Powiedz mi, jak mam żyć. „Prosto i uważnie na co dzień” – recenzja książki Agnieszki Krzyżanowskiej [+ CYTATY]

Powiedz mi, jak mam żyć. „Prosto i uważnie na co dzień” – recenzja książki Agnieszki Krzyżanowskiej

Książka Agnieszki Krzyżanowskiej Prosto i uważnie na co dzień: Wybierz najlepsze z reszty zrezygnuj była ze mną w Grecji, nad polskim morzem, nad jeziorem i wielu innych miejscach, do których uciekam po odrobinę oddechu. Dzięki temu wiem, że będzie to oddech głęboki i prawdziwy, a ja znów przypomnę sobie, jak trzeba żyć. I choć wciąż mam w sobie postawę zbuntowanej nastolatki, która w środku mnie krzyczy „Nie mów mi, jak mam żyć!”, to dla słów Agnieszki mam specjalny wyjątek. Chciałabym, żeby mówiła, mówiła i mówiła…

Książka „Prosto i uważnie na co dzień” Agnieszki Krzyżanowskiej uczy żyć mniej zachłannie. Kiedy tak codziennie wyciągam ręce po więcej, nagle zauważam, że przecież trzymam już w garści tak wiele. Sprawia, że świat zewnętrzny, który krzyczy najgłośniej, żeby wciąż lepiej, szybciej i na już, nagle milknie, a do głosu dochodzi mój własny świat. Nagle dostrzegam to, co wokół i to wszystko, o co tak się starałam. I już nie muszę lepiej ani szybciej. Nagle wystarcza w sam raz. Okazuje się, że to jest właśnie to, czego mi najbardziej trzeba. I naprawdę się cieszę, że trafiłam najpierw na bloga Agi (KLIK), a potem na jej książkę, by w porę to dostrzec.

„Prosto i uważnie na co dzień” to poradnik, choć wcale nie wygląda jak typowy poradnik. To po prostu dobrze napisana literatura, która niekiedy wywołuje uśmiech na twarzy, kiedy indziej nawet wzrusza. A przy okazji uczy a może bardziej przypomina, o co w tym wszystkim chodzi. A przecież nam wszystkim chodzi po prostu o szczęście.

Agnieszka Krzyżanowska przypomina, że to szczęście jest bliżej niż myślimy. Przypomina, wbrew temu, co ostatnio codziennie mówi nam telewizja i internet, że to szczęście jest o wiele bardziej bezwarunkowe niż nam się wydaje. Że wcale nie musimy osiągnąć tego i tamtego, nie musimy gonić za kolejnymi celami, by być szczęśliwymi. Możemy być szczęśliwi tu i teraz. Tak po prostu. Szczęście nie musi być spektakularne. Nawet nie wiecie, jak bardzo potrzebowałam to przeczytać.

Agnieszka jest takim trochę anty coachem i wydaje mi się, że jest właśnie coachem, jakiego wszyscy potrzebujemy. Nie krzyczy „biegnij!”. Szepcze „zwolnij”. Nie mówi „skup się na celu”. Przypomina „zauważ, co masz wokół”. Zatrzymaj się. Doceń. Nie musisz być codziennie lepszą wersją siebie. Jesteś najlepszą wersją, jaką możesz być. Jesteś wystarczający. I myślę, że to jest coś, co wszyscy potrzebujemy zrozumieć.

Polecam książkę Agi z zupełną szczerością i naprawdę KAŻDEMU. Myślę, że w czasach terroru sukcesu i samodoskonalenia jest to pozycja, która każdemu przypomni, co się w życiu liczy. Zaczęłam czytać „Prosto i uważnie na co dzień” jako osoba, która dążyła do jakiegoś celu, chciała się zmieniać i chwytać po więcej. Skończyłam ją czytać jako osoba, która idąc po więcej, dostrzega, jak wiele już ma. Skończyłam czytać tę książkę, będąc bogatszą o to, co tak naprawdę od dawna miałam, a co tak łatwo stracić z oczu, skupiając swój wzrok na tych wszystkich celach do zrealizowania.

No dalej, wpuśćcie Agnieszkę do swojej głowy i pozwólcie jej powiedzieć Wam, jak trzeba żyć. I żyjcie. Codziennie. Teraz. Już.

A na zachętę kilka cytatów:

Prosto i uważnie na co dzień recenzja

Wypada dziś przecież być otwartym na wszystko, krzyczeć radośnie „Tak!” i zmieniać się , by zostać najlepszą wersją siebie. Mnie też ciągle zdarzają się dni, kiedy życie mnie przerasta, w lustrze widzę tylko wady i cień wrodzonej melancholii. Ale kiedy wieczorem słyszę równe oddechy moich dzieci, mam z kim potem rozmawiać w ciszy usypiającego miasta, to wiem, co jest ważne i o co mam dbać.

Z koleżanką zjadłyśmy kiedyś trzy kilogramy czerwonych porzeczek, które same zebrałyśmy na działce. Do dzisiaj pamiętam ich smak. Marzyłam o prawdziwych dżinsach i kiedy w końcu je kupiłam gdzieś w  butiku we Wrocławiu (nawet nie były markowe), to chciałam w nich spać. Miałam niewiele i niewiele pragnęłam. A zapach sosen poprzedzający wejście na bałtycką plażę zostanie w mojej pamięci na zawsze.

Czuć zewnętrzną presję, że musimy być świetnymi rodzicami, partnerami, pracownikami roku, sąsiadami, znajomymi. Zawsze wysportowani, zadbani i uśmiechnięci i wszystko to ma się dziać teraz, natychmiast i na stałe.

A gdyby zmienić perspektywę? Na przekór światu mieć odwagę i powiedzieć: wystarczy?(…) Gdyby przestać koncentrować się na powtarzanym do znudzenia pytaniu: „gdzie się widzisz za 5 lat”, a koncentrować się na jakości życia codziennie, pytać „gdzie jestem dzisiaj, co robię, co posiadam – okazałoby się, że możemy wymienić mnóstwo rzeczy, które zapewniają nam spokój i przekonanie o przyzwoitym stanie majątku, jakkolwiek definiowanego.

[O multitaskingu] Ten termin to sprytne narzędzie do wmówienia nam, że nasza produktywność  nie ma granic i w zasadzie możemy wszystko, jeśli tylko ustalimy priorytety.

I na ogół jest tak, że jak już dojdziemy do ustalonego miejsca w kalendarzu, nic spektakularnego na nas nie czeka. Bo nasze wyobrażenie szczęścia nagle zaczęło wyglądać inaczej. Albo marzenia się zestarzały. Albo my się zmieniliśmy i nagle potrzebujemy czegoś zupełnie innego. A w międzyczasie dzieci nam urosły albo zniknęła miłość.

Zdałam sobie wtedy sprawę, że jest mi potrzebne tylko tyle, ile zmieszczę w środku. I tylko tyle, ile zajmuję miejsca.

Uważam, że codziennie powinniśmy robić jakąś drobną rzecz dla innych. Stajemy się wtedy kimś więcej niż konsumentami wdychanego i wydychanego powietrza.

Kiedy wrzuciłam w wyszukiwarkę hasło „jak być”, to pojawiło się w kolejności: jak być przeciętnym, jak być kochanym, jak być normalnym. Może wszyscy tego właśnie po cichu pragniemy?

Życie w pełni nie zaczyna się w piątek wieczór, na urlopie, w wymarzonym domu. Trwa codziennie.

Kim i z kim chcesz być dzisiaj najbardziej? Bo skąd pewność, że jutro też będzie można o tym zdecydować?