A co jeśli lepiej mieć niż być?

Mieć czy być? To takie modne ostatnio pytanie. Krzyczy na mnie z społecznościowego walla, ktoś złośliwie wypisał je na ścianie mijanego przeze mnie wieżowca. No hej dziewczyno! Mieć czy być? Pamiętaj. Tylko jedna odpowiedź jest poprawna. A ja wciąż boję  się, że nie wstrzelę się w klucz.

Mieć czy być?

Można mieć dobrą pracę, mieszkanie, stabilizację, jakąś pozycję. Można myśleć, że ma się szczęście, zuchwale zakładać, że ma się tych kilku ludzi. Można być człowiekiem spełnionym, konsumować jedynie ideały i wartościowe chwile. Można też być tym szczęśliwcem, który chwilowo nie musi wybierać, bo życie pozwala mu mieć ciastko i zjeść ciastko.

Kiedy trafiłam na ścianę…

Kilka lat temu pierwszy raz zatrzymałam się przed ścianą. Mijałam wieżowiec z napisem „Mieć czy być?” w drodze do pracy, która miała pozwolić mi być spełnionym człowiekiem i nieważne, że za najniższą krajową. Okazała się być pracą, która trochę zdeptała moje ideały, a poczucie spełnienia zmieniła w wieczny wyścig za czymś, w co szybko przestałam wierzyć. Bardzo się wtedy utożsamiałam z Adasiem Miauczyńskim, szaleńczo powtarzając wciąż pod nosem „Muszę odpocząć”. Przystanęłam więc pod ścianą, stanęłam przed tym hasłem i zaczęłam szukać odpowiedzi. I chyba do dziś jej szukam, wciąż przekładając środek ciężkości z jednej strony na drugą.

Bo naprawdę pięknie brzmią te wszystkie postulaty, by nie konsumować dóbr a konsumować życie. By stan posiadania liczyć we wspomnieniach zgromadzonych na naszym osobistym koncie. Kiedy oglądamy film, w którym główny bohater czy bohaterka stoją przed wyborem ścieżki, gdzie z jednej strony czeka pozycja i stojące za nią profity a z drugiej niepewna droga w pogoni za marzeniami i ideałami bez gwarancji na sukces, to zawsze kibicujemy wyborowi tej drugiej. Tylko to wszystko ładnie wygląda na ekranie, ale nie wiemy, co się dzieje kiedy znikają końcowe napisy.

Ja już trochę wiem. Wiem, że na pytanie mieć czy być wcale nie ma jednej, dobrej odpowiedzi. Nie można ciągle podążając wyłącznie za ideałami, zmierzać w stronę zachodzącego słońca… Nie można też wiecznie mierzyć wszystkich kroków tylko dobrze wyrachowanymi korzyściami. Myślę, że trzeba po prostu iść, od czasu do czasu przystając, by zmierzyć się  ze ścianą i wybrać to, co w tej chwili wydaje się być najlepsze. Bez żadnej gwarancji, że w rzeczywistości zaraz potem spadnie nam z nieba wielki napis „happy end”.

***

Dziś przyszedł czas, że znów stoję przed podobną decyzją. Znów stoję pod ścianą. Jeszcze nie wiem, co wybrać, bo tak bardzo się boję, że cokolwiek to będzie, to rozkwaszę sobie o tę ścianę nos.

 

A Wy co wybieracie? Mieć czy być?

Privacy Preference Center

Necessary

Advertising

Analytics

Other