Życie? Proszę przetrać na głupoty!

Dorośliśmy i nagle nam się w głowach poprzewracało. W głowach układamy priorytety i plany 5-letnie. Rzucamy w siebie dobrymi radami, rzucamy oceniającymi spojrzeniami. Dyskutujemy o polityce, rozmawiamy o pieniądzach, uczucia upychamy na lokatach długoterminowych, już nie rozmieniamy się na drobne. Życie przeżywamy roztropnie, na paluszkach. Idziemy przez nie, starannie odmierzając kroki.

I to przecież nawet nic złego. Przecież nie można cały czas bawić się z życiem w berka i uciekać od odpowiedzialności. Trzeba mieć plan i zasady. Pomyśleć dwa razy, zanim się zrobi. Gryźć się w język i zachodzić w głowę. I to jest dosyć mądre i być może tak trzeba żyć, ale czasem trzeba też po prostu żyć.

Już kilka razy wspominałam o tym, że jestem perfekcjonistką. Nic niezwykłego, nic wyróżniającego w dzisiejszych czasach. „Jestem perfekcjonistką” – rzuciła koleżanka w pracy, „jak my wszyscy” – odpowiedział jej szybko kolega. I ja to naprawdę widzę. Zgięte karki przed komputerem, życie zaplanowane od A do Z lub przerażenie, jeśli nie mamy pomysłu na siebie, szukanie ścieżek i to nawracające poczucie zmierzania donikąd. Widzę to oczywiście najczęściej we własnym odbiciu.

Ciężko jest nie wiedzieć, kim się jest, ciężko jest nie mieć pomysłu na siebie za 5 lat, ciężko jest nie zwyciężać. No i trochę ciężko potem żyć.

Dlatego ja Cię dzisiaj proszę: przetrać czasem życie na głupoty!

Na spacery bez celu i rozmowy zupełnie bez sensu. Na buzię pełną czereśni i na pełne szczęścia dłonie. Na obowiązki przekładane na potem i na wszystko co pomiędzy wierszami… zbyt napiętych kalendarzy. Na to, żeby przystanąć, nie patrzeć w przyszłość, spojrzeć przed siebie. By śmiać się za głośno i cicho, spokojnie oddychać.

By oddać walkowerem wyścig o jutro, by wygrać „dziś”. By olać priorytety, zburzyć ten cały wielki plan i sprawdzić, czy świat się nie zawali (już sprawdzałam, wciąż się kręci). Na to by stracić trochę czasu na głupie spotkania, głupiutkie filmy, niemądre seriale, durne zabawy i bezsensowne momenty. Bo to właśnie ma sens!

Bo co nam zostanie z tych wszystkich zrealizowanych planów, sukcesów, osiągniętych celów, poukładanych żyć? Trochę adrenaliny, kilka głębokich oddechów, chwile euforii, poczucie zadowolenia. I to jest ważne. I to też ma sens.

Ale przecież pod koniec dnia, kiedy przykładamy głowę do poduszki liczy się tylko to, czy następnego poranka będzie nam się chciało otworzyć oczy. Czy zamykając je, będziemy wyliczać i rozliczać się, czy może nie licząc oddechów, zaśniemy, nie bojąc się ciemności.

 

Privacy Preference Center

Necessary

Advertising

Analytics

Other