Jak się ma twój ból? – recenzja i cytaty

Jak się ma twój ból? – recenzja i cytaty

Kiedy skończyłam czytać „Jak się ma twój ból” Pascala Garniera (wyd. Claroskuro) zanotowałam sobie: „Nie jest to jedna z tych książek trzymających w napięciu wartkością akcji. Jest to jednak książka budująca napięcie, nawet jakiś wewnętrzny niepokój, a nawet otwierająca zakurzone zakamarki w środku nas, które dawno chcieliśmy ukryć przed sobą i światem”.

To prawda, utwór Garniera nie sprawił, że z zapartym tchem śledziłam przedziwną podróż głównych bohaterów, bo o wiele ważniejsza była ta, którą odbyłam sama, odhaczając kolejne przystanki i miejsca, które dawno w sobie zamknęłam, wywieszając karteczkę „Nie wchodzić”.

„Jak się ma twój ból” to historia spotkań niekoniecznie oczywistych. Doświadczony Simon spotyka naiwnego Bernarda i dość nieoczekiwanie czyni z niego partnera swojej podróży. Bernard z kolei poznaje Fionę pozornie zagubioną kobietę z dzieckiem. Simon poznaje też Rose, starszą kobietę szukającą… miłości. Mamy też matkę Bernarda, szukającą szczęścia, a doświadczającą ostatecznie najbardziej nieoczywistego spotkania, chociaż… może to właśnie ono było z nich wszystkich najbardziej przewidywalne.

Jak się ma twój ból

„Jak się ma twój ból?” Pascala Garniera to książka, o której długo nie wiedziałam, co myśleć. Przynajmniej w trakcie czytania. Z lekką niechęcią przyjmowałam niektóre prztyczki w nos od autora, który od czasu do czasu trafiał ciężkostrawnym dla mnie czarnym humorem. Dopiero kiedy zamknęłam książkę, cała historia się domknęła, a na mnie spłynęła cała gama emocji. Mój ból miał się wtedy całkiem dobrze.

„Ranna mewa machała skrzydłem, pokrzykując. Siostry zostawiły ją na pastwę losu. Wyczerpana podskakiwaniem we wszystkie strony, stanęła na kamieniu i czekała na cud, który się nie zdarzy. W którym to kraju Afryki ludzie pozdrawiali się pytaniem: „Jak się ma twój ból?”. Simon nie mógł sobie przypomnieć”.

Poprzez nieskomplikowane metafory, ukryte w zasadzie gdzieś między słowami, Pascal Garnier pokazuje prostą, choć smutną życiową prawdę.  „Jak się ma twój ból?” to pytanie, które można zadać każdemu z bohaterów. To też pytanie, które zadaje mnie i Tobie. Bo każdy nosi w sobie jakiś ból. Po prostu, zależnie od chwili, różnie się on miewa.

„Jak się ma twój ból” – cytaty

„- Skąd pan wie, że są szczęśliwi?

– To widać.

– Nie należy ufać temu, co zbyt widoczne. Najczęściej to zwykła lipa. A pan jest szczęśliwy?

– To zależy… Raczej tak”.

„W jej zielonych oczach zachowały się jeszcze złote błyski. Ale pokryte plamami dłonie, ciężkie od pierścieni tak samo sztucznych jak jej zęby, nie były w stanie nigdzie spocząć. Przekładały nóż, widelec, zwijały serwetkę, zdradzając głęboki ból osoby, która już nigdy nie znajdzie swojego miejsca na ziemi”.

„Teraz musiał zebrać do kupy nieszczęsną powłokę ze zwiotczałej skóry, która okrywała zmęczone mięśnie, przyklejone do trzeszczących kości, włączyć myślenie i przywrócić minimum czynności życiowych, które w tym momencie wydawały mu się kompletnie pozbawione znaczenia”.

„Sprawdził, czy wszystko było w porządku, i wyszedł na plażę zadeptaną stopami spacerowiczów. Dzieci, dorosłych, psów. Tysiące śladów ożywionych światłem księżyca. We wszystkich kierunkach. Widok równie wzruszający jak odciski dłoni umazanych czerwoną gliną, jakie odkrywano na ścianach prehistorycznych grot. Te nie były tak stare, ale codziennie odnawiane, zyskiwały nieśmiertelność”.

„Butelka wyśliznęła jej się z rąk, kiedy podnosiła ją do ust.

– Trudno, mam jeszcze jedną.

Tylko, żeby po nią sięgnąć, trzeba się podnieść, pójść do kuchni, schylić pod zlew, a Anais nie była już w stanie tego zrobić. Wszystko wydawało się poza jej zasięgiem. Każdego dnia świat  bardziej oddalał się od niej”.

„Ona zaś wierzgała spokojnie w pieluchach. (…) Nie myślała o niczym, niczego nie rozważała i dzięki temu nie traciła czasu na szukanie odpowiedzi. Ograniczała się do poruszania rękami i nogami jak chrząszcz przewrócony na grzbiet. Jej jedynym celem było trwanie”.

„Horyzont rozciągał się między niebem a wodą jak naprężona do granic guma.

– Któregoś dnia w końcu pęknie”.

„Wyglądał jak wypalone drzewo rosnące na piasku na tle nieba w kolorze reklamy biura podróży”.

„Zamek z piasku, który zbudowała Fiona, był piękny. Miał cztery wieże i zaokrągloną bramę. Prowadziła do niego droga w kształcie zygzaka. Jednak fale już zaczynały podmywać fundamenty. Zupełnie jak w jej życiu…”

„Niebo nie było już tym samym niebem, morze – tym samym morzem. W niedostrzegalny sposób wszystko się zmieniło. Wyglądało na podróbkę, na falsyfikat. Nie należało niczemu ufać. Skały mogły być z kartonu, sosny z balsy, Violette zwykłą gumową lalką, słońce reflektorem, a on sam jednym spośród wielu statystów. Życie utraciło swój ciężar gatunkowy”.

„Miała wprawę, całe życie na coś czekała: na autobus, na miłość, na sukces na telefon… Ciekawe, że z wiekiem przejmowała się tym coraz mniej”.

„Ogarnęła go dziwna panika, jakby umarł i nikt go o tym nie uprzedził. Nawet samotność, która przez wiele lat była jego jedyną kompanką, też go najwyraźniej zostawiła. Mrok gęstniał wokół niego, wpychając mu się do nosa, ust, uszu. Jak czarna sadza z czasów dzieciństwa”.

„W procesie chemicznym, w wyniku skomplikowanego połączenia różnych emocji, na dnie oka wytworzyła się ciepła, słona ciecz. Pierwszy raz od wielu lat. Łza spłynęła po krętych liniach zmarszczek na jego policzku, na usta, a potem na brodę”.

„Przynajmniej raz serce przydało mu się do czegoś innego niż pompowanie krwi”.

„Dlaczego życie z takim upodobaniem jedną ręką odbiera to, co przed chwilą dało drugą?”

„Rose nigdy nie wyszła za mąż; najpierw z przekonania, potem z obawy, że zostanie porzucona jak jej matka, a potem już z przyzwyczajenia”.

„-(…) Przepraszam, ale wie pani, pierwszy raz mi się to przytrafiło.

– Co?

– Miłość od pierwszego wejrzenia, jak w książkach! W moim wieku coś takiego już się raczej nie powtórzy!”

„Nie panie Marechall, od razu odmawiam. Bardzo pana lubię, ale pana robota to nie jest zajęcia dla mnie. Może i są z tego pieniądze, może ja jestem żałosny, mam żałosne marzenia, ale co rano mogę bez wstydu spojrzeć sobie w twarz. Nie oceniam pana, wiem, że wgłębi duszy nie jest pan zły, ale nie chciałbym się stać tak samotny i smutny jak pan. Każdy ma swoje życie, panie Marechall, każdy ma swoje życie”.

„Wokół mnie wierni towarzysze podróży wracają jedni po drugich do budy, zagrzebując swoje marzenia i iluzje jak pies kość do obgryzania, na później, kiedy będą starzy, kiedy nie będą już mieć zębów”.

Privacy Preference Center

Necessary

Advertising

Analytics

Other