Kwestia czasu

Nic nie wywołuje we mnie ostatnio tylu uczuć, co czas. Tworzymy ze sobą dość toksyczny związek. Jednocześnie boję się go i niesamowicie pragnę. Sprawia mi ból i tęsknie za nim po nocach.

Ścigam się z czasem każdego dnia, ale meta gdzieś mi umyka. Próbuję chwytać chwilę, ale wciąż wyślizguje mi się spomiędzy palców. Przerażają mnie długie filmy, a książki oceniam nie po okładce, ale po ilości stron. Starannie ważę każdą sekundę, odmierzam od linijki momenty. A i tak ostatecznie okazuje się, że jestem pod kreską.

Tęsknię za dniami, kiedy czas liczył się w ilości skoków przez skakankę czy okrążeniami wokół boiska podczas zabawy w ganianego. Za dniami, kiedy wydawało się, jakby człowiek dostał w spadku bogate konto pełne skrzących się sekund, błyszczących wesoło minut i złocistych godzin. Rozdawało się to na prawo i lewo, pożyczało na wieczne nieoddanie i często traciło na głupoty. I to było piękne. Teraz liczę sekundy z dokładnością lichwiarki i przeraża mnie to, jak wiele godzin ze swojego życia sprzedajemy na wysoki procent. A jeszcze tyle by się chciało zobaczyć, spróbować, przeżyć…

Kilka dni temu spotkałam się z kumpelami z okazji urodzin moich i koleżanki. Urodziny miałam w marcu. Trzy osoby, trzy terminarze plus złośliwość losu rzucającego pod nogi losowe wypadki (tu komuś coś wypadło, tam komuś coś wypadło)… Nie jest lekko. Z koleżanką z poprzedniej pracy próbuję spotkać się od dobrych paru miesięcy. Póki co udaje nam się jedynie dodawać nowe punkty do listy pod tytułem „Opowiem Ci dokładniej, jak się wreszcie spotkamy”. W dodatku już kilka razy przyłapałam się na tym, że kiedy mam jakieś nieduże zmartwienie to spycham je gdzieś na bok, dosłownie myśląc „dobra, pomartwię się później”/ „potem to rozwiążę”. Bo przecież najpierw trzeba zrealizować wszystkie punkty z listy, która nie ma końca. I tworzę tak z tych swoich zmartwień ponury obłoczek krążący gdzieś nad moją głową i póki nie przysłoni mi całkowicie słońca, pewnie nie poświęcę czasu, żeby zadbać o lepsze prognozy.

A ja bym tylko chciała chwilą żyć, oddechami zapartymi odmierzać sekundy, nie odmierzać szczęścia wskazówkami zegara, nie zakreślać w kalendarzu czasu na wytchnienie, szczególnie że zmęczenie przychodzi zawsze nie w terminie. Może jest we mnie jakiś brak dojrzałości, bo przecież takie jest życie? Może powinnam nie tracić czasu na przemyślenia nie prowadzące mnie do niczego, tylko pogodzić się z tym jak jest? Może powinnam przestać marudzić, tylko wziąć się w garść i z tymi zaciśniętymi pięściami brnąć do przodu? A może wszyscy czasem tak mamy? Może każdy z nas czasem boi się dźwięku tykającego zegara? Może każdy czasem tęskni za pustymi kartkami w kalendarzu? Tylko nie mamy czasu o tym rozmawiać…

Privacy Preference Center

Necessary

Advertising

Analytics

Other