Nie musisz żyć spektakularnie

Nie musisz żyć spektakularnie

Kiedyś myślałam inaczej. Myślałam, że jak kochać to księcia, jak kraść to miliony. Kiedyś myślałam, że albo zerem albo bohaterem i tak dalej. Wydawało mi się, że takie normalne, spokojne życie jest dla tych, którzy boją się sięgnąć po więcej. Boją się marzyć i te marzenia realizować. Dla tych, którzy wolą się pogodzić, że jest jak jest i nie chcą dążyć do zmiany na lepsze.

Teraz coraz bardziej kusi mnie wizja życia normalnego. Chciałabym z tej normalności, z tego spokoju ukuć pancerz, który ochroni mnie przed złym światem. Wykuć go ze spokojnych wieczorów z ukochaną osobą, z tych chwil, kiedy mówimy szeptem, żeby nie zepsuć tej dziwnej ulotnej atmosfery, z poranków bez pośpiechu i pospiesznych powrotów do domu, bo przecież pies tęskni. Nie rezygnuję z marzeń. Wręcz przeciwnie. Są one i będą sensem mojego życia. Uczę się jednak odróżniać moje marzenia od tych uszytych zupełnie nie na mój wymiar, od tych, które mnie uciskają, kują, krępują ruchy lub majtają się gdzieś pod nogami, utrudniając krok do prawdziwych celów. Uczę się tego, że żyję dla siebie. Nie po to, żeby komuś zaimponować czy odbierać uściski dłoni.

Przez długi czas wykańczała mnie ambicja. Chciałam wszystkim coś pokazać. Że umiem, że potrafię, że patrzcie, jak sobie świetnie radzę! Aż w końcu zrozumiałam, że Ci wszyscy tak naprawdę są zajęci swoim własnym życiem i postanowiłam zrobić to samo. Jeszcze więcej czasu zajęło mi zrozumienie, że nie jestem człowiekiem sukcesu. No, kurczę nie jestem, i co z tego?! Co z tego, że obecnie sukces krzyczy na nas z mediów społecznościowych, okładek poradników, telewizji i gazet. Ja nie jestem i nie muszę być człowiekiem sukcesu. I nic, naprawdę nic się nie stanie. Już nie muszę być najlepszą uczennicą w szkole, nie muszę wygrywać wszystkich konkursów i zdobywać wyróżnień. Mogę być, naprawdę w większości dziedzin życia mogę być po prostu wystarczająca! Ufff… Nawet nie wiecie, jak wielką ulgę przynosi mi dojście do tego wniosku.

Oczywiście nie chodzi mi o żadne spoczywanie na laurach, raczej o skupienie się na tym, co ważne. Mogę więc dawać z siebie w niektórych sprawach 70%, by zaoszczędzić siły na to, co ważne. Na to, co DLA MNIE ważne. I nagle okazuje się, że tych sił jest trochę więcej niż się jeszcze niedawno wydawało. Siły nie rozpraszają się, nie rozmieniają na drobne, a ja mam szansę skupić je na tym, czego naprawdę chcę. Takie proste, prawda?

A jednak potrzebowałam 29-ciu lat, by do tego dojść. Tak, 29-ciu lat. Bo urodziłam się w pięknych tak naprawdę czasach. Czasach wielu możliwości. Wychowywałam się wśród sloganów „możesz wszystko” i „chwytaj więcej”. W czasach tak wielu dostępnych ścieżek. I to wszystko jest cudowne. I możliwości współczesnego świata są naprawdę spore. Nasze możliwości, nasze siły już nie zawsze.

Warto więc chwytać więcej, zawsze warto chwytać więcej, ale czasem trzeba się zastanowić, czy na pewno wyciągamy ręce po to, co jest dla nas ważne. Biorę, bo mogę, bo potrafię, bo dam radę, no kto jak nie ja? Pewnie, że tak można, pewnie, że da się tak żyć. Tylko po co? I czy to naprawdę wciąż jest Twoje życie?

Powiem Ci to, bo może też potrzebujesz sobie to uświadomić tak jak ja jakiś czas temu. Nie musisz żyć spektakularnie. Nie zawsze musisz być zawsze najlepsza/najlepszy. Może nawet wcale nie musisz być, jeśli nie masz na to ochoty. Wcale nie musisz odnosić sukcesów. Możesz, jeśli chcesz, ale nie będziesz mniej wartościowym człowiekiem, jeśli to nie Twój styl.

W zasadzie to w większości aspektów życiowych naprawdę nic nie musisz. Możesz. Możesz naprawdę wiele. Pomyśl tylko, czego naprawdę potrzebujesz.

With Love.

Asia