Szczęście nie istnieje

Szczęście nie istnieje

… a już na pewno nie jest takie, jak sobie wyobrażasz.

Przez jakiś czas, jak na wychowaną na bajkach i na filmach z happy endem przystało, dążyłam do szczęścia. Wiecie, szukałam swojego szczęśliwego zakończenia, które spadnie na mnie jak grom z jasnego nieba. Nie byłam głupia i dobrze wiedziałam, że na to szczęście muszę sobie zapracować. Nie przyjdzie żadna wróżka i nie sypnie różowym pyłkiem, żebym mogła do końca życia rozpływać się w sennej mgiełce. Wydawało mi się, że muszę ostro tyrać i sama sobie tę senną mgiełkę wypracuję. No kto, jak nie ja? A potem będę już tylko w tej mgiełce unosić się nad ziemią i będę szczęśliwa. Będę bezgranicznie szczęśliwa i już! A takie szczęście wcale nie istnieje. Przynajmniej moje jest mniej spektakularne.

Moje szczęście jest zupełnie inne. Swojskie i puchate jak ulubiony sweter. Taki, w którym chowa się zbędne kilogramy i całą tonę zmartwień. Nie jest jak pocałunek księcia z bajki, ale jak pośpieszny buziak na pożegnanie w policzek, kiedy wychodzimy do pracy. Kojarzycie tego mema, gdzie ktoś tam mówi: Czasem chciałabym tylko, żeby ktoś mnie przytulił i szepnął „Wszystko będzie dobrze. Masz tu kubek gorącej herbaty i milion dolarów”. No a dla mnie szczęście to właśnie ten kubek. Może jestem dziwna?

A może po prostu wiem, że szczęście, jakie kreowałam w swojej głowie nie istnieje. Wiem, że wcale nie będę szczęśliwsza, jeśli będę mieć wielki, wspaniały dom, wysoką pozycję w pracy i jeszcze nie wiadomo co. To znaczy nie twierdzę, że tego typu rzeczy nie przynoszą szczęścia. Pewnie, że przynoszą. Tylko to nie jest tak, że jak naprawdę uda mi się osiągnąć to, co sobie wymarzyłam, to nagle na niebie mojego życia rozbłysną fajerwerki, a ja z kieliszkiem szampana będę mogła się rozsiąść i obserwować. I upajać się. I zanurzać się w tej zalewającej fali szczęścia, płynąć na niej przez szczęśliwe wyspy do końca życia.

Może myślicie, że to oczywiste i piszę banały. Wspaniale! W takim razie nigdy nie byliście takimi naiwniakami jak ja. Bo ja trochę to szczęście wyobrażałam sobie właśnie w ten sposób. Myślałam, że ze szczęściem jak z miłością. Dopada Cię nagle i ściska aż do braku tchu. W brzuchu zamieszkuje stado motyli, oczy zachodzą słodką mgiełką, ptaszki śpiewają, dusza się śmieje. Nie pomylisz tego uczucia, jak nadejdzie, po prostu wiesz, że to jest właśnie tak zwane „TO COŚ”. A tymczasem szczęście okazało się leżeć obok mnie. Czasem dosłownie obok mnie w łóżku. Kiedy indziej jest to spokojny wieczór z książką czy przed klawiaturą. Mój ulubiony swojski, sweter jest uszyty właśnie z takich chwil. Oczko, po oczku. Grzeje.

Ludzie uważani przez nas za szczęściarzy, tak zwani ludzie, którym się udało czy nawet gwiazdy. Oni są tacy jak my. Są szczęśliwi tak samo jak my. Ja już im nie zazdroszczę. Wiem, że czasem ktoś podaje im kubek herbaty, a kiedy indziej miliony wpływają na konto. I wiecie co? Myślę, że oni też wybraliby kubek.

Kiedyś czytałam artykuł o mężczyźnie, który w jakiejś małej wioseczce gdzieś daleko (wybaczcie, nie pamiętam szczegółów) powoził rykszą. To znaczy nie powoził. On był zaprzęgnięty do rykszy. Wiecie, co powiedział, jak go spytano, czy jest szczęśliwy? Odpowiedział, że oczywiście, że tak. Ma dobrą pracę, a jego dom ma okna, przez które w dzień wpada słońce, a w nocy przyjemne orzeźwienie, więc oczywiście, że jest szczęśliwy. Proste, nie?

Pewnie, że cudownie jest spełniać marzenia, realizować się. I oczywiście, że powinniśmy do tego dążyć. Ale to nie jest tak, że życie jest drogą a szczęście celem. Po drodze też może być dobrze. A po osiągnięciu celu, kiedy emocje opadną, nie stanie się tak naprawdę nic. Nie wkroczymy w żaden inny wymiar, dalej będziemy dziergać te sweterki.

Trochę zabrzmię, jak jakiś kołcz, ale czasem myślę, że szczęście naprawdę jest w naszej głowie. Jest w nas, tylko czasem musimy mu pomóc wyjść na światło dzienne. Jasne, są w życiu okoliczności niesprzyjające i żadne myślenie nie sprawi, że będziemy szczęśliwi, ale czasem wobec tego szczęścia za duże mamy wymagania.

Może szczęście jednak naprawdę jest jak miłość? Jak go nie dostrzeżemy, jak nie damy mu szansy, to możemy stracić okazję na naprawdę piękną historię.