Styczeń – 10 przemyśleń na pierwszy miesiąc roku

Styczeń – 10 przemyśleń na pierwszy miesiąc roku

Styczeń to dla mnie czas przemyśleń. Czas zatrzymania. Leniwego przeciągania się i NIErobienia postanowień. Styczeń do dla mnie nowy rok-stara ja. Ale ja ogólnie jestem czasem dziwakiem. I co z tego? Styczeń też jest dziwakiem. Dziś mam dla Was 10 moich przemyśleń o styczniu – chodźcie na słowo!

10 przemyśleń o styczniu
1

Wydaje mi się, że w styczniu jestem totalnie niemainstreamowa. Nie ulegam modzie na zmiany i postanowienia poprawy. Po prostu czekam, co przywieje kolejny dzień i mam nadzieje, że nie będzie to wiatr prosto w oczy.

2

Styczeń to taki poniedziałek roku. No ciężko mi odpalić i wystartować w nowe. Wokół wszędzie listy postanowień. Wszyscy w pocie czoła zdają się pracować nad nową wersją siebie. A moja stara wersja przeciera ze zmęczenia oczy i patrzy pod nogi. Krok za krokiem. Ostrożnie. Byle do przodu i oby się nie potknąć na samym starcie.

3

W styczniu czuję się często takim balonikiem, z którego uszło prawie całe powietrze pompowane wcześniej przedświątecznym oczekiwaniem. Jeszcze się jakoś unoszę, jeśli mi wiatry sprzyjają, ale ogólnie nie mierzę wysoko. Sięgam po to, co w zasięgu ręki.

4

Pierwszy miesiąc roku to też jednak dla mnie czas zatrzymania. Bawię się w detektywa na tropie szczęśliwości. Staram się przyglądać temu, co sprawia mi radość i wyolbrzymiać, hiperbolizować. Parzę skrzyp z pokrzywą i zachwycam się, że ten napar pachnie latem. W oknie w pracy na chwilę wyłoniło się słońce, o czym nie omieszkałam wszystkim oznajmić, krzycząc „Patrzcie! Wiosna do nas kuka!” A gdy czytam w wannie książkę, wdychając zapach świeczki o aromacie świątecznego kakao, myślę sobie, jaka ze mnie szczęściara, że w tym codziennym pędzie udaje mi się znaleźć czas na takie chwile tylko dla siebie. To są małe chwile. Ulotne momenty. Taki błysk. Promyczek. Ale coraz częściej myślę, że to dla takich chwil warto żyć.

5

Kiedy inni włączają tryb nowy rok – nowa ja (nie krytykuję – podziwiam!), ja włączam na luz a przynajmniej próbuję. Zamiast od siebie wymagać, jestem dla siebie dobra i patrzę na siebie łaskawszym okiem. Znam siebie już prawie trzydzieści lat i wiem, że właśnie tego potrzebuję. W końcu wystartuję. Ale w swoim tempie. Póki co krok po kroku. Krok po kroku.

6

Styczeń jest dla mnie od tego, żeby na zmianę czytać książki, oglądać seriale, grać na PlayStation, słuchać muzyki i pisać. I to jest póki co moja kompletna lista postanowień na ten rok. Niekoniecznie polecam, by brać ze mnie przykład. Ale jeśli właśnie tego potrzebujesz, to proszę bardzo.

7

W styczniu dopada mnie też chęć WIELKIEJ UCIECZKI. Męczą mnie ciemności wokół. Nie czuję się najlepiej w nocnej aurze. Noc jest dla mnie od spania, a skoro teraz zapada już w porze poobiedniej, to i ja snuję się sennie przez resztę dnia. W chwilach słabości przeglądam zdjęcia z wakacji. Porządkuję wspomnienia. I… planuję, gdzie by tu umknąć, żeby wyrwać się z objęć zimy i pomalować swój świat znowu na żółto i na niebiesko.

8

Styczeń to czas, kiedy staram się nie pytać, jaki jest sens życia czy dokąd zmierzam. Zmierzam do wiosny, idę w stronę słońca, do lata piechotą będę szła. Staram się nie traktować tego miesiąca jak poczekalni, ale mimowolnie cieszy mnie każdy dzień przybliżający mnie do kolejnej pory roku i to, że od jakiegoś już czasu z dnia na dzień słońce gości u nas coraz dłużej.

9

Choć nie snuję planów i nie stawiam sobie wyzwań, to lekko ulegam magii nowego początku. Co chwilę kartkuję ukochany kalendarz, ciesząc się ilością pustych stron. Tabula rasa. Mogę wszystko. Tylko chwilowo jeszcze mi się nie chce.

10

Styczeń to czas przebudzania. To jeszcze nie jest dla mnie moment na wielkie działania i plany. Ja się dopiero leniwie przeciągam. I zbieram siły na potem.

 

A jakie myśli budzi w Was ten miesiąc?