Zamiast postanowień… Kontrakt na rok 2017

Nie sądzicie, że to trochę bez sensu, że tak corocznie snujemy te postanowienia, a później staramy się z nich wywiązać, nie żądając nic w zamian? Może pomyślmy, co nam obiecać może rok 2017. Nie wiem, jaką listę postanowień miał jego poprzednik, ale jeśli o mnie chodzi, to nie czuję, żeby się sprawdził.

A zatem do rzeczy…

Po pierwsze obiecuję być bardziej zorganizowana pod warunkiem, że nie będziesz mi Nowy Roku robił bałaganu chwilę po tym, jak poukładam sobie życie od A do Z na czystych półeczkach.

Po drugie zobowiązuję się podreperować języki obce, jeśli tylko nie będzie mi brakować słów w moim własnym, by skomentować otaczającą mnie sytuację.

Po trzecie będę się starała bardziej zadbać o relacje z osobami, na których mi zależy, ale liczę na to, że spotkam mniej ludzi, którym będzie zależało na tym, żeby powinęła mi się nogą (lub tę nogę będą sami mi podstawiać).

Po czwarte będę starała się schudnąć pod warunkiem, że nie będziesz mnie karmić gorzkimi rozczarowaniami.

Po piąte zadbam o zdrowie fizyczne, jeśli za wszelką cenę nie będziesz się starać rujnować mojego zdrowia psychicznego.

Po szóste postaram się być bardziej oszczędna, jeśli Ty oszczędzisz mi trudnych momentów.

Po siódme pokonam swoje słabości, jeśli nie zrzucisz mi na barki życiowych ciężarów.

Po ósme będę wcześniej chodzić spać,  jeśli nie będziesz budzić we mnie negatywnych uczuć od rana.

Po dziewiąte będę się starała rzadziej wpadać w dołki, jeśli tylko nie będziesz ich pode mną kopać.

Po dziesiąte postaram się być lepszą wersją samej siebie, ale błagam Cię, Ty w zamian za to postaraj się być lepszą wersją Twojego poprzednika!