Rzeczy, których nie wyrzuciłem – recenzja i cytaty

Rzeczy, których nie wyrzuciłem – krótki spis emocji, których się nie pozbyłam

„Kiedyś myślałem, że ludzi pamiętamy, dopóki możemy ich opisać. Teraz myślę, że jest odwrotnie, są z nami dopóki nie umiemy tego zrobić.

Dopiero martwych ludzi mamy na własność, zredukowanych do jakiegoś obrazka czy kilku zdań. Postaci w tle. Teraz już wiadomo – byliśmy tacy albo śmacy. Teraz możemy podsumować całą tę szarpaninę. Rozplątać niekonsekwencje. Postawić kropkę. Wpisać wynik.”

Marcin Wicha w książce „Rzeczy, których nie wyrzuciłem (wyd. Karakter) jednak nie stawia kropki, nie podaje nam gotowego wyniku. Zostawia nas z milczącym wielokropkiem. Są książki, które po zamknięciu trzeba trochę przemilczeć, które każą nam ważyć słowa, żeby nie przeciąć ciszy niezgrabną myślą, nie popełnić jakiegoś myślowego faux pas. Potrzebowałam czasu, by uporządkować swoje myśli i uczucia, tak jak Wicha rozliczał się z rzeczami i emocjami, jakie zostały po śmierci matki.

Lektura książki zostawiła mnie ze skurczem krtani, zawiązała mi w gardle supeł, przez który z trudem przedzierał się oddech.

„Powinien istnieć specjalny znak interpunkcyjny. Graficzny odpowiednik skurczu krtani. Przecinek się nie nadaje. Przecinek to klin na złapanie oddechu, a tu potrzebny jest typograficzny węzełek, wybój albo potknięcie”.

Dla mnie „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy to opowieść o znikaniu. O zanikaniu życia w człowieku, ale też o znikaniu człowieka z naszego życia już po jego śmierci. Nasze życie zostaje zredukowane do kilku przedmiotów. Gdzieś między pozostawionymi rzeczami plączą się jeszcze nasze kroki, gdzieś jeszcze świszczą nasze słowa, unoszą się gesty, zupełnie jakbyśmy mieli zaraz pojawić się, wyłonić zza szafki.

„ Ale przedmioty szykowały się do walki. Zamierzały stawiać opór. Moja matka szykowała się do walki.
– Co z tym wszystkim zrobisz?
Wiele osób stawia to pytanie. Nie znikniemy bez śladu. A nawet jak znikniemy, to zostaną nasze rzeczy, zakurzone barykady”.

„Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy to też  opis porządkowania. Próba skatalogowania własnych emocji, wspomnień, ale też próba uporządkowania śmierci. I tutaj nasunął mi się smutny wniosek. Śmierć przeżywamy zawsze sami. Jest to rodzaj wewnętrznej samotności, której nikt nie jest w stanie z nami dzielić. Samotna w swoim doświadczeniu odchodzenia była matka Marcina Wichy. Samotny był w swoim doświadczeniu syn tracący matkę.

Marcin Wicha rozlicza się ze stratą matki oszczędnie i dosadnie zarazem. Nie stara się nas wzruszyć na siłę, nie ubiera śmierci w utkane ze wzniosłych słów chwyty ani nie rysuje jej jako zakapturzonej postaci budzącej strach. Ubiera ją w nasze buty i pokazuje, że śmierć jest częścią życia. Tak po prostu.

Kopie nas po brzuchu prawdą wcale nie brutalną. Zadaje nam ciosy prosto w twarz, tak jak poklepuje się kogoś na otrzeźwienie. Otrzeźwia nas i uderza tą prawdą życiową, szorstką jak papier ścierny, poprzetykaną śmiechem i codziennością. I właśnie to powoduje, że na dobrych kilka chwil zabiera nam oddech…

 

Na koniec zostawiam Was ze słowami.

Rzeczy, których nie wyrzuciłem – cytaty

 

„Pracuję na nieśmiertelność” – mówiła. Układała cudze wspomnienia. Żeby kiedyś dzieci zrozumiały, że chwile spędzone w jej mieszkaniu, wśród książek z ilustracjami i filmów na video, były jedynymi momentami idealnego spokoju. Że tylko tam było bezpiecznie. Może się nie myliła”.

***

„Jak mało jest w nich książek, które naprawdę nam się podobały. Jeszcze mniej takich, które podobają się nam przy kolejnej lekturze. Większość to pamiątki po ludziach, którymi chcielibyśmy być. Których udawaliśmy. Których braliśmy za siebie”.

***

„Lata dziewięćdziesiąte to królestwo zaimka „jak”. Wszystko stało się możliwe. (…) Rozwiązania były gotowe. Trzeba było tylko wiedzieć jak”.

***

„Jaki ty masz bogaty język – pochwaliła ją przyjaciółka, której to później opowiadała.
– Muszę tak mówić – wyjaśniła matka. Przecież nie mogę tej głupiej kurwie powiedzieć, że jest głupią kurwą”.

***

„Tylko w szkole uczyli rachunku prawdopodobieństwa. Mówili, że wynik rzutu monetą nie zależy od tego, co wypadło poprzednio. Za każdym razem jest tak samo. Pół na pół. Wóz albo przewóz. Dopiero w zeszycie od matematyki zobaczyłem życie jako łańcuch zdarzeń niezależnych, kolejkę powtórzeń, z których każde powiada: nic wam się nie należy. Przestraszyłem się”.

***

„Najlepsze awantury urządzali we dwoje. Matka emocjonalna. Zaangażowana, na granicy histerii. Ojciec zdystansowany. Razem osiągali mistrzostwo. Matka w ataku. Ojciec ubezpieczał tyły”.

***

„Polityka pozwala nie myśleć o wszystkim innym. O rachunkach, wypłatach, wynikach badań. (…) Polityka to rzeczy, na które nie mamy już żadnego wpływu. (…) Nie jesteśmy niczemu winni. Polityka – nasz odpowiednik angielskiej pogody”.

***

„Miała wiele wad ta moja matka. Była tak zwaną „trudną osobą”. Jak dodatkowe zadanie na szóstkę. Jak jolka w sobotniej gazecie. Przyjaciele twierdzą, że mówiła prawdę w oczy. Czasem mówiła, czasem nie. Ale jedno jest pewne: jak już chciała powiedzieć, nikt nie potrafił jej uciszyć”.

***

„- Gdzie jest Piotrek? – pyta matka.

– Przecież nie żyje.

– Ale w takim momencie powinien być – mówi.

Nadal nie przyjmuje łatwych usprawiedliwień. Nadal nie uznaje działania siły wyższej. Gdyby chciał, toby przyszedł. Śmierć to nie powód”.

***

„Mowa mojej matki przypominała list z żądaniem okupu. Komunikat ułożony z wycinków. Powiedzonek. Kryptocytatów. Miała słowa na każdą okazję. Posługiwała się nimi jak zestawem narzędzi. Śrubokręt do każdej śrubki. Klucz do każdego zamka”.