Czy warto iść na studia? Czego nauczyło mnie 5 lat studiowania?

Studia uważam za jeden z najlepszych okresów w moim życiu i nie żałuję, że po maturze postanowiłam kontynuować naukę. Czy dlatego, że otworzyły przede mną wrota do świetlanej przyszłości? Niekoniecznie. Było to raczej światełko w tunelu, które okazało się być reflektorami nadjeżdżającego pociągu. Bo studia to trochę jak jazda polskimi liniami kolejowymi. Niby zmierzasz do celu, ale nigdy nie wiesz, kiedy utkniesz w szczerym polu. Ja mimo wszystko uważam, że studia nakierowały mnie na właściwe tory. Chociaż nie wszystko, czego się nauczyłam mieści się w kanonie. No to lecimy! Nie musicie robić notatek.

 

Czego się nauczyłam na studiach?

Elastyczności

Choć może bardziej pasowałoby określenie „kombinowania”. W pewnym momencie studiowałam 2 kierunki, pracowałam i łapałam od czasu do czasu zlecenia za przysłowiowy wpis do CV. A oprócz tego prowadziłam w miarę regularne życie imprezowe. Nie dałabym rady tego wszystkiego pogodzić, gdyby nie odrobina sprytu i naginania granic. Zwalnianie się z zajęć na jednym kierunku, żeby rzekomo zdążyć na zaliczenie na drugim i szybki kurs do domu na drzemkę? Norma a raczej konieczność. Szybko nauczyłam się, które z obowiązkowych zajęć są naprawdę obowiązkowe. Mój rekord to 3 obecności na cotygodniowych zajęciach. Zaliczyłam je na 5. Przez większość edukacji byłam typową kujonką z małymi okresami buntu. Dopiero na studiach zaczęłam rozumieć, że nie noce nad książkami, a umiejętna selekcja informacji plus odrobina sprytu i elastyczności są drogą do sukcesu. I jest to zdecydowanie wiedza, która przydaje mi się do dziś.

Odpuszczania

Uczysz się solidnie do egzaminu, zarywasz kilka nocek, a i tak dostajesz 3 lub co gorsza 2? W takiej sytuacji można się tylko poddać lub wyluzować. W pewnym momencie wybrałam na szczęście drugą opcję. Trochę mi zajęło zrozumienie, że na studiach niejedna trójka ma wyższą wartość niż dziesięć piątek w liceum. Wypisałam się więc z wyścigu szczurów i spokojnym spacerem dotarłam do mety. Polecam każdemu.

Odpowiedzialności

Studia to taka trochę próba generalna przed prawdziwą, odpowiedzialną dorosłością. Niby podejmujesz pierwsze prace na cały etat, niby zarządzasz swoim budżetem, ale ostatnie pieniądze i tak prędzej wydasz na piwo niż na obiad. Tak jak za pierwszym razem zrobisz to lekkomyślnie i przypłacisz to burczeniem brzucha, które nawet być może pomylisz z wyrzutami sumienia, tak za drugim razem świadomy konsekwencji, wybierzesz piwo, ale przynajmniej będziesz wiedzieć, że było warto!

Ostrożnego powierzania zaufania innym ludziom

Na studiach poznałam wspaniałych ludzi. Ale poznałam też ludzi, którzy bezinteresownie podłożą Ci świnie lub nawet narobią kłopotów całej grupie. Po co? Nie mam pojęcia. Prawdę mówiąc ten podpunkt nie powinien znaleźć się na mojej liście, ale umieszczam go ku przestrodze. Ja sama niestety nie do końca słuchałam na tej lekcji i wciąż popełniam te same błędy. Mam nadzieję, że następnym razem nie obleję egzaminu.

Wiary w swoje możliwości

Nauczyć się na dwa egzaminy w jedną noc? Luzik. Stworzyć półgodzinną opowieść na podstawie wiedzy zawierającej się w JEDNYM zdaniu? Nie widzę przeszkód. Wpaść na egzamin w trakcie półgodzinnej przerwy w dziennym harmonogramie i zaliczyć go na piątkę? To możliwe! Chcecie poznać mój, jeden prosty sposób, który sprawia, że inni mnie nienawidzą? Patrzcie punkt drugi. Tak, im więcej odpuszczałam, tym lepiej mi szło. Oczywiście nie chodzi mi o odpuszczanie całkowite. Raczej coś na zasadzie „Co ma być, to będzie, zrobiłam, co w mojej mocy i/lub chęciach i jakoś to będzie”. I z reguły naprawdę JAKOŚ było.

Nie samą nauką…

Ludzie, jesteście na studiach! To może być naprawdę najpiękniejszy okres w Waszym życiu, ale nie warto go spędzać tylko z nosem w książkach. Nauka jest ważna oczywiście. Ja np. uważam, że chociaż przyswajałam sporo nieprzydatnych informacji, to studia mnie sporo nauczyły także w kwestii wiedzy czy kształtowania pewnych umiejętności. Jednak to, co wspominam teraz po czasie, to momenty. Powroty o 7 rano, darmowe drinki w jednym z klubów między 22.00 a 24.00, spontaniczne imprezy u mnie, kiedy w jednej chwili przebierałam się w piżamę, a chwilę później gościłam na 20 metrach kwadratowych mnóstwo ludzi. Pomyślcie sami. Kiedy, jak nie teraz? Wierzcie mi, za jakiś czas nie będzie się Wam już tak bardzo chciało. Nie tęsknię teraz za takim trybem życia. Ale tęsknię właśnie za tym, że mi się chciało. I że na danym etapie mojego życia to było naprawdę świetne.

Czy warto iść wobec tego na studia? Ja mogę tylko stwierdzić, że nie żałuję. Jednak na to pytanie musicie znaleźć odpowiedź sami. Bez ściągania i gotowców. Bo to właśnie Wy wystawicie sobie potem ocenę za ten życiowy egzamin.