Lunatycy – recenzja. Sen na jawie czy koszmar?

Jan Favre Lunatycy – recenzja

Zamykam książkę i patrzę otępiała na napis „Koniec”. Zapadam w czytelniczą śpiączkę, trochę lunatykuję, póki nie obudzą się we mnie słowa, które będę w stanie ułożyć w jakąś opinię. Na początku drzemią we mnie emocje, które tak naprawdę nie drzemią. Obudziły się pod wpływem słów, które wchłonęłam i nie chcą się uspokoić. To takie kontakty z lekturą, które lubię najbardziej. Takie, które dają po pysku, a policzki pieką jeszcze przez jakiś czas.

Kojarzycie to uczucie, kiedy przyśni się Wam bardzo emocjonujący sen i potem cały dzień lub dłużej jego wspomnienie kołacze w głowie, gdzieś tam unosi się ta senna mgiełka i nie potraficie jej tak szybko rozwiać, rozproszyć uczuć, jakie wywołała? Dokładnie to samo miałam z książką Jana Favre.

Janek zapowiadał, że Lunatycy to historia sukcesu, na który nie jest się gotowym. Wyobrażałam sobie tę opowieść jako realizację powiedzenia „Uważaj, czego sobie życzysz”. Okazała się czymś więcej.

Spełnienie snów głównego bohatera książki –  Michała Sernickiego zaczyna przeistaczać się w koszmar, w senną marę. W potwora, który pochłania kawałek po kawałku, boleśnie kąsając tam, gdzie boli najdotkliwiej. Ze snu budzą się bestie, schowane wcześniej pod łóżkiem, czasem i takie, o jakich nie miał nawet pojęcia. Oplatają coraz mocniej i ciaśniej. I chociaż nic nie koi koszmarów bardziej niż miłość matki, która sprawia, że całe zło staje się jakby mniej realne, niczym zły sen… I chociaż zjawy najłatwiej pokonać ramię w ramię z prawdziwymi przyjaciółmi… I chociaż życie od czasu do czasu ubarwia koszmary widmem szczęścia… to nie jest to łatwe starcie, a układ sił zmienia się ze strony na stronę, ze zdania na zdanie.

Jaki jest ostateczny wynik? Tego wam nie zdradzę, ale mogę obiecać niczym clickaitowy tytuł, że ZAKOŃCZENIE WAS ZASKOCZY. Z tą różnicą, że nie jest to clickbait, którego emocje oscylują na granicy żenady, często ją przekraczając i wylewając na głowę wiadro pomyj. Ta książka wylewa kwas, który wżera się pod skórę, zostawiając ślady w środku, bardzo, bardzo głęboko.

Lunatycy recenzja

Lunatycy Janka Favre to coś więcej niż opowieść o dorastającym chłopaku, który niespodziewanie spełnia sny. To przede wszystkim emocje. I chociaż historia mnie poniosła, to nie jest to moja historia, co wcale nie jest zarzutem. Za to emocje już jakby moje, znajome, choć nieoswojone. To te emocje, które chowam w ciemnym kącie mojej głowy, do którego boję się zaglądać. Emocje, które brudzą i potem ciężko jest strzepać kurz.

A pomiędzy tym wszystkim, a może bardziej w tym wszystkim, w samym środku – są słowa, z którymi Jan Favre robi takie rzeczy, że „bezczelność” opisu na okładce jakby się łagodzi. Okazuje się, że Janek jest kimś więcej niż blogerem piszącym książki. Jak dla mnie jest pisarzem prowadzącym bloga.

Lunatycy recenzja

***

Tak dla jasności, „Lunatycy – recenzja” nie jest ani wpisem sponsorowanym ani dyktowanym moją sympatią dla autora. Janka nie miałam okazji poznać, ale zapoznanie się z jego książką było prawdziwą przyjemnością. Dajcie znać, czy czytaliście lub planujecie przeczytać Lunatyków. Jeśli jesteście już po lekturze, podzielcie się opiniami!

Dla zainteresowanych, książka Lunatycy Jana Favre dostępna TUTAJ.

Privacy Preference Center

Necessary

Advertising

Analytics

Other