KAWA 6, czyli piątkowa anegdotka z imprezą w tle (z morałem)

l6ylvm-fjxc-sofiya-levchenko

Odkrywasz świetny sposób na bezsenność, czyli nocne spacery z psem. Kiedy jednak energia rozpiera Cię stanowczo za bardzo i naturalnym sposobem na jej wyładowanie wydaje się być śpiewanie i tańczenie (wykonując efektowne obroty ze smyczą w roli „partnera”, bo PRZECIEŻ WSZYSCY ŚPIĄ I NIKT TEGO NIE ZOBACZY), warto przypomnieć sobie, czemu zamieszkało się na tym osiedlu parę lat temu – za czasów studenckich.

A głównym powodem była odległość od uczelni liczona w kilkudziesięciu krokach. Ta sama przyczyna przyciągnęła tutaj też innych studentów, zamieniając okolicę w tak zwane osiedle studenckie. Studenckie osiedla mają z kolei to do siebie, że NIGDY NIE ŚPIĄ. Domyślacie się już, jak to się skończyło?

W sumie nie było tak źle. Mój występ zebrał sporo braw (jestem nawet przekonana, że wśród krzyków słyszałam wyraźnie powtarzane słowo „bis”), a ja dostałam zaproszenie na imprezę. Rozważałam nawet jego przyjęcie, ale kiedy z zażenowaniem spuściłam głowę, zauważyłam, że moje nogi zdobią jakże stylowe spodnie od piżamy w kolorowe gwiazdeczki. Pod kurtką oczywiście koszulka do kompletu. Także outfit może konsekwentny, ale raczej mało imprezowy, chyba że byłaby to piżama party, a na to nie wyglądało.

Jaki z tego morał? Jak planujesz dziko pląsać pod balkonami sąsiadów, to zadbaj przynajmniej o odpowiedni wizerunek sceniczny. Coś mi się wydaje, że to mogła być naprawdę dobra impreza…