Przepraszam, czy to już życie?

W czasach dzieciństwa często odpowiadamy na pytania typu, kim chcesz być jak dorośniesz. Dorosłość wydaje się wtedy magiczną granicą, za którą zaczyna się prawdziwe życie. Wszystko co wcześniej ma być epilogiem, ma być czasem, żeby zastanowić się, czego tak naprawdę od tego życia chcemy.

A potem wystarczy zacząć żyć i brać, brać, brać wszystko to, co od lat tak precyzyjnie sobie wymyślaliśmy. Wystarczy budować te domy, sadzić drzewa, wspinać się po szczeblach kariery, sięgać po sławę, pieniądze, przeżywać miłości i chwytać szczęście pełnymi garściami.

A potem przekraczamy wiek, w którym kiedyś widzieliśmy się w określonym miejscu i okazuje się, że w międzyczasie wiele się pozmieniało, a wymyślone życie wcale nie jest takie podobne do tego w rzeczywistości. Oczywiście jestem na tyle duża, że dawno wyrosłam z dziecięcej naiwności i wiem, że między chcieć a móc jest daleka droga, a spełnianie marzeń to ciężka praca bez gwarancji sukcesu. Jednak będąc gdzieś w połowie drogi, zmieniając co chwilę kierunki, wciąż powraca do mnie jedno pytanie. Czy to już jest życie? Czy to już to?

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wciąż siedzę w życiowej poczekalni i choć staram się w niej nie marnować czasu, to moja kolej wciąż nie nadchodzi. Prawdziwym lękiem napawa mnie fakt, że nie uda mi się osiągnąć tego, co sobie wymyśliłam. Chociaż nie wiem dokładnie, gdzie się widzę za 5 lat, to mam kilka życiowych przystanków, których nieosiągnięcie mnie przeraża. Mam taki obraz, który lubi nawiedzać mnie bezsennymi wieczorami. Widzę smutnego człowieka żyjącego od poniedziałku do piątku, od weekendu do weekendu, praca-dom, dom-praca. Widzę człowieka, który już nie wierzy. Widzę człowieka, którego do snu zamiast marzeń tuli szara rzeczywistość i ciasny ucisk strachu. Człowieka, który przegapił życie. Ta wizja to jeden z najstraszniejszych demonów, jakie śpią pod moim łóżkiem.

Miałam już w swoim życiu okres, kiedy przestałam marzyć. Do tej pory mam ciarki na wspomnienie tych chwil. Kiedy przypominam sobie te dni, to wydaje mi się, jakby wtedy ciągle panowała noc. Naprawdę. Nie mogę sobie przypomnieć, żeby dopływały do mnie jakiekolwiek promienie słoneczne. Mam nadzieję, że nie przyjdzie mi więcej mierzyć się z podobnym mrokiem. Mam też nadzieję, że w trakcie, kiedy będę się zastanawiać, czy to już życie, nie przegapię go, kiedy naprawdę się zacznie.

 

 

Privacy Preference Center

Necessary

Advertising

Analytics

Other