Gdzie się widzisz za 5 lat?

Takie pytanie zadał mi jakiś czas temu rekruter podczas rozmowy o pracę. Nic takiego, typowe pytanie rekrutacyjne, na które odpowiadałam już niejednokrotnie. I chociaż nie miałam problemu, żeby sobie z nim poradzić, to po wyjściu z gabinetu wiedziałam, że czeka mnie kilka bezsennych nocy. I to wcale nie z obawy o wynik rekrutacji. Na tej rozmowie skłamałam. Skłamałam, bo ja zupełnie nie wiem, gdzie się widzę za 5 lat.

Podczas spaceru próbowałam ułożyć sobie w głowie swoją przyszłość na najbliższe lata, a układanka zaczęła przypominać coraz bardziej bezkształtną czarną plamę, a zanim moje kroki zaprowadziły mnie do domu, ja znów wiedziałam, że zmierzam donikąd, że znów przegapiam życie. A potem trafiłam wprost na TEN tekst Riennahery, a pod nim komentarze jeszcze innych osób, które mają podobne rozterki i poczułam ulgę. Wcale nie z tego względu, że cieszy mnie to, że inni też mają przechlapane. Raczej dlatego, że może czasem mamy prawo nie wiedzieć bez względu na to, czy mamy 16, 20, 30, 40 czy 60 lat?

Gdybym wymyśliła sobie przyszłość…

Czasem myślę sobie, że żyję w całkiem dobrych czasach. Szczególnie jeśli mieszkam w dużym mieście, które jednak daje pewne perspektywy. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że gdybym wymyśliła sobie przyszłość mieszczącą się oczywiście w ramach realizmu, to ja naprawdę mogłabym prawie wszystko. Wystarczy tylko wiedzieć i konsekwentnie krok po kroku dążyć do tego. I może wtedy za 5 lat byłabym wreszcie tym, kim chcę? Jeśli tylko wiedziałabym oczywiście, co to za osoba. „A ja nie wiem i nie wiem i trzymam się tego jak zbawiennej poręczy”[1]. Tylko jeszcze nie do końca jestem pewna, czy ta poręcz pomaga mi wspinać się wysoko, wysoko czy raczej schodzić coraz niżej.

Nie wiem, czego chcę od życia

„Ona chyba sama nie wie, czego chce” – to określenie nie kojarzy się dobrze. Kojarzy się raczej z osobą niezdecydowaną i niedojrzałą. Nie wiem, czy polubiłabym kogoś, kogo się tak charakteryzuje. A przecież to właśnie ja. Ja nie wiem, czego chcę od życia. Chciałabym mieć w głowie sprecyzowaną koncepcję. Wiedzieć, co chcę robić i kiedy jest najlepszy dla mnie na to czas. Mieć swój „wielki plan” i wypełniać dni jego realizacją. Stąpać pewnie i do przodu. Nie rozglądać się dookoła w poszukiwaniu alternatywnej, może lepszej trasy. Nie zatrzymywać się, żeby sobie porozmyślać na środku drogi, czy ja na pewno dobrze idę. Przecież wszystkie życiowe przewodniki mówią, że już dawno po drodze powinnam minąć parę stacji, których wciąż nie widzę na horyzoncie…

***

Nie wiem, gdzie się widzę za 5 lat. Jest oczywiście parę rzeczy, które chciałabym w tym czasie osiągnąć. Może chciałabym osiągnąć sukces? Ale najczęściej myślę, że chciałabym osiągnąć po prostu spokój i tę pewność, że jestem właśnie tu, gdzie chcę być. Za 5 lat chciałabym po prostu wiedzieć.

[1] cyt. W. Szymborska.