Już mi nie zależy.

Kiedyś chciałam mieć w garści świat. Chciałam im wszystkim pokazać. Chciałam iść przez życie, mocno zaciskając pięści. Dziś chwytam w dłoń słoneczne poranki i dni takie przecież zwykłe. Nie chcę nic pokazywać, nie potrzebuję widowni. Wybieram miejsce w tylnym rzędzie, z dala od spojrzeń. Już mi nie zależy.

Kiedyś chciałam chwytać dzień i żyć chwilą. Dziś pozwalam im, by swobodnie przepływały, lubię się poddać ich regularnemu nurtowi. Jak mi jakaś wpadnie w dłonie, staram się ją schwytać na jak najdłużej, ale już nie kolekcjonuję wielkich wspomnień. Zbieram drobne momenty, które grzeją mnie przed snem. Już mi nie zależy.

Kiedyś chciałam nigdy nie być jak „oni”. Zawsze wymykać się systemowi, uciekać przed zwykłością. Dziś dyskretny urok normalności pociąga mnie i daje poczucie bezpieczeństwa. Marzę, że w końcu urządzę ją pod siebie i wreszcie poczuję się w niej już tak całkiem „jak w domu”. Nie muszę być jak oni. Nie muszę być przeciwko im. Już mi nie zależy.

Kiedyś chciałam nie tracić czasu. Przemieniać minuty i godziny w chwile, które procentują. Czas bezproduktywny był czasem straconym. Dziś uczę się odpoczywać. Nie chcę już czasu mieć na własność, staram się pokornie poddawać jego upływowi. Już mi nie zależy.

Kiedyś myślałam, że trzeba znaleźć swoją drogę, nie wypadać na zakrętach i biec ślepo do celu. Dziś zmieniam ścieżki, gubię się, potykam, przystaję i zastanawiam. Nie wypatruję celów, szukam słońca na horyzoncie. Już mi nie zależy.

Kiedyś myślałam, że dorosłość to przejście w tryb dokonany, wszystko wiesz, proces formowania zakończył się. Jak ci dana forma nie odpowiada, trudno, nie wyrwiesz się. Chciałam być takim człowiekiem, wersja pełna, ukończona. Dziś wymykam się formom, wciąż rzucam w eter pytania bez odpowiedzi, wciąż tak mało wiem. I chyba już mi nie zależy.

Kiedyś myślałam, że wiem, czego chcę. Byłam gotowa ruszyć po swoje. Im bliżej celu, tym bardziej jednak oddalały się pragnienia, zmieniały priorytety. Dziś nie wiem, czego chcę, wciąż szukam. Jeszcze trochę mi zależy.

Kiedyś chciałam być najlepsza, stawałam do wyścigu jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Nie liczyłam na nagrody, chciałam nadmuchiwać płuca pełnym oddechem zwycięstwa. Dziś wolę spokojnie oddychać. Już prawie mi nie zależy.

Kiedyś żyłam marzeniami, częściej patrzyłam w niebo niż pod własne nogi. Gubiłam kroki i głowę regularnie. Do snu tuliły mnie wizje, zaczynając od tych zupełnie przyziemnych po te, które każą chwytać chmur. Dziś częściej patrzę w niebo niż pod nogi. Gubię kroki i głowę regularnie. Do snu tulą mnie wizje, zaczynając od tych zupełnie przyziemnych po te, które każą chwytać chmur. Nieśmiało próbuję wyciągać ręce. Wciąż mi zależy.

Privacy Preference Center

Necessary

Advertising

Analytics

Other