Nie zdążyłam. Slow life – czy wolno żyć wolno?

Przeglądam internet, oglądam TV, słucham uwag „bardziej doświadczonych” i znów dostaję zadyszki. Znów wiem, że nie zdążyłam. Nie zdążyłam wyjść za mąż, nie zdążyłam pójść na swoje i ogóle to do niczego chyba nie doszłam.

Nie zdążyłam wspiąć się po szczeblach kariery, bo jak zawsze potknęłam się o pierwsze szczebelki. Nie zdążyłam być codziennie lepszą wersją siebie i każdego dnia sięgać po więcej. Więcej, więcej więcej. A w dodatku szybciej, lepiej, mocniej. A jakby tego było mało, to nie zdążyłam schudnąć do lata, a wczoraj nie zdążyłam nawet na autobus.

Za to zdążyłam ostatnio przeczytać tysiące słów cudzych zgrabnie w linijki utkanych, zdążyłam zobaczyć, jak w kałuży kąpie się wróbel, zdążyłam opalić sobie łydki na spacerze i poobcierać kostki, tańcząc nocą na plaży. Zdążyłam zdrzemnąć się na łące. Zdążyłam obudzić się o 5 rano w sobotę, by patrzeć, jak nad podwórkiem leniwie przeciąga się słońce, a nawet wracać o tejże porze do domu w jeszcze inną sobotę. Zdążyłam posłuchać, o czym szumi las i sprawdzić, co w trawie piszczy. Zdążyłam na spacer w ciepłym, letnim deszczu i do suchej nitki zmoknąć. Zdążyłam piosenki śpiewać fałszywie przy akompaniamencie skwierczącego ognia i kilku innych głosów. Jolka, Jolka pamiętasz lato ze snu? Pamiętam, ciągle pamiętam…

I choć na co dzień ważne telefony, poważne rozmowy i kalendarze, choć na co dzień plan i realizacja, choć na co dzień pranie i rachunki. I choć na co dzień jak z zegarkiem, tik, tak, tik, tak i wszystko na tip-top… To od czasu do czasu zamiast gnać przez życie, zamiast gonić za obowiązkami, przerzucam się na spokojniejszy krok. Zmieniam proporcję. Zamiast jak zwykle ograniczyć do zbędnego minimum czas na odpoczynek i przyjemności, ograniczam obowiązki. Zamiast podczas jazdy autobusem sprawdzać maile i odpowiadać na wiadomości, patrzę w okno i słucham muzyki. A w weekend zamiast nadrabiać obowiązki, nadrabiam emocje, uśmiechy i przyjemności.

Wiem, że to nie na zawsze. To tylko na trochę, tylko na chwilę. Po pewnym czasie znów będzie mnie kusić, żeby rozłożyć się w pustych linijkach kalendarza, by wypełnić przestrzeń działaniem. Podobno najlepszą przyprawą jest głód, dla mnie jest nią głód wrażeń. Kiedy więc się nasycę, kiedy się przejem beztroską, znów wprowadzę zbilansowany plan. Już powoli zbliżam się do tej granicy, już niedługo, już za chwilę. Może jeszcze tylko 5 minutek…

 

A Wam, wolno czasem żyć wolno? Pozwalacie sobie na to?

  • Oleńka

    Będę tu komentować, bo mnie na Facebooku za bardzo będzie można poznać, jak znajomi poczytają moje komentarze 😛 Odnośnie posta… Boję się zwalniać. Nawet jeśli nic nie robię, bo już nie mam siły, to i tak staram się sprawiać wrażenie zapracowanej sama przed sobą. Kiedyś babcia mówiła „Oleńko połóż się, Ty nie potrafisz odpoczywać”. Odpowiadałam „Babciu, ale ja nie jestem zmęczona, nie chce mi się leżeć”. A teraz wiem, że miała rację. Wtedy nie potrzebowałam tego leżenia, ale teraz nie potrafię tego robić. Cały czas staram się spędzać efektywnie, tak żeby przed sobą wiedzieć, że zrobiłam coś sensownego. Kocham czytać książki, romansidła – uwielbiam. Mam teraz wakacje. I co robię? Czytam, ale książkę z teorią do prawa jazdy. Połowa wakacji mi minęła, a ja jestem wyczerpana psychicznie, bo założyłam sobie, że przerobie sobie na spokojnie całą biologię dotychczasową do matury i nic nie robię. Z jednej strony okrutnie mi się nie chce, a z drugiej jestem na siebie cholernie zła. I dalej nic nie robię. Cały plan poszedł się walić, ale nie mogę się za to zabrać. Nie potrafię usiąść i patrzeć przed siebie bez powodu. Albo telefon w ręce, albo książka (up), albo testy, albo dorywczo do pracy. I koniec. Nad wodę nie, bo pogody nie ma. Nie jestem na tyle odważna, żeby iść gdzieś potańczyć, a nawet nie mam gdzie. Jeszcze nigdy nie miałam tak wyczerpujących wakacji. Dobijam sama siebie i wiem, że będę później płakać, bo szkoła nie ruszona. Szkoda gadać. Mam plan i robię wszystko, żeby się go nie trzymać. Wymagam od siebie chyba zbyt dużo, a robię zdecydowanie poniżej swoich możliwości i nie mogę złapać złotego środka. Im bardziej chcę się zorganizować, tym mniej chcę się zorganizować. Jestem po prostu żenująca 😛

    Świetny post 😉 Ogólnie lubię czytać Twoje teksty, dają do myślenia. Przepraszam, za taki żałosny wywód, ale chciałam przekazać skrótowo moją perspektywę w odpowiedzi 😀
    Pozdrawiam ciepło 😊❤

    • slowonalawe

      Prawdę mówiąc, Twoja wypowiedź przypomina mi mnie sprzed lat. Jakiś czas temu przeglądałam swoje pamiętniki i tam też w wakacje szkolne musiał być plan i realizacja i też niezadowolenie, że nie spełniam swoich wymagań. I zrobiło mi się szkoda tej nastoletniej Asi. 😉 Dopiero na studiach, studiując dwa kierunki i pracując, zwolniłam, bo inaczej, by się nie dało. Dawanie z siebie 100% jest dobre, ale potem już nic nie zostaje, więc warto chociaż jakąś część poświęcić… po prostu na życie. I trzymam mocno kciuki, żebyś znalazła ten złoty środek, bo po latach będziesz wspominać nie te noce nad książkami, ale właśnie to wszystko co pomiędzy. Pozdrawiam i trzymam kciuki! 🙂

  • Paula

    Oczywiście, że tak! Nawet kiedy wracam z pracy, to nie biegnę do domu, tylko wysiadam dwa przystanki wcześniej, słucham ulubionych piosenek i myślę o tym, jaki jest cudowny letni wieczór. Niby nie za bardzo ‚slow’, ale ważne, że myśli już nie szaleją, że emocje mogą sobie odpocząć i wtedy liczę się tylko ja, no i ten ciepły wiatr.

    Ale oczywiście… chodzę na spacery, śpiewam, tańczę, czytam wiersze gdzieś na ławce. O tym nie można zapominać. Kiedyś ciągle gdzieś biegłam. Miałam wiele, ale byle jak, byle gdzie i z byle kim. A zmniejszenie tempa, zaprzestanie tej ślepej pogoni pokazało mi, że mniej znaczy więcej.

    Pozdrawiam 🙂

    • slowonalawe

      I właśnie o to chodzi, bo przecież slow nie oznacza całkowitego lenistwa, tylko właśnie to zatrzymanie się na chwilę i zauważenie tego, co nas otacza (np. ciepłego wiatru). Pozdrawiam! 🙂

  • Pingback: Jak na lato – 5 wyjątkowych powodów, dla których kocham lato - Słowo na Ławę()

  • Pingback: Za szybko. Za mało - Słowo na Ławę()

  • Pingback: Perfekcjonizm mój codzienny. Nie umiem być średnia - Słowo na Ławę()

  • Pingback: Jak wrócić po świętach do pracy, codzienności i do siebie?()

  • Pingback: Uciec, ale po co? - Słowo na Ławę()