Całe życie w oślej ławce

Świadectwa już dawno odebrane, schowane gdzieś na półce, może kiedyś pokażemy je dzieciom. Ostatni dzwonek wybrzmiał, czasem tylko głowie coś dzwoni, huczą emocje. Lekcje odrobione, tabliczka mnożenia zdana na piątkę z plusem. Umiemy mnożyć problemy i dzielić włos na czworo.

Tacy jesteśmy dorośli, tacy mądrzy, książki nawet czytamy, jeśli czas pozwala, swoje już przecież odrobiliśmy, może nawet czegoś się dorobiliśmy…  A wciąż się gubimy na krętych korytarzach powszedniości. Wciąż przemawiamy pustymi kartkami na sprawdzianach codzienności. Życiowe egzaminy jak zawsze niezapowiedziane, ciężko trafić w klucz. I czasem wciąż jakby w tych ławkach skuleni, kryjąc się przed wzrokiem surowo oceniających…

Plecaki zamieniliśmy na teczki i markowe torby. Doświadczeń nosimy bagaż, niekiedy, zaciskając zęby, uginamy się pod jego ciężarem. Mamy tam upchane terminarze, z trudem próbujemy zmieścić się w skali od 1 do 6. Już prawie nie płaczemy nad niesprawiedliwie wystawioną oceną. Już prawie nie boimy się niezapowiedzianych sprawdzianów. Już prawie nie trzęsą nam się ręce. Już nie mylą się słowa. Nie plączą języki. Tylko od czasu do czasu czujemy się jak pod szkolną tablicą, szukając wzoru na powodzenie. Dzień dobry, mogę zgłosić nieprzygotowanie? Liczba „x” umyka częściej niż na matematyce, wciąż próbujemy umknąć przed konsekwencjami.

A gdy nikt nie patrzy, rozpaczliwie szukamy pomocy, może ktoś podrzuci ściągę, może tym razem trafimy w pytania… Może tym razem nas nie trafi pech.  A gdy nikt nie patrzy, szukamy okazji do ucieczki. Marzą nam się wielkie wagary, ale wiemy, że życie złapie nas szybciej niż pilny wzrok nauczycielki. A gdy nikt nie patrzy uciekamy przed wzrokiem złośliwych  koleżanek.

Koleżanka ze szkolnej ławki pociągała za warkocze. Teraz pociąga za sznureczki. Kolega z klasy podstawił nogę na WF-ie. Teraz dba o to, by powinęła Ci się noga. Szkolne potyczki kilka klas wyżej. Odbijamy piłeczkę –  nie chcemy dać się zbić z życiowego boiska.

Nie chcemy trafić do oślej ławki…

 

***

Czasem nawiedza mnie sen, że znów siedzę w szkolnej klasie. Tym razem jestem jednak dorosła, jestem doświadczona… i tak bardzo nieprzygotowana. Budzę się zlana potem. A czasem się nie budzę. Czasem wciąż czuję się jak uczniak z za dużym plecakiem. Cicho licząc, że jeszcze nie jest za późno, by to wszystko poprawić.