Czy warto odpuścić?

Czy warto odpuścić, czyli weź sobie odpuść vs no weź nie odpuszczaj

Żyjemy w dziwnych czasach. Wściekle pędząc od samego rana, wymyślamy modę na slow life, uciekamy w naturę, by spotkania oko w oko z nią relacjonować sprawnym okiem smartfona. Przefiltrowujemy w życiu ważne tylko chwile przez instagramowe efekty, najpierw klik, klik – zdjęcie, potem chlup, chlup – łyk zimnej #instacoffe. Mamy dobry #instamood i świetne #instalife – z tym prawdziwym już bywa różnie…

Bo w życiu to mamy nigdy nie odpuszczać, ale trochę sobie odpuścić. Ciężko pracować i lekko żyć. Dbać o rozwój i rozwijać relacje z najbliższymi. 5 dni w tygodniu aktywności fizycznej, pół godziny czytania książek dziennie, czas na naukę czegoś nowego, moment dla siebie, brak chwili na oddech.

Można się pogubić, co nie?

nie odpuszczaj

I ja się trochę właśnie pogubiłam. Gdzieś między tym co muszę a tym czego chcę, co powinnam, a czego potrzebuję – gdzieś tu pomiędzy zgubiłam sens. Dopadło mnie FOMO. Pisząc, nie czytałam, czytając nie szkoliłam języków obcych, szkoląc języki, nie odpoczywałam, odpoczywając, marnowałam czas. Czy warto odpuścić – zadawałam sobie to pytanie niemal codziennie.

Chciałam mocniej i lepiej i pełną piersią chwytać powietrze. Żyć, coś przeżywać, nie tracić chwil – straciłam siebie. Zaczęłam poszukiwania. Odpuściłam. Wypatrywałam się na horyzoncie – najczęściej własnego sufitu. Sprawdzałam konstrukcję świata, który nie zawalił się, kiedy nie zrobiłam tego czy tamtego. Naciągniętą jak guma granicę swojej wytrzymałości puściłam… i dostałam pstryczka prosto w nos.

Okazało się, że zamiast poluzować wodze, puściłam je zupełnie. Zamiast odpuścić sobie, odpuściłam wszystko. Skacząc ze skrajności w skrajność, potłukłam sobie kolana. Jak więc być codziennie lepszą wersją siebie, nie tracąc siebie? Jak dawać z siebie więcej, nie tracąc nic? I w końcu, czy warto odpuścić? Cóż, nie wiem. Czasem chciałabym, żeby mój blog dawał więcej odpowiedzi, ale niestety życie częściej układa mi się w znaki zapytania.

jak sobie odpuścić

Wiem tylko, że siedzę nad jeziorem, zerkając jak niebo odbija się w wodze i jak wędkarz przecina obłoki swoją łódką, a ja przeganiam chmury w swojej głowie i piszę.

A przecież jeszcze wczoraj myślałam, że nie napiszę już nigdy nic.