Nie wychodź ze strefy komfortu! Lepiej ją zaorać i powiększyć metraż

Jakiś czas temu miałam wrażenie, że zwrot „strefa komfortu” jest zdecydowanie poza moją strefą komfortu. Kiedy na okrągło słyszałam i czytałam, że powinnam z niej natychmiast wyjść, to wychodziłam, ale z siebie. Gdy napotykałam i potykałam się o poświęcone temu teksty, to zaczynałam się w tej strefie komfortu czuć jakoś tak niewygodnie. Jakby ktoś nagle wtargnął do mojego bezpiecznego kącika i stojąc nade mną, groźnie kiwał palcem.

Dlatego przez długi czas na tytułowe hasło prychałam pogardliwie i jeszcze głębiej zakopywałam się w swoim kocyku. A potem stało się życie, które raz po razie wypychało mnie poza moją bezpieczną przystań wprost na wzburzone morze. I jak już zachłysnęłam się własnym strachem i wstydem, to zaczęłam zauważać pewne zmiany. Moja bezpieczna przystań przestała być malutką wysepką zalewaną przez szalejące wody. Rosła i rosła, a ja coraz wygodniej się w niej urządzałam.

Kiedy zmieniłam pracę, nagle przestałam omijać oferty z umiejętnościami, które lata temu wydawały się poza moim zasięgiem. Niestety ze strefy komfortu zasięg bywa ograniczony. Potem do swojego CV dopisałam „komunikatywna” i to wcale nie dlatego, że we wszystkich poradnikach polecają umieszczenie tej właśnie zalety. To raczej dlatego, że w jednej z prac pewnego dnia, zupełnie bez przygotowania, zostałam odpowiedzialna między innymi za kontakty i trudne negocjacje. Ja. Osoba, która w 3. klasie gimnazjum usłyszała od koleżanki „Ty Aśka jednak nawet fajna jesteś, jak już się odzywasz, szkoda, że tak rzadko to robiłaś przez pierwsze 2 lata”. Faktycznie, szkoda. Z kolei kiedy jakiś czas temu rozmawiałam z koleżanką z poprzedniej pracy i rzuciłam „bo pewnie kojarzysz, że ja na początku, to zawsze taka cicha i zamknięta.”, ona odpowiedziała „Ty? Nie wierzę, przecież od początku byłaś taką wesołą gadułą!” Okazało się, że tak bardzo zabarykadowałam się w swojej bezpiecznej kocowej bazie, ułożyłam wysoką fortyfikację z  poduszek, że nawet nie zauważyłam, że poza nią radzę sobie całkiem nieźle.

Uwielbiam swoją strefę komfortu, daje mi miłe ukojenie po ciężkim dniu. Ale teraz już wiem, że to wychodzenie z niej poszerza perspektywy. To właśnie dzięki tym wycieczkom po to, co nieznane i straszne okazuje się, że na horyzoncie czeka dużo, dużo więcej niż się wydawało. Poza tym chodzi nie tylko o to, by poznawać nowe lądy. Chodzi o to, by podbijać je i brać jako swoje! To co? Do boju?

Privacy Preference Center

Necessary

Advertising

Analytics

Other