Pssst… z tym byciem dorosłym to trochę ściema

Pssst… z tym byciem dorosłym to trochę ściema

Coraz bardziej to rozumiem. Cóż, wiedza przychodzi z wiekiem. Ale dorosłość? Nie. Coraz częściej myślę, że dorosłość… nie istnieje. A na pewno nie taka, jak ją sobie wyobrażałam. Niezachwiana, nieomylna dorosłość w niemodnej garsonce, o zaciętej minie, skrzętnie patrząca pod nogi i podnosząca wzrok tylko po to, by obdarzyć Cię karcącym spojrzeniem. Tak naprawdę to trochę taka gra, w której chodzi o to, żeby udawać dorosłych przed innymi dorosłymi, którzy udają dorosłych przed innymi dorosłymi, którzy… i tak dalej.

Oczywiście nie o jakąś sztuczność tu chodzi, raczej o zachowanie pozorów i o to, żeby jednak trochę wychylić się poza życiową piaskownicę, otrzepać ręce, poskładać zabawki i ogarnąć własne podwórko. Ale tylko trochę.

Kojarzycie ten tekst „Nie dorastaj. To pułapka”? Nie lubię go. Nie widzę żadnej pułapki w stawaniu się bardziej dojrzałym. A z drugiej strony mam wrażenie, że ten tekst zakłada, że bycie dorosłym to stanie się takim gotowym produktem, jak babka z foremki. A coś takiego na szczęście nie istnieje. Żadna pułapka też nie istnieje. Co za ulga, nie?

Sytuacja sprzed kilku dni. Adam woła mnie pełen ekscytacji „chodź, zobacz!” Biegnę, szczególnie, że nawołuje mnie sprzed lodówki, więc sami rozumiecie. A tam.. no lodówka. Pełna. Owoce, warzywa, poporcjowane obiady na kilka dni. „Wreszcie to wygląda, jakby mieszkał tu dorosły człowiek, nie? Jestem z nas dumny”. Faktycznie niesamowite osiągnięcie jak na dwudziestodziewięcioletniego człowieka. Cóż, nie zawsze umiem w dorosłość. Ty też. Twoja szefowa również. I Pani z urzędu i nielubiany sąsiad. Pomyślałam, że może chcesz wiedzieć. Co za ulga, nie?

Dlatego nie rozumiem, gdy niektórzy krytykują strony typu „Chujowa Pani Domu” za promowanie bylejakości i lenistwa. Całkowicie się z tym nie zgadzam. Jedyny przekaz, jaki czerpię z tej strony, to taki, że my wszyscy, Panie i Panowie swojego życia, wcale nie zawsze mamy czyste półki i myśli. Co za ulga, nie?

Jestem dorosła. Rachunki płacę na czas… jeśli na czas ustawię sobie przypomnienie w telefonie. Głośno śpiewam, gdy mam słuchawki na uszach… nawet podczas spacerów z psem (nie, nie umiem śpiewać). Czasem płaczę, potykając się o drobny życiowy kamyczek, który w moich oczach jest skałą nie do pokonania. Piszczę, gdy na playliście nagle zapętli mi się piosenka, o której zapomniałam, a którą tak przecież kocham. Zdarzyło mi się spóźnić do pracy, bo musiałam przywitać się rano z kotem sąsiadów. Dzwonię do mamy, jak źle się czuję, bo nikt tak dobrze nie będzie wiedział, co mi pomoże. Mama wciąż dzwoni do mnie, żeby przypomnieć, że jutro będzie chłodno i żebym na pewno założyła szalik. Zakładam wtedy szalik. Czasem płaczę, że świat mnie nie rozumie. Bo świat czasem nas nie rozumie nawet jak mamy prawie 30 lat. I nawet jak mamy więcej. Czasem wciąż robię coś na złość rodzicom, nawet jeśli o tym nie wiedzą „Haha, jakby rodzice, zobaczyli, że…” dodaje niektórym wydarzeniom odrobinę ekscytacji . Wciąż robię sporo rzeczy, żeby rodzice byli dumni.

I każdy z nas ma takie mniejsze i większe „sekrety”. CO. ZA. ULGA. NIE? To naprawdę ogromna ulga zrozumieć wreszcie, że wcale nie musimy być tacy sztywni jak kant w świeżo wyprasowanych spodniach, że nie musimy być jak dopięta na ostatni guzik koszula. Że też się potykamy. Każdy z nas.

Kiedyś zastanawiałam się, czy Asia sprzed lat dogadałaby się z aktualną Asią (jeszcze nie Joanną i chyba nigdy w życiu). Teraz myślę, że nie we wszystkim byśmy się zgodziły, młoda Asia pewnie by trochę pyskowała, a starsza z miną „co Ty dziecko wiesz o życiu” pokiwałaby lekceważąco głową. Ale ostatecznie znalazłybyśmy wciąż kilka wspólnych tematów, wciąż mogłybyśmy razem wyskoczyć na koncert czy popłakać sobie nad tym, jak to bardzo świat nas nie rozumie. Wciąż miałybyśmy podobne marzenia. Często myślę, że wciąż jestem tą gówniarą, chodzącą z głową w chmurach. Wciąż sprawnie wymykam się światu.

My wszyscy trochę jesteśmy takimi gówniarzami, tylko trochę przybyło nam lat i doświadczeń. I wiecie co? Mam nadzieje, że nigdy o tym nie zapomnę i nie dam się wsadzić w tę uciskającą garsonkę dorosłej nieomylności i… nudy!

 

A Wy, czujecie się dorośli? Śmiało możecie dzielić się swoimi zupełnie niedorosłymi wpadkami, przyzwyczajeniami i zachowaniami. Odepnijmy te zapięte pod szyje kołnierzyki! 😉