Palermo – czy warto odwiedzić? Dlaczego bałabym się polecić?

Palermo czy warto tam lecieć? Dlaczego bałabym się polecić odwiedzenie tego miasta?

Palermo to miasto kontrastów ostrych jak brzytwa. Wcina się pod skórę. To nie jest miejsce, o którym powiedziałabym „Ej! Leć do Palermo, na pewno Ci się spodoba”. Można je kochać lub nienawidzić. Albo jedno i drugie zarazem. Nic pośrodku. Żadnych letnich uczuć. Palermo jest trochę jak Włosi. Głośne, ostentacyjne i pełne temperamentu. Zasady ruchu praktycznie nie istnieją. Odgłos trąbienia to typowy język miasta. Nie oznacza jak u nas upominania innych kierowców. To bardziej „Uwaga, jadę i nie zamierzam się zatrzymać!” I takie właśnie jest to miasto. Pełne energii, której nie da się powstrzymać. 

Palermo czy warto

Wita nas oślepiające słońce i morze, które widać już przy samym lotnisku. Jednak, żeby dotrzeć do pokoju wynajmowanego od sympatycznej Włoszki musimy iść na autobus. I na kolejny. Przesiadka przypada nam w niezbyt uroczej okolicy. Co tu dużo pisać. Jest szaro, brudno i co chwilę mijają nas trąbiące auta, do czego zdecydowanie ciężko się przyzwyczaić. Zahaczamy o niewyglądającą zachęcająco piekarnię i jemy jeden z najlepszych posiłków tego wyjazdu. Przepyszne bułki z włoskimi szynkami i grillowanymi warzywami. Wychodzimy z pełną siatką jedzenia, zostawiając jedynie kilka euro. W Polsce za gorszej jakości gotową bułkę zapłacilibyśmy dwa razy tyle. Przynajmniej.

Palermo czy warto

Kiedy autobus zabiera nas wreszcie do mieszkania, skaczę ze szczęścia jak dziecko. Nie mogę uwierzyć, że udało nam się znaleźć pokój, gdzie przez okno zagląda do nas morze. Pani Włoszka przedstawiająca się w ofercie wynajmu jako mówiąca po włosku i angielsku, w tym drugim zna tylko jedno zdanie „I don’t speak English”. Powtarza je co chwilę z uśmiechem na twarzy i nieustannie próbuje zagadać nas po włosku, gestykulując energicznie. Nad wielkim łóżkiem naszej sypialni wisi… jej zdjęcie w dość zalotnej pozie. Zazdroszczę jej pewności siebie i tej energii, którą wokół siebie roztacza. Choć jednak to zdjęcie… no wiecie, to trochę za wiele jak dla nas. Mimo wszystko już od razu wiem, że będzie to zabawna anegdotka, którą będę wspominać z uśmiechem na twarzy. Tak jest i teraz, jak piszę ten wpis.

W Palermo spędzamy 3 dni. 3 intensywne dni. Na zmianę zwiedzamy, pijemy włoskie wino, jemy i wystawiamy twarze na sycylijskie słońce, na którym nasze szczęście dojrzewa jak pomarańcza. I my wyciskamy to szczęście właśnie jak sycylijską pomarańczę. Do ostatniej kropelki.

Palermo czy warto

 

W centrum w tym okresie wciąż więcej jest miejscowych niż turystów. Co robią? Przekrzykują się. Śpiewają. Tańczą. Żyją. To miasto pełne jest życia. Tłumy są wszędzie i są jak wartko płynąca krew w żyłach tego miasta. W każdej uliczce. Uliczki z kolei na zmianę olśniewają i odstraszają. Ta nieustanna zmiana widoków dosłownie uderza do głowy. Stoimy i zachwycamy się piękną katedrą, by chwilę później jej widok został starty jak gumką przez szarość kolejnej ulicy. Jednak wrażenie nie zaciera się, wręcz przeciwnie – nabiera intensywności.

Palermo robi na mnie niesamowite wrażenie. Trudne do określenia. Wciąż próbuję znaleźć porównanie. Może wyda Wam się to głupie, ale jeśli miałabym polecać komuś Grecję czy Maltę, to powiedziałabym, że te państwa są jak lody. Każdy lubi lody, każdy znajdzie smak dla siebie. Palermo jest z kolei jak mocno doprawiona potrawa. Nie każdy lubi. Nie każdy strawi. Ale jak już ktoś lubi, to pokocha całą intensywnością zmysłów. I wiecie co? Ja bardzo lubię doprawione potrawy.

Palermo. Czy warto tam lecieć? Czy ja poleciłabym Palermo? Nie wiem. Wiem za to, że jeśli ktoś spytałby mnie dziś „Ej! Kiedy ostatnio płakałaś ze szczęścia?”, odpowiedziałabym: „W Palermo”.