Uciec, ale po co?

Wiosna obudziła we mnie syndrom ucieczki. Najchętniej zgubiłabym się gdzieś niekoniecznie daleko, schowała w wysokiej trawie i liczyła na to, że w tej zabawie w chowanego, życie za szybko nie odpuka w niemalowane, krzycząc Znaleziona! Wiosną bawię się w ganianego z atakującymi mnie zewsząd sloganami, że muszę, powinnam i wypada, bo słońce, wiatr na zmiany i nowa energia.

Świętuję dzień wagarowicza znaczniej dłużej niż powinnam i chowam się w wysokiej trawie, z torby wypakowałam kalendarz, nie wiem więc, co powinnam i czy na pewno odhaczyłam wszystkie punkty swojej listy. Zahaczam się gdzieś między kwietniem a majem, między poniedziałkowym popołudniem a ciepłym, sobotnim wieczorem, wtorki mi się mylą z czwartkami, a rano jakby ciszej pomrukuję, że budzikom śmierć.

Uciekam myślami w coraz dalsze rejony, głowę noszę wyżej, aż do chmur – bujam w obłokach, obowiązki mi dyndają, hulaj dusza, hulaj! Praktyka slow-life wchodzi mi w krew, nigdzie się spieszę, leniwią mnie leniwe poranki i spowolniają powolne wieczory. Limit słońca coraz większy, zachłannie upycham witaminę D po kieszeniach, przyda się na czarniejsze godziny.

Praktykuję weekendowe wycieczki-ucieczki, tramwaj wiezie mnie prosto w stronę słońca, rozkładam koc, słodkie lenistwo rozkłada mnie na łopatki. Uciekam w książki, chowam się między kartkami, słucham muzyki, nie słucham mądrych ludzi z internetu, którzy lepiej wiedzą, co powinnam.

Nie wiem, jak #trzebażyć, nie wiem, jaki jest życia sens, nie wiem, po co i dlaczego. Wiem, że dobrze jest wystawić twarz do słońca i łapać na nos ciepłe promyki. Wiem, że obowiązki zawsze będą widnieć na horyzoncie, a dzień znacznie szybciej ucieka za tenże.

Łapię więc dzień póki mogę, póki mnie nie złapie w sidła codzienność. I tak jest dobrze, tak jest wystarczająco. Wystarczy cisza, wystarczy patrzeć jak w rzeczce płynie woda, jak obłoki płyną na niebie. Żyję ostatnio trochę mniej zachłannie, chłonę tę zwykłą prostotę i tak jest dobrze, tak jest wystarczająco. Efektów specjalnych nie potrzeba. Wystarczy to, co na wyciągnięcie ręki, nie muszę sięgać wyżej. Wystarczy uciec kilka kroków przed siebie, metoda małych kroczków to dla mnie wielki krok. Nie pędzę na oślep, nigdzie mi się nie spieszy…

 

Uciec, ale po co? Po słońce, po wytchnienie, po zapach trawy, po zapomnienie, po prostu.

Privacy Preference Center

Necessary

Advertising

Analytics

Other