Męczą mnie social media

Męczą mnie social media

Męczą mnie social media. Może to moja wina, bo w świecie, gdzie każdy zdaje się mieć coś do powiedzenia, gdzie każdy ma opinię na każdy temat, mnie zdaje się brakować słów. Z kolei inni wyrzucają z siebie zdania z prędkością palców sprawnie biegnących po klawiaturze, jakby od zawsze im tkwiły gdzieś w gardle. Każdy ma zdanie na każdy temat. Najlepsze, bo najswojsze – wiadomo. Ludzie ze słów nauczyli się budować barykady, stawiać mury. A ja sobie tak siedzę u góry i dyndam nogami.

Mnie się nie chce mieć zdania na każdy temat. Nie chce mi się być za ani przeciw. Stoję sobie zawieszona gdzieś pomiędzy i patrzę, jak wzajemnie strzeżemy do siebie kły. Jak bardzo sobą gardzimy. Smuci mnie taka wolność słowa. Słowo spuszczone ze smyczy, bez kagańca, szczute przeciw jednej lub drugiej stronie. Kąsa na oślep. Potwornie mnie to smuci. Strasznie mnie to męczy. Widzę te wszystkie zacięte miny, skryte za ekranem monitora, nienawistnie zmrużone oczy, wściekłą piankę śliny w kącikach ust i robi mi się po prostu źle. Ja wiem, że to nie większość. To raczej mniejszość mniejszości, ale co z tego, skoro to ta mniejszość najgłośniej warczy?

I te wszystkie uśmiechające się ze zdjęć profilowych twarze. Sympatyczna studentka komentująca pod ludzką tragedią, że „haha, selekcja naturalna”. Śmierć, żałoba – takie to śmieszne, co nie? Tatuś dwójki dzieci, który chciałby kogoś zagazować za odmienne poglądy. To nie jest jakiś margines. To zwykli ludzie. Tacy, których mijam codziennie na ulicy. Pani, która być może ustąpiłaby miejsca starszej kobiecie. Pan, który przytrzymałby mi drzwi, gdybym szła obładowana zakupami. Te wszystkie osoby mogłyby mnie w innych okolicznościach chcieć utopić w szambie własnej pogardy.

Czasem żałuję, że wiem. Wolałabym żyć w swojej bańce i wierzyć w to, że w głębi duszy to raczej jesteśmy dobrzy. Że gdyby trzeba było, to podalibyśmy sobie ręce, zamiast zaciskać je na gardle. Ostatnio coraz bardziej w to wątpię.

I po co to wszystko? W imię czego? Po to, żeby coś udowodnić. Żeby pokazać wyższość. Ludziom, którzy chcą coś udowodnić nam. Pokazać nam wyższość. I wciąż łudzimy się, że taki jest nasz obowiązek. Edukować. Uświadamiać. I to jest taka edukacja wg starej szkoły. Jak się nie zgadzasz, to kijem po rękach.

Nie twierdzę, że wyrażanie opinii w internecie jest złe. To jest jego całkiem dobra funkcja. Wolność słowa to piękna rzecz. Tylko mnie by się chciało, żeby nasze słowo było wolne do tego momentu, póki nie zaczyna kąsać drugiej osoby. I żebyśmy sami potrafili zacisnąć wtedy smycz. Ale ja to w ogóle jestem marzycielką.