Czy powinniśmy się rozwodzić nad rozwodem państwa Pitt?

Kilka dni temu świat obiegła łamiąca wiadomość. Mówiły o tym polskie i zagraniczne media, wieczorne i poranne wydania wiadomości zaczynały się od przekazania tego szokującego newsa, poranek w pracy zaczął się od ożywionego pytania: Czy słyszałaś, że…? Oczywiście, że słyszałam, wszyscy słyszeliśmy, czytaliśmy, widzieliśmy, chociaż nikt z nas się tego nie spodziewał. Nastąpił kres Brangeliny!

brangelina7

 

Świat stanął w miejscu, społeczeństwo całego świata podzieliło się na przeciwne frakcje. Żal i współczucie a może zacieranie rąk? Wszyscy zadają sobie jedno pytanie. Jakie? Co będzie z dziećmi? Jak sobie dadzą radę? Co zdecyduje sąd? Oczywiście, że nie to przede wszystkim zaprząta głowy odbiorców tej informacji. Wszyscy drżą w domysłach: Co na to Jennifer Aniston? Przed oczami cały dzień migały mi to na zmianę: Brad i Angelina na czerwonym dywanie, Brad i Angelina na spacerze, Aniston zwycięsko wznosząca lampkę wina, Aniston ze zwycięskim uśmiechem, Aniston z miną „a nie mówiłam”, Aniston porozumiewawczo puszczająca oczko, Aniston… ech, no właśnie.

 

jen

 

Mój facebookowy wall ma specyfikę dosyć multitematyczną. Śledzę zarówno strony blogerów lifestylowych, jak i będące jęczącym wyrzutem sumienia stronki zachęcające do zdrowego trybu życia, obserwuję kilka stron o tematyce fashion, ale też parę poważniejszych źródeł opiniotwórczych, a nawet strony miłośników szynszyli. I wierzcie mi, że wiadomość o rozstaniu hollywoodzkiej pary widziałam wszędzie (może nie na każdej stronie co do jednej, ale temat ten okazał się bliski zarówno stronom z fit przepisami czy ćwiczeniami, jak i stronom typowo informacyjnym czy tak, nawet stronom poświęconym hodowli szynszyli). I tak sobie zaczęłam myśleć, czy tylko mnie to dziwi? Ale potem zerknęłam na tablicę zwierza popkulturalnego (http://zpopk.pl/) i zrobiło mi się trochę raźniej, że nie tylko ja odczuwam zgrzyt, że tego typu informacja staje się informacją dnia, a teraz można już śmiało powiedzieć, że nawet tygodnia. Ludzie serio! Rano włączam tv i co widzę? Prezenterka telewizyjna, dziennikarka i zwyciężczyni Tańca z Gwiazdami z czasów, kiedy jeszcze niektórzy potrafili odpowiedzieć na pytanie „Która to edycja?”, czyli jak widać nie byle kto, pojechała do Ju Es Ej. Po co? A po to właśnie, żeby zaczepiać przechodniów i pytać ich, co sądzą o rozkładzie małżeńskich więzi Pana i Pani Smith oraz jak ta wiadomość na nich wpłynęła. Serio.

 

brangelina6

 

Gorąco współczuję Bradowi i Angelinie. Rozwodu? Tego też, ale to ich prywatna sprawa i może oni najlepiej wiedzą, że osobno będzie im lepiej niż razem. No właśnie. Prywatna? Współczuję Bradowi i Angelinie sławy i wpływów. Współczuję im bycia newsem dnia, kiedy ich życie się sypie, a reszta społeczeństwa czyta o tym z wypiekami na policzkach. Ja wiem, sami tego chcieli, nie musieli pchać się do Hollywood i tak dalej. Jednak zamiast z zawiści zacierać ręce, jak to często nam się zdarza (mnie również, więc nie rzucam pierwsza kamieniem) wobec ludzi, którym powodzi się lepiej, tym razem jest mi ich szkoda. Pamiętam ten moment (pewnie większość z Was przez to przechodziła), kiedy jako nastolatka marzyłam o życiu na świeczniku, w świetle reflektorów, wśród zachwyconego mną tłumu fanów. Pamiętam tę gorycz i rozpaczanie nad niesprawiedliwością mego losu, bo niestety urodziłam się w kraju, gdzie droga do Holywood jest naprawdę długa, a pomiędzy morza, góry i oceany nie do pokonania. Teraz inaczej patrzę na światowe gwiazdy. To jest praca nie tylko na cały etat, ale 24 godziny na dobę. Twoją rolą jest dostarczanie rozrywki tłumom, a tłum jest żądny krwi. Kiedy gwiazdki pięknie pobłyskują na czerwonym dywanie, tłum z zachwytem obserwuje. Kiedy gwiazdy spadają, tłum wstaje, tłum się porywa i szepcze pod nosem wcale nienajlepsze życzenia.