Życie rozczarowuje

Życie rozczarowuje

I nie ma, co z tym faktem dyskutować. Jak byłam mała, byłam chyba nawet bardziej poukładana niż teraz. Miałam plan na życie i dokładny obraz tego, jak będzie wyglądać moje przyszłe ja. Czyli obecnie – moje ja. Obraz ten zdecydowanie różni się od dawnych wyobrażeń.

Myślałam, że wraz z ilością zerwanych kartek kalendarza nabędę tak zwaną dorosłość. A dorośli – wiadomo. Są poukładani i znają odpowiedź na każde pytanie, nawet jeśli czasem brzmi ona „bo tak”. Myślałam, że będę pisarką lub felietonistką jak Carrie z Seksu w wielkim mieście. Chociaż wizja mojej przyszłości daleka była od ruchliwych ulic wielkiego miasta. Raczej widziałam siebie przy wielkiej drewnianej ławie, przed oknem z widokiem na ogród, pochyloną nad maszyną do pisania, czasem zerkającą jak na zewnątrz bawią się moje dzieci. Romantyczna wizja na zmianę ustępowała wyobrażeniu mnie samej robiącej tak zwane dorosłe rzeczy. Ogarniającej, płacącej rachunki wystawione przez los. Wizja kobiety w stukających bucikach. Stukające buciki zawsze były dla mnie jakimś symbolem dorosłości. Zaraz obok zaciętej miny i poważnego spojrzenia. Chciałam być rozważna i romantyczna. Chciałam mieć i być. Być na sto procent. Iść pewnym krokiem w tych swoich stukających bucikach, nie potykać się i nie pytać, po co żyć. Cóż, życie rozczarowuje.

Dziś co rano budzi mnie budzik, który wyłączam z grymasem na twarzy. Tyle lat pracy od 8 do 16 i nigdy się nie przyzwyczaiłam do porannego wstawania. Wstaję, wsiadam do blaszanej puszki, trzymając się metalowego drążka, drugą ręką trzymam książkę i chłonę cudze słowa –  jadąc do pracy, zwiedzam obce światy. Jak co rano przekraczam granicę szklanej bryły, siadam przy białym, wyprofilowanym biurku i siedzę pochylona nad klawiaturą, od czasu do czasu zerkając przez okno na to jak słońce przedziera się pomiędzy blokami. Cóż za rozczarowanie dla małej Asi marzącej o bardziej romantycznej wizji. Czysty pragmatyzm.

Jestem rozważna. Muszę być. Robię dorosłe rzeczy, rachunki płacę na czas, a przez życie biegnę w trampkach, zawiązanych na szybko, często potykam się i wciąż nieostrożnie stawiam kroki. Stukające buciki uwierają mnie, przyprawiają o ból. To nie są moje buty, już nie. Cóż, życie rozczarowuje. Po pracy wracam do domu, robię ważne rzeczy, a potem siadam i stukam na klawiaturze komputera, czasem zerkając przez okno wynajmowanej, niewielkiej kawalerki, jak miejskie blokowisko kładzie się do snu i jak gasną kolejne światełka w oknach. Lubię ten swój work-life balance, nawet jeśli czasem balansuję na krawędzi. Cóż za rozczarowanie dla małej Asi. To nie tak przecież miało być.

Mam w sobie chyba coś z nastoletniego buntu. Jak byłam mała, byłam poukładana. Mówili „kujonka”. A ja po prostu wiedziałam, czego chcę od życia. I chciałam tak mniej więcej… wszystkiego. Chciałam złapać życie w garść i naprawdę wyciskać je jak cytrynkę. „Ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz”. I ja tego właśnie chciałam, ja chciałam złapać cały pęk tych kluczy, świat miał stać przede mną otworem, miał otwierać przede mną wszystkie ścieżki. Potem się okazało, że chyba dostałam zły komplet, bo jakoś nie pasował. Część z drzwi sama zamknęłam, głośno trzaskając.

Dziś ten bunt nadrabiam. Nie chwytam kluczy, własnymi rękoma przedzieram się na nowe ścieżki, próbuję wyważać różne drzwi, by przekonać się, że to co, za nimi wcale mi się nie podoba. Dorosłość jest dla mnie nieustannym pytaniem, jak żyć. Jest brakiem planu i pozwalaniem sobie na niewiedzę. Jest pozwalaniem sobie na rzucanie w eter pytań, na które być może nigdy nie znajdę odpowiedzi. Jest rozczarowaniem i łykaniem jego gorzkiego smaku. Życie nigdy nie wygląda tak, jak je sobie wyobrażaliśmy. 

Życie rozczarowuje. Jak byłam nastolatką pełna przerażenia pisałam w swoim dzienniczku „Nic mnie bardziej nie przeraża jak to, że dorosłość okaże się być cmentarzem moich marzeń, rozbitych o twardy bruk rzeczywistości”. Cóż, od zawsze miałam skłonność do dramatyzowania. Dziś patrzę na część swoich marzeń i bez żalu nadaję im status „nieaktualne”. Bez smutku zasypuję je czarną grudką ziemi. Wcale nie chcę być poukładaną Panią w stukających budzikach. Może jedynie wizja stukania w maszynę do pisania wciąż mnie kusi.

Życie rozczarowuje? Pewnie, że tak. Jest to jego nieodłączny element. Dziś wiem jednak, że nawet jeśli mała Asia byłaby zawiedziona, to moje aktualne ja czuje się całkiem dobrze w swoich wygodnych butach. I wciąż wierzę, że może dojdę w nich tam, gdzie naprawdę chcę. Nawet jeśli kierunek będzie się wciąż zmieniał.

Często słyszę czy czytam tekstu typu: Kiedyś myślałam, że w tym wieku będę już/ osiągnę już/ zdobędę… Sama tak kiedyś myślałam. Dziś nie pytam się już małej Asi, czy to jest to, czego chciała. Pytam się tej dzisiejszej, jak się czuje i czego pragnie.  I wiem, że mała Asia ma się całkiem dobrze, jeśli ta duża jest szczęśliwa. A nad tym pracuję każdego dnia.