Czy Ty też boisz się życia? Wszyscy jesteśmy podziurawieni

Boję się życia. Poniedziałek zawsze napawa lekkim strachem. Nowe możliwości zawsze mniej lśnią niż nowe wyzwania. Gdy dzwoni budzik, patrzę strachowi w jego wielkie oczy, by potem (ufff…) przejrzeć na swoje własne i stwierdzić, że niepotrzebne te skurcze żołądka.

Lubię dni spokojne, kiedy spacerowym krokiem przechodzę z poniedziałku do wtorku. Kiedy nie stoję w miejscu ani nie wybiegam, walcząc o oddech, w przyszłość. Kiedy wystarczy mi to, co mam. Na przykład dobrą książkę, dobrych przyjaciół, rodzinę, dobrego faceta i chyba przecież dobre życie. Lepię je z poniedziałków, śród, podróży tramwajem, kaw w ulubionym kubku, rozmów z bliskimi i ciepłych uśmiechów. To dobry ulepek, wiem o tym przecież. Obracam go w rękach i trzymam kurczowo, by nie rozpadło się to, co najważniejsze, by nic się nie odkleiło.

A jednak czasem się boję. Boję się życia

Kąsają mnie poniedziałki, oblewają potem wtorki, stawiają włosy dęba środy, gęsią skórką jak wysypką obsypują czwartki i trzęsą kolanami piątki. Zmroki zapadają zbyt wcześnie w mojej głowie, a pod powiekami bezsenne noce szykują sobie posłanie. Świat znów przestaje być przyjazną planetą. Czy na ziemi istnieje życie? Moje chyba gdzieś znów wsadziło głowę w piasek. Boję się życia.

I wiecie co? Myślę, że wszyscy się czasem boimy życia. Wszyscy jesteśmy jacyś dziurawi. Wszyscy jesteśmy jacyś niekompletni. Rany zagojone otulamy bandażem uśmiechów. Już nas może nawet nie boli, już nie piecze. Tylko od czasu do czasu czujemy, jak przez te wszystkie dziury wdziera się zimne powietrze, wypełniając nas lodowatą pustką.

Wszyscy czasem boimy się ciemności. Szczelnie okrywamy pierzyną (stopy nigdy na zewnątrz!) nasze lęki. Nad ranem kołyszemy do snu nasze koszmary, by nie wynosić ich na światło dzienne. Za dnia nie rozklejamy  się – przyklejamy uśmiechy wymieniane znad kubka kawy. „Co słychać? –W porządku. Jakoś leci. Nic nowego”. Za dnia starannie pudrujemy problemy. Makijaż idealny bez drgnięcia ręki. Bez problemu wymalowujemy na twarzach szczęście, przykrywając niedoskonałości.

Wszyscy czasem wierzymy, że stanie się coś niemożliwego. Wierzymy w bajki, które sami szepczemy sobie przed snem. Karmimy się marzeniami. Tworzymy scenariusze fantastycznych opowieści z nierealistycznym zakończeniem. Choć tak często wypadamy z roli.

boję się życia

I mamy do tego prawo. By bać się, potykać, obijać i płakać. Mamy prawo do słabości. Do bycia czasem na 95%, a czasem też i na 30%. Mamy prawo nie dawać rady, nawet jeśli wszyscy wokół potrafią. Mamy prawo odpuszczać. To wszystko jest w każdym z nas, nawet jeśli wydaje się nam, że jesteśmy jedyną przypadkową postacią w świecie bohaterów, że jesteśmy szarym, wątłym tłem w kadrze.

Nie zawsze musimy zwyciężać i nie zawsze musimy iść w dobrym kierunku. To jest ludzkie i to jest właśnie życie. Mylić się, gubić i potykać. Ale mamy też prawo, by nie chować przestraszonej głowy w piasek. By pokazać ją światu, choćby temu najbliższemu. By szukać ramienia, gdy miękną kolana. By szukać pomocy, gdy wszystkie światła czerwone, gdy wiatry w oczy lub zwykłe gorsze dni. Wszyscy je miewamy i czasem zbyt szczelnie chowamy pod bezpieczną miękkością koca. Czasem wystarczy przeczekać. Ale zazwyczaj łatwiej czeka się w towarzystwie.

I wiecie, ta Wasza słabsza, przestraszona twarz, ta twarz, którą chowacie przed światem – to jest też moja twarz. To jest też twarz Waszej koleżanki, kolegi, matki, brata czy sąsiadki. Wszyscy czasem widzimy ją w lustrze. Pomyślałam, że może chcielibyście to wiedzieć.

Privacy Preference Center

Necessary

Advertising

Analytics

Other