„Był sobie pies” – był sobie sens? Coś na kształt recenzji

Myślisz sobie, że już jesteś w miarę ogarniętym człowiekiem. Rachunki, kredyty, praca i te sprawy. A potem płaczesz jakieś 8 razy na filmie o pieskach, który niby jest dla dzieci. No właśnie. Niby. Wczoraj byłam w kinie na filmie „Był sobie pies”. Na prawie pełnej sali siedziało maksymalnie 5 widzów w wieku poniżej 18 lat. I siedziało nie jest w tym przypadku najprecyzyjniejszym określeniem, bo ci najmłodsi z nudów nie potrafili usiedzieć w miejscu. Nie jest to bynajmniej film dla dzieci.

Nie wchodząc w niepotrzebne streszczenia, historia opowiada o czworonogu, który umierając, odradza się na nowo i zaczyna kolejne pieskie życie. I tak w kółko niczym pies ganiający swój ogon. Nie traci jednak pamięci o poprzednich losach i wszystkim jego historiom towarzyszy jedno pytanie, które pewnie sami niejednokrotnie sobie zadajemy „jaki jest sens tego wszystkiego”? Film nie prowadzi może do nie wiadomo jak odkrywczych wniosków, ale jak to w życiu bywa, czasem to co najoczywistsze, okazuje się być najtrudniejsze w zastosowaniu. Jest to ciepła historia, która może nie wstrząsa, ale porusza, może nie wbija w fotel, ale wbija w serce takich wrażliwców jak ja małe szpileczki.

No więc jaki jest ostatecznie sens życia wg psa? Czy kończy się on na czubku jego ogona? Czy receptą na szczęście jest miękkie łóżko i pełny brzuch? Może jest to szczęśliwa rodzina albo prawdziwa przyjaźń, której (jakkolwiek patetycznie to brzmi) nie kończy nawet śmierć? Tak naprawdę precyzyjna odpowiedź na to pytanie nie pada w filmie. I bardzo dobrze!

Pomysłowa, choć nieskomplikowana opowieść przypomina nam bowiem, że sensem naszego życia jest brak sensu. Nie jest to szukanie tajemniczego wzoru, który pozwoli nam podłożyć pod niego całość naszych działań. Jeśli już miałby istnieć taki wzór, to byłby on tak naprawdę prosty, choć dla każdego inny i w zasadzie zmienny także od chwili i sytuacji. Dla naszego psiego bohatera jest to suma następujących czynników: spanie w łóżku z osobą, którą się kocha, smak bekonu, ulubiona piłka do zabawy i szczęście osób, na których mu zależy. Myślę, że każdemu przydałoby się zastosować to we własnym życiu, chociaż bekon można oczywiście podmienić wg własnych preferencji smakowych. Najważniejsze, żeby przestać szukać a zacząć żyć, bo jak pokazuje nam historia psiego bohatera, na znalezienie odpowiedzi, może nie starczyć nam jednego życia.

Polecam wizytę w kinie każdemu, kto ma ochotę trochę oderwać się od codziennej gonitwy i obejrzeć film, który pozostając lekkim i przyjemnym, nie jest kolejną śmieszkową historią, pozostawiającą po sobie jedynie kilka zabawnych dialogów (chociaż uważam, że takie filmy też są nam potrzebne).

Ja po filmie poprawiłam szybko rozmazany makijaż w kinowej toalecie, wróciłam do domu i poszliśmy z narzeczonym na dłuższy spacer z psem. I na ten moment było to całym sensem, jaki był mi potrzebny.

Chciałabym umieć tak częściej.

Privacy Preference Center

Necessary

Advertising

Analytics

Other