Czy warto polecieć na Teneryfę?

Kanary to podobno Wyspy Szczęśliwe. Czy zasłużyły sobie na taki tytuł? Czy warto tam polecieć? Cóż, nie będę chyba zbyt oryginalna, bo uważam, że warto polecieć wszędzie, gdzie słoneczny odcień żółtego jest gaszony przez intensywny błękit oceanu, a pragnienie gasisz oceanem drinków. Jeśli dodać do tego fakt, że na Wyspy Kanaryjskie poleciałam ze względu na służbowy wyjazd integracyjny, to już w ogóle brzmi to dość nierealnie, prawda?

I tak trochę było. Jednego dnia siedziałam w pracy, a wracając do domu zapinałam po szyję zimową kurtkę, a następnego po szyję zanurzona byłam w gorącej beztrosce. Teneryfa to zdecydowanie miejsce, które potrafi urzec. Kocham wyspiarski klimat, gdzie krajobraz morski czy oceaniczny miesza się z górskimi widokami. Kiedy jako dziecko dowiedziałam się z jakiegoś programu podróżniczego, że w ogóle istnieją takie miejsca, wydawało mi się, że muszą to być niesamowite krainy położone gdzieś tam, gdzie niebo styka się z ziemią (bardzo długo wierzyłam, że takie zjawisko naprawdę istnieje i że kiedyś tam dotrę). Natomiast krajobraz Teneryfy z górującym nad nim wulkanem Teide z pewnością byłby w stanie sprostać moim dziecięcym wyobrażeniom.

Mój pobyt na Teneryfie był bardzo intensywny, ale niewystarczająco długi, żeby dobrze poznać całą wyspę (na to potrzeba by było chyba miesięcy). Poznałam jednak smak słynnego likieru bananowego oraz wielu miejscowych przysmaków, ciepło kanaryjskiego, marcowego słońca, rytm hiszpańskiej muzyki i siłę oceanicznych fal. Zobaczyłam niesamowite czarne, wulkaniczne plaże, które kontrastowały z błękitem oceanu i nieba. Jak dla mnie to naprawdę wiele.

Jedyne, co nie do końca przypadło mi do gustu to architektura, przynajmniej w okolicy w której my przebywaliśmy (niedaleko Puerto de la Cruz). Krajobraz był dość zdominowany przez masywne hotele, które we mnie z jakichś powodów wywoływały skojarzenie z rozkwitem polskiej komuny. Budowle wyglądały na takie, które dawniej musiały wzbudzać zachwyt swym luksusem, ale obecnie ich monumentalność wydawała mi się dość przeterminowana. Jakoś nie do końca mi to przystawało do pięknych widoków stworzonych przez naturę, ale jestem też wielbicielką malowniczego minimalizmu np. w stylu greckim (jak i fanką Grecji i Greków w ogóle), więc może dlatego widoki te nie zdały w moim przypadku egzaminu.

Teneryfa to jednak przede wszystkim niepowtarzalny klimat i piękne konstrukcje, stworzone przez najlepszego architekta – naturę. Chłonęłam te widoki, by jak najdokładniej zapisać je w swojej pamięci, bo już wtedy wiedziałam, że bardzo chętnie będę wracać tam podczas moich wieczornych podróży najszybszym znanym mi środkiem transportu – wyobraźnią. Zapamiętywałam kolor oceanu, widok słońca mrugającego zza palmowych liści, czarnego piasku wcinającego się w błękit wody czy gór otulonych mgiełką chmur. Teraz chętnie przywołuję te obrazy.

Czy i komu mogłabym zatem polecić wakacje na Teneryfie? Chyba każdemu, kto szuka miejsca, w którym będzie mógł zaznać spokojnego wypoczynku w rytmie fal, skorzystać z aktywnych wycieczek górskich czy z ogromu atrakcji (których jest tak wiele, że nie mieliśmy okazji sprawdzić nawet 5% z nich) lub poszaleć w rytmie hiszpańskiej muzyki. Myślę, że Teneryfa to miejsce, w którym każdy może wybrać taki sposób odpoczywania, jaki jemu odpowiada.

Czy Teneryfa to w takim razie naprawdę Wyspa Szczęśliwa? Cóż, mnie tam szczęścia z pewnością nie brakowało, ale polecam sprawdzić samemu!

PS Jeśli szukacie więcej informacji na temat Teneryfy, to polecam bloga Miniomki, na którym przed wyjazdem spędziłam wiele godzin. Znajdziecie tam nie tylko sporo przydatnych informacji czy pięknych zdjęć, ale też możliwość rezerwacji noclegu w uroczej Casa Antonia. Nie, nie jest to reklama ani koleżeńska przysługa, nie znam osobiście prowadzących bloga. Po prostu uważam, że zanim odwiedzicie Teneryfę, warto odwiedzić tę stronę. 🙂

Privacy Preference Center

Necessary

Advertising

Analytics

Other