Jak sobie radzić, kiedy ilość zadań Cię przerasta. Poradnik dla Lam Sukcesu i… nie tylko.

Jak sobie radzić, kiedy ilość zadań Cię przerasta

Dzień dobry, tu Wasza Lama Sukcesu. Chodźcie porozmawiać o tym, co zrobić, gdy ilość zadań nas przerasta. Znacie to? Na pewno tak. Ja znam aż za dobrze. Na szczęście wypracowałam sobie kilka sposobów na to, by poradzić sobie z tym jak najlepiej.

Od razu zaznaczam, że nie jest to kolejny wpis o multitaskingu ani dobrej organizacji. W internecie znajdziecie ich wiele w dodatku napisanych przez osoby, które lepiej się na tym znają. To raczej wpis o tym, jak oszukać swoją głowę i przekonać ją, że wcale nie jest tak źle, jak jej się wydaje. A raczej o tym, jak ja oszukuję swoją głowę, żeby myślała, że spoczywa na niej znacznie mniej.

Nie wiem, jak Wy, ale mam taką lamerską cechę, że ilość roboty czasem mnie przytłacza i blokuje. Zamiast wziąć się za cokolwiek potrafię siedzieć i gapić się na górę spraw do ogarnięcia i czuć, jak ta góra mnie pochłania i pożera. Czasem w takich momentach nie jestem w stanie zrobić zupełnie nic. Na szczęście teraz takie momenty są dużo krótsze, bo stosuję kilka trików, które pomagają mi złapać oddech i skupić się na przekopywaniu górki grudka po grudce. Te triki nie są może ani niezwykle odkrywcze ani też szczególnie mądre (jak widać w reklamowaniu własnych tekstów też niezła ze mnie lama), ale jak coś jest głupie, ale działa, to może jednak nie jest aż takie głupie?

  1. Lista

Po pierwsze robię listę, żeby mieć obraz tego, jaki czeka mnie dzień. Nawet jeśli jest ona nieprzyzwoicie długa, daje mi poczucie kontroli. W pracy listę robię każdego dnia, stosuję też trackery ze śledzeniem postępów ważniejszych i długoterminowych spraw. Czasem zrobienie drobnej rzeczy czy dopisanie jednego komentarza w takim trackerze przynosi ulgę i poczucie tego, że jednak trochę ruszyłam do przodu.

 

  1. Rozbijanie kuli śnieżnej

To mój sposób na zadania, które przerastają mnie najbardziej. Najtrudniejsze, najstraszniejsze, bo np. muszę dzwonić do ludzi i przekonywać ich, że mam rację (najgorzej). Rozbijam takie zadania na… jeszcze mniejsze zadania. Czasem prowadzę samą siebie zupełnie krok po kroku i wypisuję nawet oczywistości, jak: sprawdzić dokumenty, przygotować się, zadzwonić do osoby A, napisać maila do osoby B, poradzić się osoby C – tak wpisuję tam nawet to, że planuję się spytać koleżanki z pracy o radę. Wykreślanie po kolei tych małych zadanek wydaje się mniej straszne. Wiecie to jak z tą kulą śnieżną. Wielka może Was znieść z powierzchni ziemi. Mała może co najwyżej uderzyć Was w twarz lub wpaść za kołnierz. Wciąż będzie nieprzyjemnie, ale jakoś łatwiej do zniesienia. Ta metoda ma jeszcze jedną zaletę, którą stosuję do całej listy zadań, a jest nią…

 

  1. Wykreślanie

Każde zadanie skreślone z listy to jeden spokojniejszy oddech. I poczucie panowania nad tym, co jest do zrobienia. Jak wykreślę kilka, nawet mniejszych, to lista zaczyna wyglądać jakoś bardziej przyjaźnie i mówić mi „no widzisz, jak dobrze Ci idzie? Dasz radę maleńka!” Kiedy mam naprawdę trudny dzień, powtarzam sobie jak mantrę „wykreślaj, po prostu wykreślaj”. I jakoś idzie.

Podobnie działam ze skrzynką w pracy, czyli stosuję metodę Inbox 0. Tworzę podfoldery prawie na wszystko. Na wszystko inne, mam folder… „inne” (szok, wiem). Oflagowany mail oznacza oczekujące zadanie. Mail z flagą i etykietą oznacza oczekujące, ważne zadanie. Odhaczony mail w inboxie oznacza, że sprawa po mojej stronie została pchnięta, piłka chwilowo po innej stronie, ale muszę pilnować, by wróciła na moje boisko z odpowiednim wynikiem. Ogarnięta sprawa ląduje w swoim folderze. Jak widzę czasem u innych pełne skrzynki odbiorcze, to aż mi się robi słabo, tak bardzo przyzwyczaiłam się do tej metody.

 

  1. Zaczynam od najbardziej przytłaczającego albo najszybszego

I to już na pewno nie jest nic odkrywczego, bo tę radę przeczytałam z pewnością w jakimś tekście poradniczym. Stosuję zamiennie obie metody. Jeśli czuję, że najtrudniejsze zadanie wymaga ode mnie spokoju i skupienia, a jednocześnie nie jest aż tak pilne, zostawiam je sobie na później, kiedy mam poczucie, że resztę już posprzątałam. Kiedy jednak najgorsza rzecz jest jak ten przysłowiowy wrzód, to najpierw go usuwam, a dopiero, kiedy jestem w stanie wygodnie się rozsiąść, biorę się za resztę.

 

To są właśnie sposoby na to, jak ja „robię ważne rzeczy”. Nikt nie powiedział, że dorosłość i ogarnianie są tylko dla dorosłych i ogarniętych ludzi, prawda? Pozostałe Lamy Sukcesu muszą sobie radzić inaczej. Dajcie znać, jeśli macie jakieś swoje patenty, bo takich nigdy za wiele!

A tymczasem drapię Waszą wewnętrzną lamę za uszkiem i życzę, jak najmniej sytuacji, w których powyższe rady będą przydatne!

Hej, jeśli czujesz, że Lama Sukcesu to właśnie Ty, to zapraszam na moją grupę, gdzie wspólnie budujemy najsympatyczniejsze stadko w internecie! Wsparcie, akceptacja i drapanie naszych wewnętrznych lam za uszkiem. To miejsce, gdzie będziesz kimś najlepszym na świecie… sobą! Dołącz tutaj:
⬇️🦙⬇️🦙⬇️ 🦙
🦙⬆️🦙⬆️🦙⬆️