Gdy brak słów – umierają metafory

To te chwile, gdy brak słów. Gdy nasze codzienne słowniki kieszonkowe przestają być wystarczające. Sięgamy do nich, a ręce zapadają się w pustkę. W głowie pustka. Nie umiemy wyrazić, co czujemy. Bo nam nie jest smutno – nas zalewa rozpacz, płyniemy przez ocean żalu i w tym smutku toniemy. My się nie boimy – nas strach chwyta za gardło, a my stoimy, patrząc mu w jego wielkie oczy. My się nie martwimy przyszłością – my widzimy ciemność, my brniemy na oślep.

I te metafory przestają być przenośniami – stają się rzeczywistością…

Pamiętam dzień, gdy pękło mi serce

Bo ono naprawdę mi pękło, wiecie? Choć to tak śmiesznie brzmi. Tak banalnie. Jak frazes ze łzawej komedii. Ale to było jedyne stwierdzenie, które potrafiło wyrazić, co czułam. Jedyne, które zawierało wszystko. Mieściło w sobie smutek, zatkane łzami gardło i ten ból w klatce piersiowej, który zabierał oddech.

Pamiętam dzień, gdy stałam nad przepaścią

Brzmi mocno, nie? I ja wcale nie chcę niczego wyolbrzymiać, ale pamiętam dobrze ten dzień i wiadomość, która mnie tam postawiła. Pamiętam nawet, jak w tę przepaść spadałam, plecami w dół. I ja się tak właśnie czułam, ja tę przepaść doskonale widziałam i czułam, jak kurczy mi się klatka piersiowa, gdy lecę coraz niżej. A potem wkroczyłam prosto na tę drogę, która prowadzi donikąd

stać nad przepaścią

Pamiętam dzień, gdy moje plany legły w gruzach

Pamiętam, jak po tych gruzach się przechadzałam, a nogi pokrywał mi pył. Czułam się brudna, pokaleczona. Czułam się zmęczona wysiłkiem włożonym w coś, co tak szybko zamieniło się w cmentarzysko moich marzeń.

Pamiętam dzień, gdy świat się zatrzymał

Przestał się kręcić. Nie mogłam zrozumieć, czemu nikt inny tego nie widzi. Czemu wszyscy chodzą po tej martwej planecie, jak gdyby nic się nie stało. Czemu wciąż wstają poranki i zapadają noce. Świat stał się jednym wielkim teatrem, a ja nie do końca chciałam w nim grać. Wtedy trochę się obraziłam

Pamiętam też dzień, gdy dostałam skrzydeł

Niby szłam chodnikiem, a tak naprawdę unosiłam się nad ziemią. Niosły mnie pomyślne wiatry i nawet niebo nie wydawało się być limitem.

Pamiętam dzień, gdy czułam motyle w brzuchu

A nawet wiele takich dni. Niby wiem, że ich tam nie ma, ale w takim razie, co tak przyjemnie łaskocze mnie w brzuch i serce?

Pamiętam dzień, gdy kamień spadł mi z serca

A jaki to był kamień! Ważył naprawdę sporo, a pod jego ciężarem niejeden by się ugiął. Ja się ugięłam. I chodziłam taka przygarbiona, aż nagle spadł i rozprysł się w pył. A ja znów mogłam oddychać.

***

Cóż, kiedy brak słów proza życia tworzy potrafi być naprawdę niezłą poetką…