Drugie urodziny bloga, czyli warto wytrwać w postanowieniach

Dwa lata temu na lekkim kacu, pierwszy raz kliknęłam „Opublikuj”. Serce waliło, a w brzuchu czułam nie motylki, a jakieś stado bestii rodem z filmu Hitchcocka i sama nie wiedziałam, czy to dają o sobie znać bąbelki wypitego dzień wcześniej szampana, czy to może stres uderza mi do głowy. Ale słowo się rzekło, słowo się napisało i wyłożyło na ławę. Nie było odwrotu.

A zaczęło się to dawno, dawno temu…

Bo słowo nosiłam w sobie już wiele lat. W zasadzie przez całe studia mówiłam o tym, że muszę założyć bloga, jednak do realizacji przystąpiłam długo po ich zakończeniu. Już wspominałam w poprzednim urodzinowym wpisie, że moje pomysły z reguły mają charakter długodojrzewający. Ale na szczęście nadszedł Sylwester 2015/2016, a ja wpisałam uruchomienie bloga na listę postanowień. Do realizacji przystąpiłam następnego dnia. To chyba jedyne postanowienie, w którym trwam tak długo!

Dwa lata temu myślałam inaczej

Sądziłam, że blog jest przede wszystkim dla mnie, a nie ja dla bloga. Pisałam tylko pod wpływem natchnienia, które ma mentalność kota. Jak samo zechce, to nagle poczujesz ciepły ciężar na brzuchu, a kiedy je wołasz i prosisz, może co najwyżej drapnąć Cię po nosie. W związku z tym teksty na moim blogu pojawiały się nieregularnie, a ja traktowałam to miejsce jak własne podwórko, nieszczególnie zastanawiając się też, po co i kto mógłby chcieć mnie odwiedzać. Nie za bardzo też byłam zorientowana w sąsiedztwie, nie wiedziałam nic o blogosferze ani o tym, co ja tutaj w zasadzie robię.

Rok temu porównałam swój blog do rocznego dziecka i dziś wiem, że była to słuszna metafora. Z trudem się poruszałam, co chwilę zaliczałam wywrotki i generalnie sporo przespałam.

Drugi rok – rokiem zmian

Zmian przede wszystkim we mnie. Dziś już wiem, że jeśli chcę, żeby blog był dla mnie, ja muszę być dla niego. Wiem, że jestem w stanie stworzyć tekst nie tylko, kiedy dopadnie mnie natchnienie. Wiecie ile tekstów na blogu powstało pod wpływem weny? Stawiam, że nie więcej niż 5%. Większość wpisów to godziny szukania pomysłów, czasem też godziny dłubania nad kolejnymi linijkami słów. Nie, żebym narzekała, bo uwielbiam patrzeć, jak mój blog zapełnia się kolejnymi słowami, uwielbiam obserwować, że coraz więcej osób sięga po słowo z mojej blogowej ławy, coraz więcej osób chętnie zostawia własne słowo w postaci komentarza, obdarowuje mnie ciepłym, swojskim „lubię to” lub dzieli się moim słowem z innymi, udostępniając moją pisaninę dalej. Nie ma lepszej nagrody!

Dziś też wiem, że moje podwórko jest moje, ale jest przede wszystkim dla innych. Coraz bardziej zaznajamiam się sąsiedztwem, a nawet dwa razy udało mi się wpaść na międzysąsiedzkie spotkania integracyjno – naukowe: Blog Conference Poznań i Blog Forum Gdańsk. Było naprawdę ekstra!

Kolejny rok i co dalej?

Planuję się rozwijać, brać przykład z bardziej doświadczonych osób i sprawić, by mój blog wyrósł z okresu dziecięcego i stał się dojrzałym tworem. Czego sobie życzę? Życzyłabym sobie wytrwałości, pracowitości, nie poddawania się, ale… będę sobie życzyć jak najwięcej tak świetnych czytelników, bo przy tym i o wytrwałość i pracowitość nie jest trudno.

Sto lat! Sto lat! Piję Wasze zdrowie, a jeśli chcecie, życzenia możecie zostawić w komentarzu. 😉