tak. Myślę, że liczba 35 (tak, zrobiłam tam podsumowanie z punktacją i rankingiem…) na jeden cały zeszyt, którego zapisywanie zajęło mi niewiele ponad pół roku to jednak przesada. No cóż.

pam

W każdym razie zaczęłam zastanawiać się, co sądzę na temat tej małolaty. Na pewno mnie śmieszy, a jej rozterki i jej przemyślenia byłyby nawet nie takim złym materiałem na jakąś komedię. Czasem jest mi jej szkoda. Niekiedy mam ochotę szepnąć jej na ucho, żeby tak nie dramatyzowała. Kiedy indziej pocieszyć i powiedzieć, że jeszcze się ułoży i przekonać, że ten czy tamten i cała masa innych tych i tamtych nie jest warta łez. A jeszcze innym razem chcę po prostu dać jej porządny opieprz.

Sytuacja jednak zmienia się, kiedy zastanawiam się, co pomyślałaby „kilkunastoletnia ja” o mnie 10 lat później. Te pamiętniki to nie tylko moje miłosne zapiski o całych tabunach chłopaków, którzy rozkradali moje serce po kawałku. Są to też strony zapisane moimi marzeniami. Moimi ambicjami. Moimi wyobrażeniami przyszłości. I jakoś  tak nie mogę przegonić obaw, że tamta Asia byłaby rozczarowaną tą Joanną.

A Wy jak myślicie? Dogadalibyście się ze sobą sprzed lat?