Nie musisz wpisać się w schemat

Nie musisz wpisać się w schemat

Schematy bywają dobre. Schematy z pewnością są bezpieczne. Stabilna konstrukcja jest jak schronienie. Jest tylko jeden warunek. To musi być Twój schemat. To musi być Twoje schronienie.

Nie ma niczego złego w powielaniu schematów. W budowaniu domów, sadzeniu drzew, płodzeniu synów. Nie ma niczego złego w robieniu 30 rzeczy, które trzeba zrobić przed trzydziestką. W spełnianiu społecznych, rodzinnych oczekiwań. Nie ma w tym niczego złego, póki sam nie widzisz w tym niczego złego.

Ostatnio Lena Wadera napisała świetny tekst o tym, że praca wcale nie określa, kim jesteś (polecam przeczytać w całości – KLIK). Obecnie pracuję w miejscu, które nie ma nic wspólnego z moim wykształceniem, w miejscu, gdzie mało jest przestrzeni na kreatywność czy twórcze myślenie. Czuję, że się rozwijam, praca daje mi duże poczucie niezależności i samodzielności – lubię ją, choć kiedyś pomyślałabym, że to zupełnie nie jestem ja. I to prawda. Bo to tylko praca, to nie jestem ja. Kilka lat temu pracowałam przez chwilę w zawodzie, rodzice byli dumni, znajomi z podziwem kiwali głową. To był jeden z najgorszych okresów w moim życiu, który dał mi nieźle po tyłku. I zamiast zastanawiać się, jak usiąść, żeby nie bolało i skrywać skwaszoną minę pod fałszywym uśmiechem, złamałam schemat i zrezygnowałam. A potem ze szczerym uśmiechem odpowiadałam na pytania, czy nie jest mi szkoda. Nie było. Ani trochę.

Trochę czasu mi zajęło dojście do pewnego banalnego wniosku, więc podzielę się nim z Wami, bo może też o tym zapominacie. Żyjemy dla siebie. Jasne, żyjemy wśród innych, pewnie, że nie chcemy zawieść najbliższych, ale najgorsze co możemy zrobić ze swoim życiem to ofiarować je innym. Rodzinie, najbliższym, tym wszystkim, którym zawsze chcieliśmy coś pokazać. To wszystko tak naprawdę nie ma sensu. To wszystko nie jest tego warte. Nie potrzebujemy tego. Nie potrzebujemy tych spojrzeń aprobaty, klepania po plecach, gratulujących uścisków dłoni. Przede wszystkim potrzebujemy czuć się w swoim życiu jak u siebie w domu. A u siebie w domu chcemy mieć miło i przytulnie. Nie potrzebujemy domów jak z katalogów a nawet jeśli, to przecież zawsze chcemy nadać temu miejscu jakiś własny akcent, coś co sprawia, że to miejsce jest nasze. I tak właśnie wydaje mi się, że powinniśmy też żyć. Dla siebie.

Naprawdę możesz woleć spacerować bez celu, zamiast wspinać się po szczeblach kariery. Możesz woleć robić karierę niż dzieci. Możesz robić jedno i drugie i wciąż być dobrym rodzicem. Możesz mieć 30, 40, 50 lat i nie wiedzieć kim chcesz być, jak dorośniesz. Bo to właśnie Ty każdego wieczora przykładasz twarz do chłodnej poduszki i to Ty wiesz, za czym wtedy najbardziej tęsknisz, czego najbardziej pragniesz. I naprawdę nie ma, że nie wypada. Bo w tym życiu to akurat wypada być szczęśliwym. I jest to koszmarnie trudne zadanie, więc nie ma sensu utrudniać go sobie, słuchając wskazówek, które pokazują być może dobry, ale zupełnie nie nasz kierunek.

Hej Ty! Pamiętasz kim byłeś, zanim świat powiedział ci, kim powinieneś być?*

 

*Cytat Charles’a Bukowskiego, który jakiś czas temu przypomniała mi Agnes on the cloud