Wszyscy zmierzamy donikąd

Muszę Ci coś powiedzieć. Wszyscy czasem czujemy, że zmierzamy donikąd. A czasem nawet nie zmierzamy. Stoimy w miejscu, podczas gdy każdy wokół wydaje się przynajmniej pewnie dreptać. Nasza świetlana przyszłość świeci czasem ciemnością. Wszyscy brniemy czasem po omacku. A czasem nawet nie brniemy…

Wszyscy czujemy się głupsi i wszyscy czasem myślimy, że inni radzą sobie lepiej. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że ktoś myśli, że Ty radzisz sobie świetnie, podczas kiedy Twoim zdaniem świetnie opanowane masz jedynie codzienne odgrywanie swojej roli. Bez robienia scen. Bez suflera. Z kiepską scenografią.

***

Ostatnio piłam piwo z kumplem. Nie przepadam za podziałem introwertyk – ekstrawertyk, ale kiedy słyszę to drugie, to widzę właśnie jego. Człowiek, który odżywa w towarzystwie, czerpie energię z interakcji. Człowiek inicjatywa. Człowiek, który nigdy nie marudzi, nie narzeka. Siedzimy nad rzeką, rozmowa i rzeka płyną wartkim nurtem, a w gardła wartko spływa złocisty płyn. I nagle ten człowiek mówi „Czasem czuję, że zmierzam donikąd”. Pierwsza myśl: „Ty też?”

***

Rozmawiam z koleżanką, z którą dawno nie miałam kontaktu. Niezobowiązująca konwersacja o tym, jak praca, jak życie. I nagle ona pyta „Jak Ty to robisz?” Że praca, że hobby, że związek. Jak ja robię CO? Bo przecież NIC nie robię, NIC nie osiągnęłam, jestem NIKIM tak bardzo, że czasem sprawdzam w lustrze, czy jeszcze istnieję. Sprawdzam i żałuję, bo nie podoba mi się to, co widzę. Oczywiście nie zawsze tak jest. Pewnie nawet rzadziej niż częściej. Ale jednak nigdy bym nie pomyślała, że ktoś może MNIE zazdrościć. Ten ktoś nie wiedział jednak, że od czasu do czasu nad ranem liczę oddechy, żeby rozluźnić uścisk strachu, a zasypiam przy nocnej lampce, bo wystarczająco ciemno jest w mojej głowie. Nie wiedział, że kiedy spoglądam do przodu na dystans dłuższy niż kilka miesięcy, dostaję zadyszki i oblewa mnie zimny pot.

Ten ktoś nie wiedział, ale Ty wiesz. I ja też już wiem.

Wiem, że wszyscy czasem przegrywamy. Wszyscy się czasem wstydzimy. Wszyscy czasem nie dajemy rady. Wszystkich nas przerastają błahe, codzienne sprawy. I skoro wszyscy czasem zmierzamy donikąd, to może spotkamy się gdzieś po drodze? I może zamiast spuszczać wzrok, zamiast udawać, rzucimy sobie przynajmniej przyjazne spojrzenie człowieka zagubionego. Bo przecież wszyscy jesteśmy na tej drodze trochę przypadkiem, trochę zabłądziliśmy. Może razem będzie nam łatwiej odnaleźć się w sytuacji.