Pol’and’Rock Festival, Woodstock a może… Brudstok?

Hej, jestem Asia, mam 28 lat, a od 10 mówię, że muszę w końcu pojechać na ten Woodstock. I chociaż plany się nie starzeją, to ludzie już tak. Czy więc to był dobry pomysł, by przed trzydziestką realizować zamiary nastolatki? Hmmm…

Tłumy, dzicz i brud!

Ponad 30-stopniowy upał obkleja mnie całą, razem z warstwą unoszącego się pyłu, który szczypie prosto w płuca. Wokół setki tysięcy ludzi, których łączy tylko jedno. Wszyscy są tu jakby trochę zdziczali. Na co dzień uczniowie, pracownicy korporacji, matki, ojcowie, urzędnicy… Teraz z dziką przyjemnością rozbierają się, ściągają codzienne kostiumy, by być po prostu sobą.

Pierwszego dnia starannie rozważam swój wygląd. Bluzka pasuje do spodni, makijaż dobrany, różowe pasemka sprawiają, że czuję się może nie jak gwiazda rocka, ale przynajmniej jakbym wcale na ten Woodstock nie spóźniła o 10 lat. Kilka godzin później włosy upięte w fryzurę o nazwie „jak tu gorąco”, jakaś wygodna koszulka, założona do wygodnych spodni, twarz nofilter i nomakeup. Jest mi tak wygodnie… ze sobą. Tak, dałam się porwać tej dzikości, która na co dzień śpi, ugłaskana, zwinięta w kulkę. W tym tłumie, w tym piekącym słońcu, wśród dźwięków muzyki opanowującej nasz namiot do 4 nad ranem, sprawiając, że nawet jak nie byłam na koncercie, to byłam na koncercie… Właśnie tam czułam się sobą bardziej.

Kolega ze szkolnych lat

W liceum miałam kolegę, który był ogromnym fanem Przystanku. Wacek (choć właściwie Paweł) miał długie włosy, nazwy ulubionych zespołów wypisane na koszulkach i o każdej porze roku, dnia i nocy był w stanie powiedzieć, ile dokładnie dni zostało do kolejnego Woodstocku. Lubiłam Wacka i chciałam pojechać na Przystanek, ale myślałam, że jego miłość do festiwalu wynika z tego, że nie może doczekać się tych kilku dni wielkiej imprezy, podczas której będzie mógł upijać się do nieprzytomności przy dźwiękach ulubionej muzyki, taplać się w błocie i robić wszystko to, czego nie wypada robić na co dzień. Miałam kilkanaście lat i nie oszukujmy się – właśnie dlatego tak bardzo chciałam tam jechać.

Docierając na Pol’and’Rock festiwal 10 lat później bałam się, że tak właśnie będzie to wyglądać. Że będzie to jedna wielka, nieposkromiona impreza, na którą spóźniłam się o 10 lat. A ja będę jak turysta, który pomylił drogi. Chwilę później przybijałam piątki z zupełnie obcymi ludźmi, prowadziłam mniej lub bardziej poważne rozmowy w kolejce do toi toia, zdzierałam gardło na koncercie wraz z tysięcznym tłumem. Czy było więc jak na imprezie, która wymknęła się spod kontroli? Nie powiedziałabym, chociaż ja swojej codziennej kontroli pozwoliłam się na trochę wymknąć i zaszaleć. Nie żałuję.

Woodstock relacja
Wiadomo.

Wsiąść do pociągu i… przystanek Woodstock!

Pol’and’Rock Festival zaczyna się i kończy w pociągu. Nie wiesz nic o pogo, jeśli nie próbowałeś/próbowałaś z wielotysięcznym tłumem wsiąść do powrotnego pociągu z Kostrzyna lub jeśli nie chciałeś/chciałaś się dostać do pociągowej toalety. Impreza rozkręca się już w drodze do Kostrzyna, a atmosfera daje przedsmak tego, co będzie dziać się potem. Czyli jest swoboda, otwartość i trochę szaleństwa.

przystanek woodstock pociąg

Brudasy, ćpuny i menele…

czyli kogo spotkasz na festiwalu. Jeśli miałabym opisać całą tę imprezę w kilku słowach, to byłoby to: skwar, pył i tłumy. Były to tłumy ludzi niesamowicie przyjaznych i otwartych. To było coś, jakbyś przez samo bycie tam, stawał/stawała się częścią jakiejś społeczności. I to do tego stopnia, że z zupełnie obcymi osobami nagle prowadziło się rozmowę jak ze starymi znajomymi, jeśli było trzeba – bez problemu otrzymywało się pomoc, a kiedy indziej zaproszenie na imprezę. I jasne, że zdarzyło się spotkać ludzi, którzy dobrą zabawę zaaplikowali sobie w ilościach zbyt dużych jak np.człowiek-żuk, którego znaleźliśmy zaplątanego w naszą plandekę, kiedy rył pod naszym namiotem, próbując się dostać do środka (przekonany oczywiście, że to jego namiot). Mimo wszystko na najczęściej zadawane mi po powrocie pytanie, czyli…

“Czy naprawdę czułaś się bezpiecznie?”

mogę śmiało powiedzieć, że tak. Ciężko mi sobie wyobrazić lepsze zabezpieczenie tak ogromnej imprezy. Pokojowy Patrol można było spotkać dosłownie na każdym kroku, aplikacja Pol’and’Rock pozwalała nie tylko na oznaczenie na mapce swojego namiotu (człowiek-żuk widocznie zapomniał o tej opcji), ale też na szybkie wezwanie pomocy, która dzięki temu od razu znała twoją lokalizację. Wśród setek tysięcy osób pewnie mogło by mimo wszystko dojść do niebezpiecznych sytuacji, dlatego tak ważne było to, o czym Jurek Owsiak co chwilę przypominał. O tym, że przede wszystkim wszyscy wzajemnie powinni na siebie uważać. Jeśli jedziesz grupą sprawdzonych znajomych, to warto pamiętać, by po prostu się o siebie troszczyć. Nie jest to nic odkrywczego, bo dokładnie tej samej zasady przestrzegam chociażby wychodząc ze znajomymi do klubu w sobotni wieczór.

Kąpiele błotne, czyli sposób na higienę?

Każdemu, kto uważa, że na Woodstocku ludzie się nie myją, pokazałabym kolejki pod płatne prysznice i darmowe krany, które były znacznie dłuższe niż te po piwo. O każdej porze dnia. Sama z ogromną przyjemnością korzystałam z darmowej opcji, a chwile, kiedy lodowata woda zalewała mnie całą, były jedynymi z przyjemniejszych. Poza tym zawsze znalazł się ktoś uprzejmy, kto pomógł spłukiwać szampon z włosów czy coś. 😉

A kąpiel błotną również zaliczyłam. Nie do końca zamierzenie, bo próbowałam jedynie dostać się do „grzybka” polewającego zimną wodą i odpowiedzialnego za to małe, błotniste bajorko. Moja rada dla Was. Nigdy nie łapcie kontaktu wzrokowego z osobą, która ma podejrzaną minę, bo chwilę później możecie nurkować z nią w błocie. Cóż, taki urok tego miejsca. 😉

Woodstock błoto, woodstokowy brudas to ja

Baw się koncertowo!

Pol’and’rock Festival to przecież właśnie głównie koncerty. Chociaż jeśli o te chodzi pod sceną z jednej strony nie byłam na zbyt wielu, z drugiej prawie na wszystkich. Namiot mieliśmy rozbity w kilku krokach od głównej sceny, więc większość koncertów słuchałam i obserwowałam właśnie z pola namiotowego. Z pewnością nie zapomnę jednak koncertu Nocnego Kochanka, na którym bawiłam się w tłumie (wg nieoficjalnych statystyk) 700 tysiąca osób, co mogło pobić dotychczasowy rekord Przystanku. Być tam, zdzierać gardło na tysiące głosów to coś, czego nie da się opisać.

Pol'and'Rock Festival

Przystanek… Jezus?

Zastanawiałam się, czy w ogóle o tym wspominać, bo chciałabym uniknąć tutaj dyskusji światopoglądowych. Jednak Przystanek Jezus okazał się dla mnie również ważnym elementem festiwalu. Nie ukrywam, że spędziłam tam sporo czasu głównie ze względu na najlepszy cień, jaki dawał ich namiot. Jednak wcale nie czekała mnie tam atmosfera jednej i nieomylnej prawdy. Był za to ksiądz mówiący wprost, że może się zdarzyć, że na swej drodze spotkamy złych czy głupich duchownych, czy odpowiadający osobie, którą większość nazwałaby menelem, a która sama nazywa siebie skurwysynem, że on sam też nim jest i to wcale nie mniejszym. Była też zakonnica która na pytanie dziewczyny, czy to grzech, że kocha i wspiera osoby homoseksualne, odpowiada również pytaniem. “Czy miłość i szacunek to grzech?” po chwili dodając “Dla mnie jesteś bohaterką”. Dla mnie bohaterką była jednak właśnie ona.

Cóż, odnoszę wrażenie, że Pol’and’rock Festival to takie wydarzenie, gdzie znajdzie się miejsce dla każdego. Nieważne, kim jesteś, jak wyglądasz, jakie masz poglądy. Być może w wielu innych sytuacjach znaleźlibyśmy się po zupełnie różnych stronach barykady. Być może tocząc z ust pianę, rzucalibyśmy sobie pod nogi argumentowe miny o szerokiej sile rażenia. Być może zajęta swoimi sprawami, nie odpowiedziałabym Ci na uśmiech na ulicy, być może Ty nie przytrzymałbyś mi drzwi. Na te kilka dni to nie ma jednak znaczenia.

Bo jak słyszymy w piosence Piotra Bukartyka na zakończenie festiwalu:

 

“Bo choć jedno nad nami niebo.

Każdy co innego widzi w nim”

I to jest całkiem w porządku.

Privacy Preference Center

Necessary

Advertising

Analytics

Other