Unicestwiłam w sobie naiwną dziewczynkę. Teraz noszę żałobę

10… napięcie rośnie 9… będzie lepiej 8… musi być lepiej 7… wierzę, że będzie 6… czuję to 5… zostawiam za sobą to, co złe 4… patrzę pozytywnie w jutro 3… już za chwilę 2… już zaraz się zacznie 1…. zacznie się… Szczęśliwego Nowego Roku!!!

Mam na sobie czarną sukienkę, dobrze się w niej czuję, kosztowała więcej niż planowałam wydać, nie żałuję, mam makijaż na twarzy starannie wymalowany uśmiech, mam kieliszek w dłoni a w nim szampan buzuje we mnie szczęście, mam buty na obcasie, kostki mnie trochę pieką oczy z niewyspania, nieważne, nie żałuję, zaraz zacznie się nowe, a nowe jest zawsze lepsze od starego. Musi być prawda?

Sylwester, bal przebierańców, ja przebrana za dorosłego, wykręcam nóżkę uwięzioną w niewygodnym obuwiu, uśmiecham się pomalowanymi na czerwono dziecięcymi ustami, trzymam w rączkach napój tylko od 18 roku życia, pijana szampanem, upojona szczęściem snuję swoją dziecięcą bajkę. O tym, że dobro zawsze zwycięży zło. Choć teraz już wiem. O tym, że sprawiedliwość zawsze górą. Choć teraz już wiem. O tym, że kilogramy żelaznych smutków zawsze zostaną zrównoważone przez kilogramy pierzastego szczęścia. Co jest cięższe kilogram żelaza czy kilogram pierza? Choć teraz już wiem.

Dziś już wiem, że szczęśliwych zakończeń nie napisze nam los. Musimy je pisać własnymi rękami, nie wiedząc, co czeka na następnej stronie. Dziś już wiem, że dobrem trzeba zwalczać zło. Własnymi rękami. Dziś już wiem, że sprawiedliwość trzeba wtaczać na górę jak Syzyf głaz. Własnymi rękami. Dziś już wiem, że trzeba dźwigać kilogramy żelaznych smutków. Na własnych barkach. Dziś już wiem, że z wdzięcznością trzeba przyjmować każde piórko szczęścia i dobrze je trzymać. We własnych rękach.

Nie patrzę z nadzieją w nowy rok. Patrzę z nadzieją we własne siły. Świat nie jest moją bajką, ale jest moją własną opowieścią z przeszkodami i darami podrzucanymi przez los. Oczekuję wiele. Na nic nie liczę. Pragnę wszystkiego. O nic nie proszę.

Tylko czasem tęsknię za tą nawiną dziewczynką, której wbiłam nóż. Własnymi rękami. Teraz noszę żałobę, zbyt często ubieram na czarno swoje sny. Już nie szukam tego, co za widnokręgiem, nie szukam miejsca gdzie niebo dotyka ziemi. Stąpam po ziemi coraz twardziej. Coraz twardsze mam pośladki. Coraz pewniejszy krok. Coraz lepiej wychodzi mi zabawa w dorosłego, choć coraz mniej mam z tego funu. Nauczyłam się żyć z zaciśniętymi zębami. Nauczyłam się pchać ryjem do przodu błoto gorszych dni, zamiast topić się w każdej kałuży, zaskoczona przez nagłą zmianę życiowych prognoz.

Dorosłam, dojrzałam, marzę tylko przed snem, nie śnię na jawie, nie wierzę w szczęśliwe monety i dobre  karty. Na wszelki wypadek chowam asy w rękawie. Trzymam życie w garści. Własnymi rękami. Chociaż czasem załamują mi się ręce.