Woodstock – Pol’and’rock festiwal – najpiękniejszy festiwal na ziemi? Czy warto jechać na Woodstock?

Woodstock – Pol’and’rock festiwal – najpiękniejszy festiwal na ziemi?
Czy warto jechać na Woodstock?

Właśnie wracam z Woodstocku i znów mam to dziwne uczucie, że muszę sobie przypomnieć, jak dobrze w codzienność. Już rok temu pisałam Wam, że kiedyś teksty na temat tego festiwalu, że atmosfera, że ludzie, że wolność trochę mnie śmieszyły i wydawały się nazbyt wydumane. A potem pojechałam pierwszy raz i zrozumiałam, że to prawda, co mówią. Na Woodstock jedzie się tylko raz. Potem się już tylko wraca.

Przyznam szczerze, że ostatnio nie mam najlepszego okresu i nawet wyjazd na Pol’and’rock trochę mnie przerastał. Zastanawiałam się, czy na pewno się odnajdę wśród tego tłumu i zgiełku, ale już po chwili okazało się, że był to tłum pozytywnych emocji i zgiełk jakiejś dziwnej festiwalowej euforii. Ja wiem, że na co dzień nie jesteśmy zawsze dla siebie dobrzy. Czasem, jak odpalam internet, wystarczy kilka chwil bym w te dobroć w człowieku całkowicie zwątpiła. Czasem wątpię nawet w dobroć w samej sobie. A tutaj jakbyśmy nagle mieli czas. Na to, żeby się zatrzymać. Uśmiechnąć. Przybić piątkę zupełnie obcej osobie. Wymieniać uściski. Imprezować z nowo poznaną osobą, która zabłądziła i trafiła przez przypadek do Twojego namiotu. Może tego nam po prostu trzeba. Czasu, żeby spojrzeć na siebie przyjaźniej. Pozwólcie mi dziś w to wierzyć. Dopóki nie trafię na kolejny bezinteresownie złośliwy komentarz w internecie.

Czy warto jechać na Woodstock

Możecie się teraz Wy ze mnie śmiać, tak jak mnie kiedyś śmieszyły podobne zapewnienia, ale atmosfera na Woodstocku jest niepowtarzalna. To jakby przez te kilka dni świat przestał Cię pytać, kim jesteś, co robisz, w co wierzysz, na kogo głosowałeś w ostatnich wyborach, zostawiając tylko to drugie: jesteś. Patrzę na tych wszystkich kolorowych ludzi i wiem, że większość z nich, większość z nas na co dzień tworzy szary tłum. Co rano łapiemy ten tramwaj zwany życiem i ubieramy się w codzienne obowiązki. Dziś jednak na imię nam wolność, a ciasno zapięte koszule zobowiązań lądują gdzieś na dnie szafy.

Koncerty na Pol’and’rock festiwalu to osobny temat, a atmosfera i wzruszenie udzielają się nawet występującym. Zobaczyć największe pogo na Majce Jeżowskiej (uwierzcie mi ten koncert rozwalił system), zobaczyć wzruszenie Agnieszki Chylińskiej, która zadebiutowała na woodstockowej scenie (jak to w ogóle możliwe?!?) czy śpiewać z tłumem swoje ulubione piosenki Happysad to coś, czego nie da się opisać. A to przecież tylko drobny wycinek. Ale w ogóle to, co dzieje się na festiwalu to rzecz trochę ciężka do ujęcia w słowach.

Czy warto jechać na Woodstock

Przykro mi, kiedy czytam negatywne opinie o Woodstocku. Ze ćpuny, że brudasy i dzikusy. Dzikość może i się budzi we mnie na te kilka dni i nawet jest mi smutno, że zaraz będzie trzeba znów odesłać ja na drzemkę. A z Pol’and’rock powinniśmy być naprawdę dumni, bo to wydarzenie na skalę światową. Czy to wydarzenie dla każdego? Na pewno nie. Chociaż ja rok temu obawiałam się, że to nie dla mnie. Dziś jednak wiem, że jeśli masz ochotę na chwilę umknąć światu, to jest to doskonałe miejsce. I chyba za tym najbardziej się tęskni przez kolejny rok.

Idę ululać mojego wewnętrznego dzikusa, a Wy dajcie znać, co sami sądzicie o Woodstocku.