Wiosenna motywacja mnie demotywuje

Rozkwitnij na wiosnę, pozbądź się zimowej oponki, poczuj wiosenny powiew pozytywnej motywacji… Jak czytam te wszystkie zakwitające na każdym kroku teksty, to czuję jak coś we mnie więdnie. Największy paradoks? Sama od czasu do czasu w swojej pracy tworzę teksty mieszczące się w tej tematyce. Samo pisanie sprawia mi sporą przyjemność. Zresztą pisanie praktycznie zawsze sprawia mi przyjemność. Nawet opisywanie pralek czy okapów (taki tam etap mojej ścieżki zawodowej).

Wracając do tematu, to generalnie lubię wiosnę. Nawet bardzo. Czuję w sobie więcej energii i chęci do działania. Jestem nakręcona, napędzona i gotowa do życiowego maratonu, jednak kiedy co chwilę potykam się o motywacyjne slogany, to czuję ból niepowiemczego. Presja tego, że wiosną powinnam obudzić do życia wszystkie wielkie zamiary powoduje, że mam ochotę zasnąć zwinięta w kulkę.

Chyba mieszka we mnie mała uparta dziewczynka, która tupie nóżką na samą myśl o tym, że coś musi lub powinna. Może sobie nawet rozkwitnę na tę wiosnę, ale tylko jak mi się zechce. Nie będzie mi ktoś mówić, że jak wiosna, to ja muszę kwitnąć, bo może ja akurat wcale, ale to wcale nie jestem w kwitnącym nastroju, może wcale nie chcę gubić oponek i frunąć napędzana przez wiatr wiosennej świeżości. A przez to wszystko czuję, że powinnam. I wtedy mi źle i zaczynam tęsknić za jesienno – zimowym kocykiem, kiedy to każdemu się nie chce i można sobie gnić jak opadające liście i to wszystko jest ok.

Bo wiosną to ja lubię poranki wcześniejsze witać. Chwytać promyki słonecznej pogody. Kocyk lubię wiosną, ale taki na polanie, a na nim książkę i wino lubię. I piwo na ławce wiosną lubię. Ogniska lubię i śpiew do gitary na kilkanaście fałszywych głosów. Sukienki lubię wiosną i to jak wiatr żartobliwie pociąga za ich materiał (a to psotnik!). Powroty późne ciepłą nocą lubię wiosną. Ten moment tuż przed zachodem słońca bardzo wiosną lubię. I łaskotki w stopy na wiosennej trawie lubię.

Plany, zmiany (szczególnie te na lepsze), rozkwitanie też lubię. Ale nie dlatego że wiosna, że trzeba, że wypada. Wypada też latem, jesienią i zimą, ale nikt na nas nie krzyczy z tego powodu. A wiosną czuję się trochę, jakbym zaraz miała podejść do egzaminu, do którego zapomniałam się przygotować. Jakby wszyscy wokół wiedzieli, że testy zaczynają się 21 marca, tylko ja nie zdążyłam zadbać wcześniej o swoją kondycję i na samą myśl mam zadyszkę. I znów „świat jest WF-em, a ja nie mam stroju”*.

A wiosną?

A wiosną,parafrazując poetę, niechaj wiosnę zobaczę! I tylko tyle.

* fragment tekstu piosenki Taco Hemingwaya

  • Całkiem niedawno pisałam podobny tekst 🙂 Zbyt duża presja otoczenia 😉

    • Poproszę o źródło- chętnie przeczytam 🙂 Presja otoczenia bywa naprawdę ciężka. Jednak presję potrafimy na siebie wywierać także sami. Ale o tym w moim najnowszym tekście, który jeszcze dziś pojawi się na blogu 🙂 Pozdrawiam!

  • Wiosna jest ostatnio mega często wykorzystywana w reklamie/marketingu. No bo wiosna = „czas na zmiany”, „uporządkuj swój dom”, „zmień nawyki”, „bądź fit”, „zakochaj się!” Tymczasem mało ludzi zdaje sobie z tego sprawę, że istnieje coś takiego jak wiosenna chandra, będąca odpowiednikiem tej jesiennej, co jest udowodnione naukowo. Współczuję ludziom, którzy o tej porze roku, gdy wszyscy są „wygrywami” cierpią na tę dolegliwość.

    • Nie dziwię się, że ludzi dopada spadek nastrojów wiosną. Po pierwsze przesilenie wiosenne. Poza tym często czekamy na tę porę roku, myśląc, że jak tylko na dworze zrobi się cieplej i jaśniej, to będzie po prostu lepiej. Potem może się okazać, że nie dość, że wcale tak nie jest, to jeszcze świat wymaga od nas, żebyśmy byli zorganizowani, odchudzeni, pełni sił i szczęśliwi. Niekiedy trudno temu sprostać.

  • Agata

    Pralki i okapy też mnie dużo nauczyły 😀 Najważniejsze, żeby słowa rozkwitały!!!

    • slowonalawe

      To była lekcja życia! Pozdrawiam towarzyszkę dawnej copywriterskiej doli i niedoli! 😀

  • Pingback: Uciec, ale po co? - Słowo na Ławę()