Nigdy nie wierz we wczorajsze jutro

Nigdy nie wierz we wczorajsze jutro

Dziś jest zawsze inne niż wczorajsze jutro. Banał jakich mało, co? A jednak ja o tym często zapominam.

Często żyję dniem jutrzejszym. Dziś jest tylko kolejną kartką w kalendarzu, choć tak naprawdę głównie jestem zajęta zapisywaniem tych kolejnych. I żyję tak sobie w czasie przyszłym niedokonanym. I maluję sobie to jutro w najróżniejszych barwach. A potem przychodzi jutro i nic nie jest takie jak na moim obrazku. Znacie to?

Jutro bywa zwycięskie. Jutro to ten dzień, kiedy wreszcie nam się uda. Jutro to dzień, kiedy wreszcie spełnię swoje marzenia. Ale jutro to też czekające problemy. Wyzwania, którym nie jestem w stanie podołać. Jutro to porażki i zawód.

Prosty przykład. W niedzielę nie mogę zasnąć, snując scenariusze horroru pt. „Jutro nadejdzie i już ostrzy na Ciebie kły.” Wartka akcja potrafi wciągnąć tak, że nie jestem w stanie zmrużyć oczu. No i jak to zwykle bywa, zwiastun okazuje się mniej emocjonujący niż pełnometrażowy obraz. Bo kiedy ostatecznie staję z tym potworem oko w oko, okazuje się być zazwyczaj stworzeniem, które da się mniej czy więcej oswoić. Lub ewentualnie zwykłym przebierańcem a zdemaskowany horror zmienia się kreskówkę z czasów moje dzieciństwa, a ja stoję ze zdartą maską w ręce i słyszę jak wczorajszy potwór mówi: „Wszystko by mi się udało, gdyby nie te wścibskie dzieciaki”. No cóż.

Kiedy indziej roztaczam przed sobą wizję tego, co chcę osiągnąć. Obraz HD i pełna paleta barw. Fajerwerki w tle i huk otwieranego szampana. A potem nagle, czasem, bo przecież nieczęsto, nagle to się udaje i nagle jestem w tym punkcie, który wizualizowałam sobie przez tak długi czas i co? No i wygląda to zupełnie inaczej. Zawsze wygląda to inaczej.

Osiągnięcie celu, dojście do tego punktu, o którym myśli się od dawna zawsze jest inne niż oczekiwaliśmy. Niekoniecznie gorsze. Po prostu inne. I nie ma w tym nic złego, chyba że, tak jak ja zbyt bardzo wierzysz swojej głowie i obrazom, które Ci podpowiada. Albo tak długo skupiasz się na spełnianiu wizji jutra, że po ich osiągnięciu czujesz jak usta wypełnia Ci cierpka papka, bo cóż, nawet nie zauważyłeś, że Twoje marzenia się przeterminowały.

Dlatego postaram się znów nie nabrać swojej głowie, postaram się tę głowę trzymać jak zawsze gdzieś w chmurach, ale kroczyć jakby trochę wolniej i trochę mniej wybiegać w przyszłość. A już na pewno nie traktować samej siebie i swoich wizji tak zupełnie serio. Myślę, że wyjdzie mi to na dobre.

A Wy często nabieracie się na wczorajsze jutro?