Marzec w kawałkach

Mój marzec nie wybuchł od razu wiosenną beztroską. Nie rozkwitł od razu zieloną, lekko niedojrzałą sił świeżością. ►Przedwiośnie usadziło mnie na chwilę w jakiejś poczekalni, ale w końcu postanowiłam wstać z tej ławki rezerwowych i przywitać się z wiosną.

Wcześniej jednak musiałam powitać kolejną wiosnę na swoim koncie i z okazji 28. urodzin postanowiłam poudawać mądrzejszą niż jestem i podzielić się z Wami ►moimi przemyśleniami. Jest ich tyle, ile mam lat, czyli niestety całkiem sporo.

Z okazji urodzin zdecydowałam też do listy swoich mądrości dodać jeszcze jedną: jeśli nie wiesz, czy warto żyć chwilą, to uczyń chwile takimi, by chciało się żyć. Podjęłam też decyzję, by przestać zazdrościć ludziom, których stać na spontaniczność w podejmowaniu decyzji z gatunku: nie wiem, czy to rozsądne, ale wiem, że dzięki temu będę szczęśliwa. Postanowiłam więc być nierozsądnie szczęśliwa, kupiłam bilety na ►Maltę i wreszcie odnalazłam wiosnę, a nawet odrobinę lata!

Wróciłam z opalenizną na buzi i wiosną w sercu. Wpuściłam do głowy trochę słońca, zrobiłam wiosenne porządki i przestałam zaciskać pięści. ►Zrozumiałam, że nie chcę chwytać więcej. Chcę być bardziej. Bez ręki zawsze na pulsie. Z wyciągniętą dłonią i otwartym sercem. Bez planu na wszystko i z wszystkim w nosie. Gram na nosie swojemu ►perfekcjonizmowi, a przynajmniej bardzo się staram, ale hej! ostatnio udało mi się nawet znaleźć dobry rytm.

W dobry czytelniczy rytm wprawiła mnie w tym miesiącu niestety tylko jedna książka (reszta znów trafiła na mój stosik lektur porzuconych, no nie było między nami chemii) i jest to Pani Dalloway, która podróżowała nawet ze mną nawet maltańskimi uliczkami. Czeka na mnie urodzinowy Pilch i urodzinowy Kundera. Mam nadzieję, że panowie sprezentują mi trochę literackiej przyjemności.

czy warto polecieć na Maltę

Miły prezent czekał mnie także zaraz po powrocie z Malty, bo otrzymałam swoje pierwsze (i drugie) w życiu wyróżnienie w Share Weeku. Praktycznie dzień po dniu doceniły mnie aż dwie osoby, a ja poczułam się jak nastolatka, do której oczko puściło dwóch przystojnych chłopców (wybaczcie dziewczyny to porównanie 😉 ). Sama już od miesięcy myślę o swoich typach w tej przesympatycznej akcji ►Andrzeja Tucholskiego i chociaż ostateczna decyzja wciąż u mnie nie zapadła, to postanowiłam, że następny mój wpis będzie właśnie wpisem Share Weekowym i coś czuję, że werdykt podpowie mi serce podczas pisania. Ale tak naprawdę trudności te napawają mnie jedynie radością, bo to oznacza, że w tym roku miałam okazję śledzić wiele wspaniałych blogów!

Wspomniałam już o tym, że ostatnio życie miło mnie głaska, bo na moim blogowym fanpage’u stuknęło mi 3000 lubiacieli. Cieszę się i boję, bo to duża odpowiedzialność. W końcu jesteś odpowiedzialny za to, co oswoisz, a ja chciałabym swoim pisaniem oswajać Was i głaskać, stawiać Wam włosy dęba i łapać za serce. Duże to wyzwanie, ale daję słowo, że będę się starać!

Zostawiam Was z tą obietnicą i z wielkanocnymi życzeniami. Podarujmy sobie trochę powolności, obowiązki nie zając, ale czas już tak, złapmy go za uszy, zanim czmychnie z pola widzenia. Siedzę w rodzinnym domu, palce tańczą na klawiaturze, wokół pachnie piaskową babką, obok leży kot –  ten to dopiero umie w powolność. Idę wziąć z niego przykład. Wam też polecam!

Privacy Preference Center

Necessary

Advertising

Analytics

Other