Witaj szkoło?

Siedzę przed pustą kartką i wspominam. „Tabula rasa” żartowałyśmy z koleżankami przed każdym rozpoczęciem roku. Świeży start, nowa okazja, drugi, trzeci, piąty początek. Nigdy w życiu nie dostaniesz tylu kolejnych szans, co w czasie szkolnych lat. I nigdy tylu z nich nie zmarnujesz.

Rozpoczęcie roku szkolnego to uwierający kołnierzyk, zapach długo i starannie wybieranych zeszytów. To tęsknota za wakacjami i ekscytacja przed tym, co nowe. To możliwości i perspektywy. Wszystko zależy od Ciebie. Nowe podręczniki ustawione w równym rzędzie na półce obiecują otworzyć przed Tobą szerokie perspektywy. Ty obiecujesz sobie solidną naukę od pierwszych dni.

Twój zeszyt będzie staranny i zadbany. Równe rządki znaków aż będą się prosić, by zapamiętywać te wszystkie wzory skróconego mnożenia, prawa Keplera czy inne zasady trójpodziału władzy. To będzie coś więcej niż zeszyt! To będzie kolorowa i pachnąca (ach, czemu za moich czasów nie były popularne zapachowe zakreślacze?) skarbnica wiedzy. W równie jaskrawych barwach będzie rysować się Twoja przyszłość. Bo oto masz klucz do tego skarbca, będziesz wielki i będziesz zwycięzcą, bo przecież nawet dziecko wie, że nauka to klucz do potęgi. Tabula rasa dzierżonego w ręku nauczyciela dziennika wypełni się Twoimi wspaniałymi ocenami. Czerwony pasek na świadectwie zaprowadzi Cię wprost na prestiżową uczelnię, a stamtąd już przecież prosta droga do zawrotnej kariery. Jakiej? To zależy wyłącznie od Ciebie. Możesz być, kim zechcesz, bo właśnie stoją przed Tobą otworem wrota do krainy zwanej przyszłością. Wystarczy tylko zakuć parę dat i definicji. Łatwizna, prawda? Ej, spójrz! Czyżby ta wredna matematyczka wyglądała nawet jakoś tak przyjaźniej? Może wreszcie uda Ci się ją przekonać, że nie jesteś jednak wyłącznie humanistą, przecież wszyscy wiedzą, że jesteś „zdolny, ale leniwy”, a najbardziej to Twoja mama (no dobra, ona to akurat powtarza głównie to drugie, ale na pewno w Ciebie wierzy). Zresztą Ty w siebie wierzysz. Wiesz, że tym razem Ci się uda. Przecież chcieć to móc, a Ty tak bardzo, bardzo chcesz… No a przynajmniej teraz.

Potem nadal będziesz chcieć, tylko tak jakby coś zacznie Cię swędzieć za lewym uchem, a kiedy Cię swędzi za lewym uchem, to już wiesz, że to zły znak. Później coś będzie Cię uwierać w głowie i może nawet zdrętwieje Ci duży palec u stopy, a wtedy nie będzie już odwrotu. Możliwe, że przemknie Ci mimochodem myśl, że w sumie to po co Ci wiedzieć, jak zbudowany jest pantofelek i czy należy do prokatiotów czy eukariotów (do eukariotów, jakby ktoś był ciekawy i nie, do tej pory ta wiedza nie przydała mi się w życiu, nie licząc tego wpisu). A oprócz tego to szkoda czasu, może rano wstaniesz wcześniej i powtórzysz, może uda się ściągnąć, może 2b będzie już znać pytania, a poza tym to są ciekawsze sprawy i nie dasz się zamknąć w sztywnej skali od 1 do 6, bo stać Cię na więcej. A tak w ogóle to ile jeszcze dni do wakacji?

Cóż, nikt nie mówił, że będzie lekko.

Tak dla jasności. Ten wpis absolutnie nie ma nikogo zniechęcać do tego, żeby się starać i mieć ambicje. Bo starać się i mieć ambicje trzeba zawsze. Nawet jeśli nie zawsze wychodzi. Trochę tęsknię za czasami, kiedy co roku startowałam z czystą kartą, nowymi zeszytami i świeżymi siłami, trochę nawiedza mnie od czasu do czasu sen, że oto ja, dorosła i z całym bagażem doświadczeń wracam do szkoły, gubię się na korytarzach i zupełnie nie pamiętam, co było na ostatniej lekcji, a wykorzystałam już wszystkie nieprzygotowania. I to nie jest dobry sen. Jednak nawet to, co przyprawia nas o zimny pot  może być pozytywne. Opowieści o najstraszniejszych nauczycielach potrafią rozkręcić niejedną imprezę, w dodatku, jak się raz spojrzało prosto w oczy historyczce, przed którą trzęsła się cała szkoła, to rozmowa z szefem wydaje się być przyjemną pogawędką.

Poza tym… Mam dla Was dobrą wiadomość! Macie wciąż do wykorzystania wszystkie nieprzygotowania! Potem, w życiu, nie będzie już taryfy ulgowej.