Strajk nauczycieli. Czego się nauczyłam od pedagogów i czemu sama nie uczę?

Strajk nauczycieli. Czego się nauczyłam od moich pedagogów i czemu sama już nie uczę?

To w zasadzie nie jest tekst o strajku nauczycieli. To jest krótka historia tego, co dali mi pedagodzy i jeszcze krótsza tego, dlaczego sama porzuciłam ten zawód.

Z serii mało znane fakty o mnie: tak, przez jakiś czas uczyłam w szkole języka polskiego. I można powiedzieć, że posłuchałam rzucanych tak chętnie teraz rad, że jak Ci się nie podoba, to nie narzekaj, tylko rzuć i zmień pracę. Narzekałam. Rzuciłam. Zmieniłam. Ale bardzo bym chciała, żeby inni nie musieli. A przynajmniej tych kilku, którzy uczą czegoś więcej niż to, jaki jest wzór na pole trójkąta czy jaka jest data bitwy pod Grunwaldem.

Czego nauczyli mnie w szkole?

Pani od matematyki, będąca jednocześnie moja wychowawczynią, nauczyła mnie, że w każdym dniu trzeba znaleźć coś dobrego. Trzeba próbować. Z całych sił. Znaleźć chociaż jedną dobrą myśl i chwycić ją w garść. Od wielu lat szukam. Codziennie. Nie zawsze się udaje, ale najczęściej tak. Wtedy łapię w garść i trzymam mocno, aż bieleją mi palce.

Pani od polskiego zauważyła w cichej kujonce, że jej skrupulatnie napisane wypracowania mogą być czymś więcej niż kolejnym wypełnionym szkolnym obowiązkiem. Usłyszeć od swojej nauczycielki, że ma się talent. Słuchać zachęt do jego rozwoju. To naprawdę wiele dla kilkuletniej dziewczynki niewiele większej od własnego tornistra. To wtedy zaczęłam marzyć o byciu pisarką.

Jeszcze inna Pani od polskiego nauczyła mnie, że schematy są nudne. Wciąż pamiętam pierwsze zadanie domowe w gimnazjum. Napisać własną autoprezentację. Poleciałam schematem. Wstęp, rozwinięcie, zakończenie. Krótkie przedstawienie postaci, wygląd, kilka cech charakteru. Nuuuda! Jakie było moje zaskoczenie, gdy najlepszą ocenę dostała koleżanka, która napisała o sobie… rap. Pamiętam to rozgoryczenie zawsze najlepszej uczennicy z polskiego, która przecież wywiązała się z zadania (ach ten perfekcjonizm od najmłodszych lat). Ale od tej pory już nigdy nie zamykałam się w schematach. No może do czasu matury pisemnej i słynnego „co autor klucza miał na myśli”.

Pan od PO nauczył mnie, że nudna lekcja jest gorsza niż stresująca, co było nauką gorzką, ale przydatną, kiedy sama stanęłam po drugiej stronie.

Pan od historii pokazał mi, że polska historia jest pisania nie tylko krwią narodowych bohaterów, ale również tą, jaką przelewaliśmy my sami.

Pani od WOS-u nauczyła mnie, że nie musimy się zgadzać, żeby się szanować.

Gdzie byłabym, gdyby nie te osoby? Kim bym była? Co byłoby moja pasją? Naprawdę nie wiem. I jasne, że na swojej drodze spotkałam też nauczycieli, którzy skutecznie zniechęcili mnie do dziedziny, jakiej uczyli. Spotkałam takich, którzy potraktowali mnie niesłusznie. Takich, przez których płakałam i którzy przyprawiali mnie o ból brzucha. Tego pewnie nie da się uniknąć.

Sama uczyłam w szkole i wiem, jakie to trudne. I jak słabo byłam do tego przygotowana. Studia dały mi wiedzę, ale nie przygotowały mnie do zawodu. Większość rzeczy robiłam intuicyjnie – z lepszym lub gorszym skutkiem. Co zrobić, gdy uczeń podnosi na Ciebie głos? A co, kiedy później konkubent jego matki obiecuje Ci, że przemówi mu do rozsądku, pokazując zamkniętą pięść? Jak postępować, gdy pilne uczennice prześladują swojego kolegę, bo jest inny? A jak, gdy cała klasa odsuwa się od jednego ucznia, bo codziennie nosi tę samą podartą bluzę?

Myślę, że większość z nas nie chciałaby musieć szukać samodzielnie odpowiedzi na takie pytania.

Wciąż czasem myślę o moich uczniach. O tej cichej dziewczynce, która podobno dzięki mnie zaczęła pisać książkę. O uczniu, który przez innych nauczycieli był uważany za najgorszego, a u mnie sam zgłaszał się do odpowiedzi, po tym, jak raz zmusiłam go do rozwiązania zadania i dałam mu jego pierwszego w życiu… plusa. O klasie, której mówiłam, że mogą, że potrafią, a która mi odpowiadała „Jak to? To nie powiedzieli Pani? My jesteśmy 2F – najgorsza klasa. Z nas nic już nie będzie”. Miałam dużo serca do tej pracy. A dobrze wiemy, że w komplecie z miękkim sercem, trzeba mieć twardą inną część ciała. Tego mi zabrakło. Zabrakło mi przygotowania. I stanowczości. A ostatecznie może i tego serca mi zabrakło, skoro nie byłam w stanie się poświęcić za tak małe pieniądze dla tych kilku ciepłych słów, które czasem słyszałam.

Dlatego strajk nauczycieli budzi moje poparcie. Tak, popieram nauczycieli. Za to, że codziennie znajdują w sobie tę siłę i cierpliwość, której mi zabrakło. Nawet kiedy tej siły i cierpliwości zupełnie nie mają.